Na okupowanych terytoriach Ukrainy odbędą się "referenda" w sprawie przyłączenia się do Rosji. Co to znaczy?

Na okupowanych terytoriach Ukrainy odbędą się "referenda" w sprawie przyłączenia się do Rosji. Co to znaczy?

21.09.2022 0 przez admin
  • Elizaveta Focht, Olga Ivshina, Olga Prosvirova
  • BBC

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

prawa autorskie do zdjęćSergey Malgavko/TASS

podpis pod zdjęciem,

Billboardy popierające aneksję pojawiły się na okupowanych terenach na długo przed ogłoszeniem „referendów”

W dniach 24-27 września w samozwańczej DRL i ŁRL oraz w okupowanych częściach obwodów zaporoskiego i chersońskiego planowane są „referenda” w sprawie przystąpienia do Rosji. Pośpiech w przygotowaniach do głosowania, ogłoszony zaledwie cztery dni przed terminem, pojawia się w związku z uchwaleniem przez Rosję przepisów, które zaostrzają kary za przestępstwa „w czasie wojny”. BBC rozmawiało z rosyjskimi i zachodnimi ekspertami o tym, dlaczego „referenda” są potrzebne i jak ich wyniki mogą wpłynąć na wojnę na Ukrainie.

Co się stało?

Temat ewentualnych „referendów w sprawie przyłączenia się do Rosji” okupowanych regionów Ukrainy zaczęto dyskutować wiosną, tuż po rosyjskiej inwazji.

Funkcjonariusze Kremla, którzy podróżowali na tereny okupowane, obiecali, że Rosja przyjedzie tam „na stałe”. Ukraińscy urzędnicy mówili o oznakach przygotowania plebiscytów. Media sugerowały, że takie „referenda” mogłyby się odbyć już 11 września – rosyjski Dzień Jednego Głosowania.

Zgodnie ze schematem z „referendum”, którego wyniki uznało tylko kilka krajów na świecie, „przystąpienie” Krymu do Rosji zostało prawnie sformalizowane. Większość społeczności światowej traktuje to, co się wtedy wydarzyło, jako aneksję i uważa półwysep za terytorium Ukrainy.

Wraz z nadejściem jesieni stało się jasne, że Rosji nie tylko nie udało się uzyskać pełnej kontroli nad Chersoniem, Zaporożem, a także obwodami donieckim i ługańskim, które Moskwa uważa za niepodległe państwa, ale także zaczyna tracić już zdobyte terytoria. Na początku miesiąca Ukraina rozpoczęła ofensywę, najpierw w Chersoniu, a następnie w obwodzie charkowskim – ten ostatni w końcu wrócił niemal w całości pod kontrolę Kijowa.

Mimo to niecałe trzy tygodnie temu rzecznik Pentagonu John Kirby w rozmowie z Dożdem (uznawanym przez rosyjskie władze za agenta zagranicznego) powiedział, że USA wciąż wierzą, że Rosja może próbować przeprowadzić „quasi-referenda” już września, aby osiągnąć „legitymizację polityczną”.

Jednocześnie niektóre media, np. Meduza (uznawana w Federacji Rosyjskiej za media działające jako agent zagraniczny) twierdziły, że po niepowodzeniach w obwodzie charkowskim przeprowadzenie „referendów” zostało odroczone na czas nieokreślony.

Wszystko stało się dokładnie odwrotnie: okazało się, że postanowili przyspieszyć przygotowania do głosowania. Zapowiedzi referendów szły jedno po drugim wieczorem 19 września i odbywało się to według jednego scenariusza. Oświadczenia zostały sformalizowane jako apele „izb publicznych” samozwańczej LPR i DRL. Najpierw zażądano natychmiastowego referendum w sprawie uznania regionu za podmiot Rosji w Ługańsku, a dosłownie godzinę później – w Doniecku.

Wieczorem separatyści opublikowali wideo, w którym lider „DNR” Denis Pushilin rozmawia przez telefon z urzędu z szefem „LNR” Leonidem Pasechnikiem i proponuje „połączenie sił”.

Następnego ranka podobne wydarzenia miały miejsce na okupowanych terytoriach obwodów chersońskiego i zaporoskiego, w wyniku czego przedstawiciele władz okupacyjnych Władimir Saldo i Jewgienij Balicki również zapowiedzieli pilne przygotowanie „referendów”. We wszystkich czterech regionach zaplanowano je w dniach 23-27 września – już w ten weekend.

„Jeżeli mieszkańcy Donbasu w ramach swobodnego wyrażania woli powiedzą, że chcą być częścią Rosji, będziemy ich wspierać” – obiecał przewodniczący Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin. Przeprowadzenie referendów poparł także wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa, b. prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew.

Równolegle z wiadomością o referendach Duma Państwowa w trybie pilnym dokonała ważnych uzupełnień kodeksu karnego. Wprowadziła kary za grabież, dobrowolne poddanie się, odmowę walki i inne przestępstwa popełnione „w okresie mobilizacji lub stanu wojennego, w czasie wojny”. Normy – w sumie około 20 – we wszystkich czytaniach zostały przyjęte natychmiast, w ciągu kilku minut, bez jakiejkolwiek dyskusji w postaci poprawek do ustawy, która w ogóle nie miała nic wspólnego z wojną. Wejdą w życie już w tym tygodniu.

Po co przeprowadzać teraz tak zwane referenda?

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Eksperci łączą pospieszne ogłoszenie „referendów” z kontrofensywą armii ukraińskiej

„Celem przeprowadzania referendów w ten weekend jest oczywiście naprawienie zdobyczy wojskowych – póki jeszcze tam są. Pospiesznie ogłosić im terytorium Rosji, atak, na który odpowiednio będzie atak na Rosję. kraju – mobilizacja, a na zewnątrz – użycie taktycznej broni jądrowej. To jest papierkowa robota obrazu tego, co jest pożądane dla Rosji „- mówi BBC politolog Ekaterina Shulman.

Shulman zwraca uwagę, że referenda zostały ogłoszone zaraz po powrocie prezydenta Rosji Władimira Putina z Samarkandy, gdzie odbywał się szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO). Sama wizyta „z pozoru była raczej nieprzyjemna” – zauważa politolog.

Podczas szczytu Putin na spotkaniu z prezydentem Chin Xi Jinpingiem przyznał, że Pekin ma „troski” i „kwestie” związane z wojną. Premier Indii Narendra Modi bezpośrednio powiedział prezydentowi Rosji, że „teraz nie jest epoką wojny”. „Zrobimy co w naszej mocy, aby jak najszybciej to powstrzymać” – obiecał Putin.

„Oczywiście to właśnie kryło się za obietnicami„ skończenia tego tak szybko, jak to możliwe ”- mówi Shulman o nadchodzących „referendach”. – To jest sposób: jak najszybciej zaanektować te terytoria, które są częściowo lub całkowicie kontrolowane środkami wojskowymi, a następnie liczyć na to, że reszta świata nie zakwestionuje tego środkami wojskowymi. Oczywiste jest, że nikt nie rozpoznaje wyników, ale nie jest to obce”.

Politolog Andriej Kolesnikow zwraca również uwagę BBC na związek między podróżą Władimira Putina do SCO-2022 a przygotowaniem „referendów”: „Po uznaniu terytoriów za rosyjskie Putin będzie mógł powiedzieć, że czyniąc to jest niejako gotowy do zakończenia wojny, jak obiecał [tureckiemu prezydentowi Recepowi Tayyipowi] Erdoganowi, Modiemu, a potem mówi: „Ukraińcy nie chcą kończyć, więc będziemy musieli walczyć dalej”.

Według Kolesnikowa przeprowadzenie „referendów” w krótkim czasie może być „decyzją emocjonalną”. – To chęć pokazania siły i pokazania, że ​​nie zbaczamy z planu – mówi ekspert. Ponadto Moskwa dąży do „naprawienia zdobyczy terytorialnych, zdając sobie sprawę, że wojna na wyniszczenie jest nieunikniona” – powiedział.

Według politolog Tatiany Stanowej decyzja o przeprowadzeniu „referendów” jest „jednoznacznym ultimatum Rosji wobec Ukrainy i Zachodu”: „Albo Ukraina się wycofa, albo wojna nuklearna”. Jak wyjaśnia Stanowaja, w rozumieniu Putina „aneksowanie” okupowanych terytoriów da mu prawo „użycia broni jądrowej do obrony terytorium Rosji. Jednocześnie Stanowaja uważa, że ​​Putin nie chce wygrać wojny na polu bitwy: „Chce zmusić Kijów do poddania się bez walki”.

Patrick Bury, emerytowany kapitan armii brytyjskiej i wykładowca bezpieczeństwa na Uniwersytecie w Bath, zgadza się z tym. „Dlaczego potrzebujemy eskalacji? Aby pokazać: „Jesteśmy poważni. Oddajcie”. Jedynym powodem, dla którego organizują te „referenda”, jest to, że mogą powiedzieć: „Teraz to jest terytorium Rosji i jeśli je zaatakujecie, odpowiemy – na przykład bronią nuklearną”.

Na samej Ukrainie wiadomość o „referendach” rzeczywiście była odbierana jako szantaż. „Tak wygląda strach przed porażką. Wróg się boi, prymitywnie manipuluje. Ukraina rozwiąże kwestię rosyjską. Zagrożenie można wyeliminować tylko siłą” – powiedział Andrij Jermak, szef gabinetu prezydenta Ukrainy. we wtorek.

Tatiana Stanowaja zauważa, że ​​samo przeprowadzenie „referendów” w tak krótkim czasie jest bezpośrednio związane z ofensywą wojsk ukraińskich w obwodzie charkowskim. Ekaterina Shulman również uważa, że ​​te wydarzenia są ze sobą powiązane: „To właśnie gracze giełdowi nazywają hedging zysków. To znaczy, teraz logika jest taka: „Zdobyliśmy pewną kwotę – naprawmy, że to już jest nasze”.

Eksperci z Instytutu Badań Wojennych (ISW) również bezpośrednio łączą to, co dzieje się na polu bitwy. Ich zdaniem pilna dyskusja na temat „referendów” wskazuje, że ofensywa ukraińska wywołała panikę zarówno wśród kontrolowanych przez Rosję sił w Donbasie, jak i niektórych urzędników Kremla.

„Możliwe, że rosyjskim przywódcom brakuje sposobów na powstrzymanie ukraińskich sił, które posuwają się przez rzekę Oskol i zbliżają się do obwodu ługańskiego. Kreml może sądzić, że częściowa aneksja może doprowadzić do rekrutacji dodatkowych sił zarówno w Rosji i z nowo zaanektowanego terytorium Ukrainy” , – wierzą w ISW.

Jak „referenda” wpłyną na to, co dzieje się na Ukrainie?

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Ogłoszenie tak zwanych referendów nie zmieni sytuacji w terenie, twierdzą eksperci

„Wydaje mi się, że same władze rosyjskie nie wiedzą, co stanie się po tych „referendach”. Jedno jest pewne: Ukraina nigdy nie rozpocznie negocjacji pokojowych, uznając okupowane terytoria za rosyjskie. To jest wyzwanie” – mówi Andriej. Kolesnikow.

Jeszcze w kwietniu, po negocjacjach w Stambule, które wydawały się sukcesem dyplomatycznym, Kijów ostrzegł Moskwę, że każda próba przeprowadzenia quasi-referendów na terytoriach okupowanych położy kres możliwości pokojowego rozwiązania.

„Nie możemy sobie wyobrazić, że Chersoń pozostanie z okupantami. To jest fundamentalne” – powiedział BBC Mychajło Podolak. Wołodymyr Zełenski powiedział w sierpniu, że Rosja „zamknie wszelkie szanse na negocjacje”, jeśli spróbuje zorganizować takie głosowanie.

Jednak zanim jeszcze dowiedziano się o przygotowaniu „referendów” w dniach 23-27 września, obie strony oświadczyły: teraz nie ma mowy o żadnych negocjacjach. „Aby spotkanie z [prezydentem Ukrainy Władimirem] Zełenskim mogło się odbyć, Kijów musi się na to zgodzić, ale oni odmawiają negocjacji. Nie chcą. Zełenski powiedział publicznie, że nie jest gotowy” – skarżył się Władimir Putin. na konferencji prasowej po SCO .

„Nie rozmawiam z tymi, którzy stawiają ultimatum”, powiedział Wołodymyr Zełenskij w wywiadzie dla CNN w połowie września.

Taktyka „eskalacji do negocjacji” jest dość powszechna, mówi BBC Patrick Bury, emerytowany kapitan armii brytyjskiej. „Widzieliśmy, jak Erdogan dał do zrozumienia, że ​​Rosja wydaje się być gotowa do negocjacji. Problem w tym, że teraz Putin jest na słabszej pozycji. W kwietniu miał szansę, że strony zgodzą się na rozproszenie na stanowiskach przed 24 lutego. Teraz nie są. „, on tłumaczy

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmitrij Kuleba po ogłoszeniu „głosowania” powiedział, że „pozorne” referenda „nic nie zmienią”: „Rosja była i pozostaje agresorem, który nielegalnie okupował część ukraińskich ziem. Ukraina ma pełne prawo do wyzwolenia swoich terytoriów i będzie nadal je wyzwalać, bez względu na to, co mówi Rosja.

Politolog Ekaterina Shulman zwraca uwagę, że „sytuacja w terenie” po ogłoszeniu „referendów”, a nawet w przypadku „dołączenia” regionów do Rosji pozostanie taka sama: „Rosja nie będzie miała więcej”. żołnierze. Żołnierze nie będą mieli więcej umiejętności, broni. Druga strona też jakoś nie rozpłynie się w powietrzu ”.

Eksperci ISW zauważają, że Rosja nadal nie ma pełnej kontroli nad terytoriami, na których powinny się odbyć „referenda”, co stawia Kreml w „poniżającej sytuacji”: w przypadku „przyłączenia się” regionów Moskwa zażąda tego Ukraina zaprzestaje „okupacji” Jednak sama nie jest w stanie spełnić tego wymogu.

„Nie jest jasne, czy rosyjski prezydent Władimir Putin jest gotów postawić się w takim impacie z powodu wątpliwych zdobyczy, które ułatwiłyby mu grożenie NATO lub Ukrainą eskalacją” – czytamy w raporcie ISW.

Emerytowany generał Ben Hodges, były dowódca armii amerykańskiej w Europie, również powiedział BBC o tym samym. „Wydaje mi się, że dla Kremla byłoby raczej niezręczną sytuacją ogłosić terytoria rosyjskimi, a następnie nie wprowadzić tego w życie, biorąc pod uwagę, że siły ukraińskie robią postępy w obwodzie chersońskim, obwodzie ługańskim, a wkrótce ewentualnie w rejonie Doniecka”.

„Z politycznego punktu widzenia sytuacja wygląda deterministycznie. Jest pewna jasność. Putin polegał na eskalacji i teraz wszystko to jest realizowane w praktyczny sposób. Dlatego wiele, jeśli nie wszystko, będzie zależało od sytuacji pola walki. Główne pytania dla ekspertów wojskowych to: ile osób może dać mobilizacja? Co pozostało dzisiaj z Sił Zbrojnych i sprzętu wojskowego? Jeśli Rosja dąży do pełnej mobilizacji siły militarnej, to jakie są szanse armii ukraińskiej? ” – mówi Tatiana Stanowaja.

Czy powinniśmy czekać na mobilizację i możliwe użycie broni jądrowej?

Po uchwaleniu przez Dumę ustaw kryminalizujących zbrodnie wojenne (dezercja, grabieże i inne) oraz wiadomości o przygotowaniu „referendów”, wielu Rosjan ponownie zaczęło przygotowywać się do mobilizacji.

Od czasu inwazji na Ukrainę w mediach i sieciach społecznościowych pojawiły się pogłoski, że Rosja może rozpocząć masowy pobór do wojska i wprowadzić stan wojenny, ale Kreml za każdym razem zaprzeczał takim planom. Wezwania do mobilizacji nasiliły się po klęsce Rosji w obwodzie charkowskim – głosili je blogerzy, dziennikarze i działacze kultury, którzy poparli „operację specjalną”.

W ubiegłym tygodniu rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow zapewnił, że władze nie planują ogłoszenia mobilizacji. Ale jednocześnie szef Czeczenii Ramzan Kadyrow, jeden z głównych prelegentów na temat wojny na Ukrainie, wezwał przywódców rosyjskich regionów do przeprowadzenia „samomobilizacji” – przygotowania i wysłania na Ukrainę co najmniej tysiąc wolontariuszy z każdego podmiotu federacji. Ponadto dowiedział się o masowej rekrutacji jeńców wojennych.

Przyjęcie ustaw takich jak te, które Duma rozpatrywała w trybie przyspieszonym, oczywiście zwiększa prawdopodobieństwo mobilizacji, mówi Shulman: lub pełnej mobilizacji. Czy z tego wynika, że ​​na pewno tak się stanie? stanie się bardziej prawdopodobne? Oczywiście, że tak.

Już sam fakt uchwalenia nowych ustaw wskazuje, że władze zakładają, że „mogą się one przydać w przyszłości” – mówi politolog. W każdym razie inicjatywy z pewnością wpłyną na nastroje Rosjan, przewiduje Shulman: „Można sobie wyobrazić, że ludzie, którzy wyjechali w panice pod koniec lutego, marca, a potem wrócili, powiedzmy latem, myśląc, że nic działo się strasznie, po raz drugi ruszyłbym za granicę. Oficerowie rezerwy, rezerwiści, pewnie mocno zastanawiają się nad swoimi życiowymi planami.

Według Andrieja Kolesnikowa władze rozumieją, że masowa mobilizacja może doprowadzić do powszechnego niezadowolenia wśród Rosjan, z których większość nadal śledzi wojnę w telewizji. „To jedno, operacja specjalna wykonywana przez profesjonalistów, armia kontraktowa. A to zupełnie inne – to wojna i mobilizacja ludzi, którzy są wycofani z gospodarki, ze zwykłego życia, ściągnięci z kanapy. To oczywiście, może wywoływać niezadowolenie i myślę, że właśnie dlatego do tej pory nic nie zostało ogłoszone – przekonuje politolog.

Stopień niezadowolenia Rosjan w przypadku mobilizacji jest trudny do zmierzenia – mówi Kolesnikow. „Myślę, że mają kilka scenariuszy, ale myślę, że mobilizacja nie jest najważniejsza” – uważa. Według niego wynika to również z możliwej reakcji społeczności światowej – ale nie Zachodu, którego opinii Kreml nie obchodzi, ale krajów azjatyckich:

„To są nasi główni partnerzy handlowi. Premier Indii Modi powiedział wyraźnie, że to nie czas na walkę. Na ile to powstrzyma przynajmniej powszechną mobilizację? Trudno powiedzieć. a na Wschodzie. w tym mobilizacja wojny nuklearnej”.

Według Tatiany Stanowej Putin zdecyduje się na mobilizację, jeśli Zachód i Ukraina nie zareagują na przeprowadzenie „referendów” „tak, jak powinny”. Podkreśla jednocześnie, że mimo formy ultimatum aneksja okupowanych terytoriów nie będzie automatycznie oznaczać wybuchu wojny nuklearnej.

„Przystąpienie będzie oznaczało legitymizację dla Putina prawa do grożenia użyciem broni jądrowej do ochrony terytorium Rosji. Oznacza to, że przebieg wydarzeń jest następujący: natychmiastowa akcesja, nasilenie walk, co Kreml będzie uważał za atak na Rosję, mobilizacja, groźba użycia broni jądrowej, jeśli Ukraina odmówi wycofania się – podsumowuje.

„Myślę, że ta eskalacja nie dotyczy spraw nuklearnych. Przecież te „referenda” były zaplanowane wcześniej, żeby nie stracić twarzy, trzeba je trzymać i rejestrować straty i osiągnięcia. Tylko jeśli to zaostrza konflikt militarnie, to Oczywiście „może to przybliżyć nas do użycia broni jądrowej. Ale jak dotąd wydaje mi się, że to, co się dzieje, ma na to raczej neutralny wpływ” – uważa Andriej Kolesnikow.

Emerytowany brytyjski kapitan Patrick Bury zgadza się, że ryzyko eskalacji nuklearnej jest nadal niskie. – Ale piłka jest po stronie Władimira Putina – ostrzega.

Jeszcze w zeszłym tygodniu BBC rozmawiało o możliwości użycia taktycznej broni jądrowej w odpowiedzi na porażki w regionie Charkowa z Mathieu Boulegiem, ekspertem ds. bezpieczeństwa euroazjatyckiego i konfliktów międzynarodowych, badaczem brytyjskiego think tanku Chatham House (uznana w Rosji organizacja niepożądana).

Według niego nie można całkowicie wykluczyć, że Rosja pomyśli o użyciu tego typu broni, ale trzeba też pamiętać, że cel przeprowadzenia takiego uderzenia z taktycznego punktu widzenia nie jest w tej chwili do końca jasny.

Jak zareaguje Zachód?

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

Przewidywalna okazała się reakcja państw zachodnich na zamiar przeprowadzenia „referendów” na terytoriach okupowanych. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Estonii Kaja Kallas i prezydent Polski Andrzej Duda powiedzieli już, że ich kraje nie uznają wyników „głosowania”.

„Referenda” organizowane przez Rosję są obrazą dla zasad suwerenności i integralności terytorialnej” – powiedział Biały Dom.

Turcja nie uznaje wyników „referendów”, kraj, który zajmuje bardziej lojalne stanowisko w stosunku do działań Rosji – zapowiedział to jej prezydent Recep Tayyip Erdogan.

„Kraje zachodnie, na czele z USA, Wielką Brytanią i, miejmy nadzieję, Niemcy potępią każdą propozycję »referendum« na terytoriach okupowanych. Nikt nie uznaje ich zasadności” – powiedział BBC emerytowany generał Ben Hodges. „Ten nielegalny czyn musi zostać potępiony podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które w tym tygodniu odbędzie się w Nowym Jorku”.

Jednocześnie, jak zauważa politolog Andriej Kolesnikow, w Moskwie decydując się na przeprowadzenie „referendów” jest oczywiste, że wciąż oczekują, że w pewnym momencie Zachód nie będzie chciał jeszcze bardziej eskalować konfliktu i będzie gotowy do „poświęcić” Ukrainę. W sierpniu BBC napisała, że ​​na Kremlu naprawdę są takie nastroje.

„Myślę, że wychodzą z tego, chociaż krzyczą, że to właściwie wojna z NATO. Ale sam Putin o tym nie krzyczy i oczywiście jest wyznacznikiem trendów. Dlatego myślę, że wychodzą z tego, że Zachód nie chcą prawdziwej III wojny światowej, a on nie zostanie w nią wciągnięty, a oni nadal będą zachowywać się tak chamsko, jak chcą – mówi Kolesnikow.

Zachodni eksperci nie zgadzają się z tym. „Decyzja o przeprowadzeniu „referendów”, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej skonsoliduje Zachód i doprowadzi do jeszcze większego wsparcia militarnego dla Ukrainy. Nowy pakiet sankcji jest możliwy, ale prawdopodobnie wypracowywane są inne kroki”, John Law, ekspert powiedział BBC Królewski Instytut Studiów Międzynarodowych Chatham House.

Mówiąc słowami Patricka Bury, który uważa, że ​​eskalacja jest potrzebna dla „szantażu nuklearnego”, „Zachód tego nie kupi”: „Najprawdopodobniej odpowiedź będzie inna: „Jeśli użyjesz broni jądrowej, naruszysz ogromną Jest to eskalacja, tak, ale nie na tyle duża, by w tym momencie niepokoić Zachód”.

Ekspert jest również przekonany, że „referenda” nie wpłyną na dostawy broni na Ukrainę.

„Wbrew temu, co mówi science fiction, taktyczna broń jądrowa nie pomaga osiągnąć zbyt wiele. Tak, ładunek niszczy wszystko w promieniu 300-400 metrów. Ale ta broń nie zrównuje miasta z ziemią, nie daje natychmiastowy punkt zwrotny w wojnie, to nie pozwala komuś na zdobycie większego terytorium z powodu opadu radioaktywnego” – wyjaśnia Buleg. eskalacji nuklearnej?”