"Bardzo proste. Zniszczymy." Jak Kijów reaguje na wieści z Rosji

"Bardzo proste. Zniszczymy." Jak Kijów reaguje na wieści z Rosji

23.09.2022 0 przez admin
  • Światosław Chomenko
  • BBC

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

prawa autorskie do zdjęć ALESSANDRO GUERRA/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Na okupowanych terytoriach odbywają się „Referenda”, w Rosji rozpoczęła się mobilizacja. Te nowe dane mogą wpłynąć zarówno na ukraińską kontrofensywę, jak i na stanowisko Kijowa w sprawie rozmów pokojowych z Moskwą.

„Nierozważne referenda”

Piątek, 23 września, będzie jedną z kluczowych dat dla Rosji w wojnie, którą rozpętała na Ukrainie. Właśnie tego dnia rozpoczną się pięciodniowe „referenda” w sprawie przystąpienia do samozwańczych „republik ludowych” Doniecka i Ługańska (właściwie obwodów Donieckiego i Ługańskiego na Ukrainie) oraz obwodów zaporoskiego i chersońskiego.

Żaden z tych ukraińskich regionów nie jest pod całkowitą kontrolą wojsk rosyjskich, we wszystkich trwają aktywne działania wojenne, ale organizatorzy „referendów” nie wydają się tym zainteresowani. Obserwatorzy w Moskwie i Kijowie są zgodni, że formalna decyzja o „przyjęciu” wybranych regionów do Rosji może zostać podjęta do końca przyszłego tygodnia.

Może wydawać się to paradoksalne, ale dzień „referendów” – najważniejszy dzień w historii Rosji Władimira Putina – minie w Kijowie zupełnie niezauważony. Kiedy osiem i pół roku temu na Krymie odbyło się podobne „referendum” zorganizowane na kolanie, a następnie nieuznawane przez większość krajów świata, w nastrojach społeczeństwa ukraińskiego, które właśnie nadchodziło, było znacznie więcej dramatu. do zmysłów po zwycięstwie Majdanu.

Teraz stosunek Kijowa do tego, co dzieje się na okupowanych terytoriach południa i wschodu Ukrainy, jest jednoznaczny.

„Prowadzenie jakiejkolwiek czynności prawnej na okupowanych terenach, gdzie toczą się aktywne działania wojenne, wygląda co najmniej niepoważnie. Dlatego nie ma tam żadnego „referendum”. Prezydent Ukrainy Mychajło Podolak powiedział BBC.

Jak wynika z sondaży, ostro krytyczny stosunek Podolaka do samego prawdopodobieństwa utraty terytoriów przez Ukrainę podziela także społeczeństwo ukraińskie.

Badanie przeprowadzone przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii , przeprowadzone w dniach 7-13 września, wykazało, że 87% Ukraińców uważa, że Ukraina nie powinna pod żadnym pozorem rezygnować ze swoich terytoriów, nawet jeśli wojna z tego powodu potrwa dłużej. Tylko 8% Ukraińców przyznaje się do rezygnacji z niektórych terytoriów w celu szybkiego zakończenia wojny.

Dzień wcześniej wicepremier ds. terytoriów okupowanych Irina Wierieszczuk ostrzegła mieszkańców tych regionów przed uczestniczeniem w „głosowaniu” pod groźbą artykułu kryminalnego. W rozmowie z BBC Michaił Podolak precyzuje: ci obywatele, którzy zostaną zmuszeni do wzięcia udziału w „referendum”, nie zostaną ukarani. Dlatego np. mieszkańcy obwodu zaporoskiego, do którego drzwi zapukają ekipa składająca się z pracownika „komisji wyborczej” i uzbrojonego „policjanta” i „zaproponują” głosowanie za wjazdem Tokmaku, Berdiańska i Melitopola. Rosja, nie ma się czego obawiać.

„Ale panuje jasne zrozumienie, że osoby, które biorą udział w organizowaniu „referendum”, w tworzeniu propagandowego obrazu, poniosą poważne konsekwencje prawne – mówi Mychajło Podolak.

Ofensywa będzie kontynuowana

Ukraińscy politolodzy i eksperci ds. bezpieczeństwa wysuwają jednocześnie kilka teorii na temat tego, do czego dokładnie dąży Moskwa, organizując referenda na okupowanych przez siebie terytoriach.

Jeśli posłuchać przedstawicieli administracji tych regionów utworzonych przez Rosję, to w tym środowisku dominuje następująca logika: po „referendum” i „przystąpieniu do Rosji” obwodu zaporoskiego Władimir Rogow, członek rady głównej jej administracji powiedział, że wojska ukraińskie będą musiały opuścić terytorium całego tego regionu – w tym także tych, na których nie będzie „referendum”. W przeciwnym razie, wyjaśnił, Siły Zbrojne Ukrainy będą uważane za okupantów, a ich działania – agresję na Rosję. A to rzekomo rozwiąże ręce Rosji, aby użyć zupełnie nowych metod wojny z Ukrainą.

Kijów traktuje takie wypowiedzi ze sceptycyzmem. Ponieważ „referendum” jest bezprawne i prawnie nieważne, oznacza to, że nie ma konsekwencji dla prawa międzynarodowego, dla Ukrainy ani dla Rosji – tłumaczy BBC Michaił Podolak.

Co więcej, wielu obserwatorów łączy pospieszne wyznaczenie „referendów” z sukcesem niespodziewanej ofensywy wojsk ukraińskich w obwodzie charkowskim. Podobno obawiając się powtórzenia podobnych operacji w innych sektorach frontu, Moskwa postanowiła naprawić swoje „przejęcia terytorialne” w nadziei, że złagodzi to zapał ukraińskich dowódców wojskowych.

Michaił Podolak mówi BBC, że ta kalkulacja nie zadziała.

„Wszelkie „referenda” w żaden sposób nie wpływają na działania zaplanowane przez nasz Sztab Generalny i kwaterę Naczelnego Wodza w celu odblokowania terytoriów ukraińskich… Nasza kontrofensywa jeszcze się nie zakończyła. Nadal mamy kluczowe kierunki: Południowe, Zaporoże. Niezwykle ważnym, symbolicznym kierunkiem jest Ługańsk-Donieck… Generalnie uważam, że aby zakończyć wojnę jak najbliżej, konieczny jest upadek Doniecka i Ługańska. z tych miast przechodzi pod kontrolę Ukrainy, będziemy mogli bardzo wyraźnie powiedzieć w kalendarzu, kiedy wojna zakończy się naszym całkowitym zwycięstwem – mówi.

podpis pod zdjęciem,

Armia ukraińska może oprzeć się na sukcesie osiągniętym pod Charkowem i na innych odcinkach frontu

Zarówno ukraińscy, zachodni, jak i rosyjscy eksperci wojskowi przyznają, że Kijów może zainicjować przełamanie istniejącej linii frontu, wzorem udanej kontrofensywy w obwodzie charkowskim. Jako prawdopodobne miejsca takiego przełomu wymieniają w szczególności północ obwodu ługańskiego, obwód zaporoski, okolice Doniecka w obwodzie maryinskim. Oficjalny Kijów nie komentuje swoich planów wojskowych, twierdząc, że zamierza wyzwolić całe terytorium Ukrainy w granicach uznanych przez społeczność międzynarodową – czyli Krym oraz regiony Doniecka i Ługańska w ich granicach administracyjnych.

Często ukraińscy i zachodni eksperci polityczni i wojskowi zakładają, że dalsze porażki armii rosyjskiej na polu bitwy – teraz na terytoriach, które Kreml uzna za własne – mogą zmusić Władimira Putina do podniesienia stawki na najwyższy możliwy poziom i użycia broni jądrowej. Przemówienie prezydenta Rosji o początku mobilizacji zawierało przecież nieskrywaną aluzję do takiego właśnie rozwoju wydarzeń.

W Kijowie – przynajmniej w słowach – nie wierzą w taki scenariusz.

„Nie wierzę, że [Putin] użyje broni [nuklearnej]. Nie sądzę, żeby świat pozwolił mu na użycie tej broni”, powiedział Zełenskij niemieckiej gazecie Bild w środę, dodając: „Nie możemy zajrzeć do środka głowa tego człowieka. „istnieje ryzyko.”

Zdaniem Zełenskiego pogodzenie się z nuklearnym szantażem Władimira Putina może mieć jeszcze bardziej dotkliwe konsekwencje dla współczesnego świata: „Jutro Putin może powiedzieć: oprócz Ukrainy chcemy innej części Polski, inaczej użyjemy broni jądrowej. Nie możemy iść na te kompromisy.

„utopiony we krwi”

Pomimo tego, że Kijów nazywa „referenda” na terenach okupowanych działaniem nieistotnym z prawnego punktu widzenia, co w zasadzie nie zmienia niczego w rzeczywistości, która rozwija się „w terenie”, dla niektórych pojawiają się one w retoryce Wołodymyra Zełenskiego. już czas.

Ukraiński prezydent od miesięcy nazywa prawdopodobne przeprowadzenie tych „głosów” punktem, po przekroczeniu którego niemożliwe byłyby jakiekolwiek rozmowy pokojowe z Rosją. Oznacza to, że „referenda” doprowadzą do nowej eskalacji konfliktu.

To samo stanowisko – o niemożności negocjacji z Rosją w obecnych warunkach – powtórzył Zełenski w środę wieczorem w przemówieniu na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. W momencie wystąpienia ukraińskiego przywódcy było już wiadomo, że eskalacja osiągnęła nowy poziom: rano tego samego dnia Władimir Putin ogłosił „częściową mobilizację” w Rosji.

Prezydent Ukrainy wyraził pierwszą reakcję na ten krok w rozmowie z Bildem. Z jednej strony, powiedział, mobilizacja w Rosji nie była dla Kijowa zaskoczeniem: takie wydarzenie było od dawna ostrzegane przez służby specjalne.

Z drugiej strony Wołodymyr Zełenski w tym wywiadzie wyciąga ponury wniosek: „Putin chce utopić Ukrainę we krwi. Ale także we krwi własnych żołnierzy”.

„Azow” rozweselił

Ukraińskie portale społecznościowe raczej zareagowały na wiadomość o rozpoczęciu mobilizacji w Rosji falą memów. Temat ewentualnej mobilizacji w takiej czy innej formie pojawiał się w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej niemal od pierwszych tygodni wojny, więc w zasadzie nie był dla nikogo szokiem.

Użytkownicy mediów społecznościowych spekulowali na temat gotowości bojowej „Sofowych oddziałów Federacji Rosyjskiej” – licznych wojowniczych komentatorów internetowych nawołujących do ostrzejszej wojny z Ukrainą, którzy teraz będą mieli okazję realizować swoje hasła własnymi rękami.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Ukrainy Ołeksij Daniłow nazwał częściową mobilizację planem Władimira Putina na „wykorzystanie obywateli Rosji”, a minister obrony Ołeksij Reznikow zwrócił uwagę na zbieg okoliczności: moskiewski zakład planuje produkować do 300 tys. postać planów mobilizacyjnych została wyrażona w wywiadzie dla rosyjskiego kolegi Reznikova, Siergieja Szojgu.

„Rosyjscy żołnierze giną w wojnie z Ukrainą. Ich bliscy otrzymują w ramach rekompensaty samochód. Taka jest cena życia i wsparcia gospodarki w Rosji” – podsumował Reznikow.

Wielu użytkowników portali społecznościowych zwracało jednak uwagę, że nie warto też angażować się w nienawiść w stosunku do dziesiątek tysięcy żołnierzy, którzy mogą pojawić się na froncie ze strony rosyjskiej. W końcu, przypomnieli, Rosja rozpoczęła agresję, koncentrując około 200 tys. żołnierzy na granicy z Ukrainą.

Najpopularniejszą rekomendacją walki z lękiem w tym zakresie była rada przekazania darowizny na cele charytatywne jednej z wielu działających na Ukrainie fundacji pomagających Siłom Zbrojnym.

Podpis wideo,

Największa wymiana jeńców wojennych między Ukrainą a Rosją

Jednak późnym wieczorem w środę nastroje ukraińskiego społeczeństwa znacznie się poprawiły. Wtedy to dowiedziała się o uwolnieniu ponad dwustu ukraińskich żołnierzy z rosyjskiej niewoli, w tym „Azowa” – obrońców Mariupola, uważanych na Ukrainie za niezłomnych bohaterów. Na tym tle wiadomość o rozpoczęciu mobilizacji w Rosji, nielicznych wiecach przeciwko niej według ukraińskich standardów schodziła na dalszy plan w porównaniu z radością ze zdjęć wychudzonych obrońców Azowstalu i uczuciem głębokiej satysfakcji z oszołomienia opinii publicznej. strony prokremlowskich dziennikarzy i „korespondentów wojskowych”.

Słowem, jeśli jednym z celów rosyjskiego rządu, zapowiadając mobilizację 300 tys. rezerwistów, było zasianie paniki i zamieszania w ukraińskim społeczeństwie i politykach lub nakłonienie Kijowa do negocjacji na moskiewskich warunkach, to wyraźnie nie udało się tego celu .

„Czy istnieje teraz „partia pokoju” w ukraińskiej polityce, która opowiada się za pojednaniem z Putinem? Tak, dziś 90% społeczeństwa intuicyjnie i intelektualnie rozumie, że pokój na rosyjskich warunkach jest w rzeczywistości odroczoną wojną. Oferta takiej odłożonej wojny nie może istnieć w dzisiejszych warunkach” – odpowiada Mychajło Podolak na pytanie, czy wiadomości z Rosji zainspirowały kogokolwiek w ukraińskim rządzie do zmiany dotychczasowego bezkompromisowego podejścia do negocjacji z Moskwą.

„Zniszczymy wszystkich”

Jak Kijów widzi możliwe zmiany na polu bitwy po masowej mobilizacji Moskwy?

Na początek radzimy poczekać i ocenić, jak ta mobilizacja będzie przebiegać w ogóle.

Kijowscy eksperci wojskowi zwracają uwagę na doświadczenia formowania III Korpusu Armii – dużej formacji wojsk lądowych, która miała zrekompensować straty z pierwszych miesięcy wojny. Według Kijowa utworzenie tego korpusu zostało znacznie opóźnione, a jego siła sztabowa nigdy nie została osiągnięta. Ta historia rzekomo pokazała słabość rosyjskiej machiny mobilizacyjnej. Jeśli dodamy do tego aparat represyjny i „obowiązek” – nie jest faktem, że da to wynik wymyślony przez inicjatorów mobilizacji.

Obliczenia publikacji Insider (władze rosyjskie nazywają ją obcym agentem i „niepożądaną organizacją” przez media) pokazały, że najprawdopodobniej w najbliższym czasie Rosja zacznie mieć problemy ze sprzętem wojskowym używanym w działaniach wojennych. Wspomnienia pierwszych tygodni inwazji – w lutym-marcu br. – każą obserwatorom wątpić w zdolność systemu zaopatrzenia Sił Zbrojnych RF do zapewnienia setkom tysięcy rekrutów wszystkiego, czego potrzebują w okresie zimowym. Ostatecznie z wypowiedzi rosyjskich polityków wynika, że ci rekruci wejdą na linię frontu po przejściu minimalnego, wyraźnie niewystarczającego przeszkolenia.

image copyrightROSYJSKIE MINISTERSTWO OBRONY

podpis pod zdjęciem,

W szczytowym momencie ukraińskiej ofensywy pod Charkowem rosyjskie Ministerstwo Obrony pokazało taki materiał z przerzutu posiłków”.

„Jaka jest dziś armia rosyjska? Zaopatrzenie jest bardzo słabe. Szkolenie jest bardzo słabe. Myślę, że to stwierdzenie: mówią, że teraz zawołamy trzysta tysięcy – powinno to mieć psychologiczny wpływ na Ukrainę” – podsumowuje. w górę Mychajło Podolaka.

BBC zadaje mu pytanie: co się stanie, jeśli w niedalekiej przyszłości front ze strony rosyjskiej zacznie się nasycać – choć niezbyt wyszkolony, niezbyt zmotywowany i uzbrojony w nie najnowocześniejszą broń, choć nie 300 tys., ale wciąż dziesiątki tysięcy żołnierzy ?

„Bardzo proste. Zniszczymy” – odpowiada Podolak.

Pewność siebie zwykłego urzędnika administracji prezydenckiej? Może i tak, ale ta odpowiedź praktycznie powtarza wypowiedź głównodowodzącego sił zbrojnych Ukrainy gen. Walerego Załużnego, który rzadko występuje publicznie i do tej pory nie był skazany za bezpodstawną brawurę.

„Zniszczymy każdego, kto przybędzie do naszej ziemi z bronią – czy to dobrowolnie, czy przez mobilizację” – powiedział.

Własna mobilizacja

Jednak oświadczenia są oświadczeniami, a jak dokładnie Kijów zareaguje na rosyjską mobilizację, nie jest jeszcze znane.

Z jednej strony powszechna mobilizacja na Ukrainie została ogłoszona pierwszego dnia inwazji 24 lutego i jeszcze formalnie się nie zakończyła. Potem, w pierwszych dniach i tygodniach wojny, w pobliżu wojskowych urzędów meldunkowych i rekrutacyjnych miast ukraińskich ustawiały się kolejki chętnych do wstąpienia do Sił Zbrojnych Ukrainy, a mężczyzn bez doświadczenia wojskowego po prostu odsyłano do domu.

W tym czasie zmobilizowano dziesiątki tysięcy osób – nie podano dokładnych liczb, ale w lipcu minister obrony Ołeksij Reznikow powiedział, że „działalność sektora bezpieczeństwa i obrony Ukrainy” zapewnia milion osób w mundurach, 700 z czego tysiące to personel wojskowy Sił Zbrojnych Ukrainy.

Mobilizacja trwa do dziś. W sierpniu br. szef działu personalnego dowództwa Dowództwa Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy Roman Gorbach w wywiadzie dla wydawnictwa Liga oświadczył, że teraz mobilizują punkt po punkcie – posiadaczy specjalności potrzebnych Siłom Zbrojnym Ukrainy.

Jednocześnie w ukraińskich mediach można znaleźć dowody na to, że osoby naruszające godzinę policyjną, uczestnicy festiwali czy kierowcy, którzy przekroczyli dozwoloną prędkość, mogą otrzymać wezwania.

Minister obrony Aleksiej Reznikow w wywiadzie dla BBC nazwał takie przypadki „nadmiarami wykonawcy”.

„W 95% przypadków [wręcza się wezwanie], aby obywatel stawił się w [wojskowym urzędzie meldunkowym i poborowym] i tam wyjaśniają jego wojskowe referencje. A potem wraca do domu” – uzasadnił Roman Gorbach.

Faktem jest jednak, że na Ukrainie nadal obowiązuje niemal całkowity zakaz wyjazdów za granicę mężczyznom w wieku od 18 do 60 lat – oczywiście w oparciu o prawdopodobieństwo rozwoju sytuacji według scenariusza, w którym zarówno starzy, jak i młodzi będą musieli być pod bronią.

Inną wskazówką na możliwe problemy z mobilizacją była podjęta w czwartek decyzja o zakazie wyjazdu z Ukrainy obywateli studiujących na zagranicznych uczelniach, rzekomo z powodu masowego fałszowania odpowiednich dokumentów.

W rozmowie z BBC Michaił Podolak powiedział, że w odpowiedzi na rosyjską mobilizację Kijów nie planuje jeszcze zwiększenia tempa mobilizacji na Ukrainie.

„Będziemy obserwować matematykę, która będzie na polu bitwy i dokonamy pewnych korekt, jeśli będzie to konieczne. Ale podkreślam ponownie, że nasz program mobilizacyjny już dawno się zakończył. Dziś mobilizacja opiera się głównie na pewnych specyficznych, rzadkich specjalnościach księgowych wojskowych” – mówi .

Wojskowe kierownictwo Ukrainy nie skomentowało jeszcze tego tematu.

„Wszystko przyspiesza”

Paradoksalnie, wiadomości z Moskwy, jak twierdzą w Kijowie, zrobiły wiele, aby w nowy sposób skonsolidować partnerów Ukrainy. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że zadziałały dosłownie wkrótce po tym, jak rosyjskie pociski trafiły w obiekty oczywiście cywilnej infrastruktury – elektrownię cieplną pod Charkowem i tamę na rzece Ingulec w pobliżu Krzywego Rogu. Uderzenia te, jak napisali obserwatorzy, podważyły całą doktrynę „specjalnej operacji wojskowej” zbudowanej wcześniej przez Moskwę, zgodnie z którą główną metodą siłowego oddziaływania na tyły ukraińskie powinny być ataki ukierunkowane wyłącznie na obiekty wojskowe kraju.

A jeśli można jeszcze przewidzieć krytykę rosyjskich „referendów” i mobilizację przez państwa G7, to bezpośrednie potępienie „głosów” przez Turcję, która tradycyjnie stara się zachować równowagę między Rosją a Zachodem, daje Kijowowi powód do przypuszczenia że inne kraje, które Wcześniej starały się nie zajmować jednoznacznego stanowiska w sprawie konfliktu, w przyszłości będą bardziej sympatyzować z Ukrainą.

Mychajło Podolak mówi, że wydarzenia ostatnich dni skłoniły niektórych partnerów Kijowa do przyspieszenia dostaw broni, o którą wcześniej prosił Ukrainę. W szczególności wyjaśnił, że ostatnie oświadczenia i działania Moskwy ułatwiły negocjacje w sprawie dostaw systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej do Kijowa.

Podpis wideo,

Ławrow w ONZ. Co mówi się o Rosji na 77. Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w Nowym Jorku?

Odrębnym czynnikiem, dodaje, była eskalacja sytuacji przez Rosję właśnie podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

„Rosja po prostu doskonale wybrała czas, by pokazać światu, w którym wciąż czasami manifestują się pokojowe nastroje, swoją pogardę dla globalnych reguł postępowania. Jej wybór na rzecz eskalacji powinien wreszcie udowodnić światu, że Rosja w swojej obecnej formie jest niezdolna do negocjacja w każdym tego słowa znaczeniu”, mówi Podolyak.

„W ogóle wszystko teraz przyspiesza. Przyspiesza wykorzystanie zasobów, które ma Rosja – po ogłoszeniu mobilizacji Putin nie ma już atutów. Transfer do nas sprzętu wojskowego przyspiesza. Rosja przyspiesza odcinając jej potencjalni sojusznicy od siebie. W końcu atmosfera w Rosji teraz i na początku NWO wygląda zupełnie inaczej: wyraźnie pojawiły się wątpliwości co do Putina jako skutecznego menedżera – dodaje.

Społeczeństwo ukraińskie wykazuje też zaufanie do zdolności Ukrainy do obrony przed rosyjską agresją. Po ogłoszeniu przez Władimira Putina rozpoczęcia mobilizacji badań socjologicznych w Rosji na Ukrainie nie przeprowadzono jeszcze badań socjologicznych na Ukrainie, ale wcześniejsze sondaże wskazywały na stałą liczbę: ponad 90% Ukraińców jest przekonanych, że to ich kraj który wygra obecną wojnę.