Amerykanie badali dla Polaków rosyjskie brzozy. Nowy zwrot w sprawie „Katastrofy Smoleńskiej”?

Amerykanie badali dla Polaków rosyjskie brzozy. Nowy zwrot w sprawie „Katastrofy Smoleńskiej”?

20.09.2022 0 przez admin

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

Polska

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Kilkanaście lat po „katastrofie smoleńskiej” pytanie, co tak naprawdę stało się z prezydenckim samolotem, nadal dzieli polskie społeczeństwo

W Polsce wybuchł polityczny skandal wokół dziennikarskiego śledztwa, z którego wynikało, że komisja sejmowa badająca okoliczności „katastrofy smoleńskiej” w 2010 roku może nie ujawnić opinii publicznej niektórych istotnych danych dotyczących katastrofy prezydenckiego samolotu.

Dziennikarze twierdzą, że komisja dysponowała wynikami badań, które podważyły wnioski z przygotowanego przez nią raportu, że eksplozja na pokładzie mogła spowodować katastrofę prezydenckiego liniowca.

Polska opozycja domaga się rozwiązania komisji, nie czekając na publikację raportu końcowego, i postawienia jej szefa, byłego ministra obrony Antoniego Macierewicza, przed sądem. Przedstawiciele władz, na czele z samym Matserevichem, obstają przy słuszności wniosków komisji i oskarżają przeciwników o pracę na rzecz Kremla.

Co wydarzyło się w Smoleńsku

Rankiem 10 kwietnia pod Smoleńskiem doszło do katastrofy lotniczej, w której zginął prezydent Polski Lech Kaczyński i 95 innych osób. Wśród poległych było prawie całe naczelne dowództwo polskich sił zbrojnych, członkowie rządu, parlamentarzyści, szef banku narodowego.

Śledztwo Międzynarodowego Komitetu Lotniczego WNP wykazało, że przyczyną katastrofy były błędne działania załogi prezydenckiego samolotu, która podjęła decyzję o lądowaniu pomimo słabej widoczności.

Równolegle dochodzenie w sprawie katastrofy prowadzili również polscy specjaliści. Ich pierwszy raport w szerokim zakresie odzwierciedlał ustalenia IAC. Zastrzeżono w nim jednak błędy kontrolerów smoleńskiego lotniska, a także niedostateczne wyposażenie techniczne.

Zarówno polskie, jak i rosyjskie raporty były od początku krytykowane przez zwolenników zmarłego prezydenta na czele z jego bratem bliźniakiem Jarosławem Kaczyńskim.

Już w pierwszych dniach po katastrofie prezydenckiego liniowca porosła go ogromna liczba teorii spiskowych, których zwolennicy nie chcieli uwierzyć, że to „tylko” katastrofa lotnicza.

Media sympatyzujące z Kaczyńskim aktywnie podsycały te pogłoski. Można było w nich przeczytać, że prezydencki samolot eksplodował przed uderzeniem w ziemię, że polskich pilotów zmyliła sztuczna mgła rozpylona nad lotniskiem. W oparciu o te teorie kręcono filmy dokumentalne i fabularne, pisano książki.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Wielu zwolenników zmarłego prezydenta Kaczyńskiego obwinia o katastrofę ówczesnych premierów Polski i Rosji – Donalda Tuska i Władimira Putina. Niektórzy nawet przyznają się do zmowy między nimi. Napis na plakacie takich działaczy brzmi: „Zdrada”

Osobne miejsce w tych teoriach zajmowała „brzoza smoleńska”. Według danych z pierwszych badań, to właśnie po zderzeniu samolotu z drzewem rosnącym w pobliżu lotniska oderwała się część lewego skrzydła od liniowca. Przeciwnicy „oficjalnej wersji” katastrofy kwestionowali zdolność brzozy do spowodowania tak poważnych uszkodzeń samolotu; smutny mem o „pancernej brzozie” wkroczył w codzienne życie Polaków.

Wykorzystanie tematu „ujawnienia prawdy o Smoleńsku”, zdaniem wielu ekspertów, było przyczyną zwycięstwa partii Kaczyńskiego w wyborach 2015 roku. Po nich brat zmarłego prezydenta stał się jedną z najbardziej wpływowych osób w państwie.

Raport polskich ekspertów, przygotowany za poprzedniego rządu, został natychmiast unieważniony. W 2016 roku polski parlament powołał własną komisję do zbadania katastrofy. Na jej czele stanął jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego, który w tym czasie pełnił funkcję ministra obrony kraju Antoni Matserevich.

Ostateczny raport z tego dochodzenia nie został jeszcze opublikowany. Jednak od czasu do czasu komisja umieszcza na swojej stronie internetowej teksty wszystkich nowych raportów okresowych – ostatni z nich datowany jest na kwiecień br. A szef komisji, obecnie były minister obrony Matserevich, aktywnie komentuje przebieg jej pracy.

Tak więc w 2018 roku stwierdził, że przyczyną katastrofy były dwie eksplozje na pokładzie prezydenckiego liniowca.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Setki zwolenników zmarłego prezydenta Kaczyńskiego odbywały regularne marsze w polskich miastach, domagając się „ujawnienia prawdy” o katastrofie. Niektórzy socjologowie mówili nawet o pojawieniu się w Polsce „religii smoleńskiej” z jej prorokami, rytuałami i wyznawcami.

Ten wniosek powtarza się w najnowszym dotychczas raporcie Komisji Macierewicza. We wnioskach do 338-stronicowego dokumentu mówi się, że przyczyną katastrofy samolotu były dwie eksplozje. Pierwszy z nich oderwał część lewego skrzydła liniowca (według wniosków z pierwszych badań stało się to w wyniku uderzenia skrzydła o „brzozę smoleńską”), drugi nastąpił sześć sekund później w lewa środkowa część samolotu.

„Urządzenie, które doprowadziło do eksplozji, zawierało RDX, a także pentryt i TNT” – czytamy w raporcie.

„Kluczowe znaczenie miało przekazanie do remontu Tu-154M przedsiębiorstwu Samara Aviakor, należącemu do Olega Deripaski, rosyjskiego oligarchy, przyjaciela ówczesnego premiera Federacji Rosyjskiej W.W. Putina… Kontrola nad remontem umożliwiło zainstalowanie ładunku wybuchowego wewnątrz lewego skrzydła.W wyznaczonym czasie i miejscu za pomocą zakodowanego kanału komunikacyjnego możliwe było spowodowanie eksplozji lewego skrzydła Tupolewa.Samolot…zaczął się obracać wokół własnej osi, co w pewnym momencie doprowadziło do [drugiej] eksplozji” – czytamy w dokumencie.

Polscy i rosyjscy eksperci, którzy brali udział w badaniu katastrofy już w 2018 roku, skrytykowali ustalenia Macierewicza, od tego czasu ich ocena jego badań nie uległa zmianie. Władimir Putin nawet wtedy nazwał je „blefem, nonsensem i nonsensem”.

„Błędy” raportu

Śledztwo przeprowadzone w zeszłym tygodniu przez TVN24 ( wymagana subskrypcja ) – polski prywatny kanał telewizyjny, który często krytykuje obecny rząd – nosiło tytuł „Siła kłamstwa” i było bodaj najobszerniejszym zbiorem nieścisłości zawartych w raporcie komisji Macierewicza do data.

Część z nich pojawiła się już w mediach. Na przykład zeznanie Nikołaja Bodina, na miejscu którego rosła ta sama nieszczęsna brzoza, – osobiście zobaczył, na jakiej wysokości samolot przeleciał nad jego tymczasową chatą i był znacznie niższy niż ten, na którym zlecił Matserevich oparł się na swoich obliczeniach. Albo słowa polskiego kamerzysty Slavomira Wiśniewskiego, który jako jeden z pierwszych przybył na miejsce katastrofy, że nie słyszał żadnych oddzielnych eksplozji, z wyjątkiem jednej dużej – kiedy samolot zderzył się z ziemią.

prawa autorskie do zdjęćGetty AFP

podpis pod zdjęciem,

Mimo licznych próśb z Warszawy Rosja nigdy nie zwróciła szczątków rozbitego samolotu stronie polskiej. Dodaje to argumentów teoretyków spiskowych dowodzących możliwego zaangażowania Moskwy w katastrofę.

Autorzy śledztwa rozmawiali z ekspertem od akustyki Mirosławem Tarasiukiem. To na jego wiedzy komisja polegała, argumentując, że „czarne skrzynki” na pokładzie samolotu nagrały dźwięk eksplozji.

„Chciałbym odpowiedzialnie oświadczyć, że nie zidentyfikowałem badanego sygnału jako wybuchu. Chodzi o selektywne wykorzystanie moich badań” – powiedział dziennikarzom Tarasiuk.

Śledczy przypomnieli słuchaczom, że obecność śladowych ilości materiałów wybuchowych na pokładzie samolotu – co komisja Matserevicha zinterpretowała jako dowód na obecność ładunku wybuchowego w liniowcu – ma prozaiczne wyjaśnienie. Prezydencki „Tupolew” był często używany do transportu polskiego wojska – na przykład sił pokojowych – a w archiwach można znaleźć wiele materiałów, które to potwierdzają. Według śledztwa mikroskopijne cząstki materiałów wybuchowych mogły pozostać na mundurach lub włosach żołnierzy. A hipoteza, że bombowce zdecydowały się na użycie trzech różnych rodzajów materiałów wybuchowych na raz, aby bomba wyglądała bardzo dziwnie, dodają dziennikarze.

„Komisja [Macierewicza] wybiórczo interpretowała dowody przed nią… Pisanie raportów ze z góry sformułowanymi wnioskami od samego początku było standardem jej pracy” – cytują Marka Dąbrowskiego, byłego członka komisji, który zrezygnował w proteście przeciwko nie- przejrzyste jej metody pracy.

Amerykańska wiedza

Jednak prawdziwą „bombę” dziennikarskiego śledztwa stanowiło opublikowanie w nim fragmentów zakrojonego na szeroką skalę badania przeprowadzonego przez autorytatywny amerykański Narodowy Instytut Badań Lotniczych na Uniwersytecie Wichita (NIAI).

Dziennikarze podkreślają wagę i skalę tego badania: z 30 milionów złotych (ok. 7,5 miliona dolarów) przeznaczonych z budżetu na pracę komisji Macierewicza na opłacenie tego badania przeznaczono osiem milionów.

Raport polskiej komisji obszernie przytacza wnioski z tego badania. Jednak według dziennikarzy komisja Matserevicha zdecydowała się zacytować w swoim dokumencie tylko te fragmenty, które mogłyby potwierdzić wniosek o eksplozji na pokładzie samolotu.

Dowody na to, że pod Smoleńskiem wydarzyła się „zwykła” katastrofa lotnicza, która nie była związana z żadnymi wybuchami na pokładzie liniowca, zostały po prostu zignorowane.

Na przykład komisja Matserevicha zignorowała symulację komputerową ostatnich sekund lotu Tupolewa, która sugerowała, że samolot rzeczywiście uderzył skrzydłem w brzozę i przewrócił się z tego powodu w powietrzu. Lot wraku samolotu, a nawet kształt bruzd na ziemi, wymodelowany w tej symulacji, w rzeczywistości całkowicie pokrywa się z obrazem na scenie.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Amerykańscy eksperci przeprowadzili fundamentalne badanie, którego wyniki, według dziennikarzy, nigdy nie zostały pokazane opinii publicznej

Eksperci NIAI, według dziennikarskiego śledztwa, usunęli z Rosji kilka próbek rosnących tam brzóz, mniej więcej tej samej średnicy, co drzewo na stanowisku Bodina. Komputerowe badanie właściwości tych próbek pozwoliło amerykańskim ekspertom stwierdzić, że w przypadku zderzenia skrzydła Tu-154 z taką przeszkodą i przy takiej prędkości najprawdopodobniej skrzydło zostanie złamane, co więcej, z mniej więcej taką samą prędkością. przerwa jak w katastrofie prezydenckiego samolotu.

Wyniki tego badania również nie znalazły się w sprawozdaniu komisji Matserevicha iw ogóle nie zostały przedstawione opinii publicznej.

Ponadto komisja Matserevicha zignorowała wniosek amerykańskich ekspertów, że uszkodzenie rozerwanego skrzydła Tupolewa mogło być spowodowane jego zderzeniem z brzozą smoleńską. Polska komisja jednoznacznie stwierdziła, że takie odkształcenia ramy skrzydła mogły być spowodowane jedynie wybuchem z wnętrza konstrukcji.

Autorzy śledztwa twierdzą, że Amerykanie przekazali Matserevichowi pełny tekst badania jeszcze w grudniu 2020 roku. Zdecydował się użyć tylko fragmentów odpowiednich do wersji wybuchu, a resztę ukrył.

Ponadto, porównując listę ekspertyz zleconych przez komisję Matserevicha i listę wyników przez nią wykorzystywanych, dziennikarze dochodzą do wniosku, że w swoim raporcie komisja zignorowała osiągnięcia kilku innych wybitnych zachodnich ekspertów w dziedzinie bezpieczeństwa lotniczego.

W odpowiedzi na prośbę dziennikarzy, dlaczego raport nie zawiera pełnych wniosków z badań, Komisja Matserevicha odpowiedziała: wszystkie badania, opracowania i analizy zostały wzięte pod uwagę i są dostępne w załącznikach do raportu.

Dziennikarze TVN nazywają to stwierdzenie kłamstwem: twierdzą, że znaczna część danych jest wciąż niedostępna.

„Imperium kłamstw” i „Agencja Putina”

Już następnego dnia po opublikowaniu śledztwa opozycyjny poseł na Sejm RP Adam Szlapka złożył do Prokuratury Generalnej skargę na szefa „Komisji Smoleńskiej”: w niej Szlapka oskarżył Matserevicha o fałszowanie dokumentów i ukrywanie dowód.

Tego samego dnia na śledztwo zareagowała sama komisja Matserevicha.

„Oskarżenia i pseudoargumenty [zawarte w materiale] są fałszywe i reprezentują rosyjski punkt widzenia” – powiedziała w oświadczeniu. Komisja dodała, że później odpowie na wszystkie konkretne zarzuty postawione w śledztwie.

A 14 września dyskusja na temat śledztwa stała się tematem dnia w polskim parlamencie.

Po pierwsze, opozycjonistka Barbara Nowatskaya, córka jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej, byłej wicepremier Izabeli Jarugi-Nowackiej, zwróciła się do obecnego na spotkaniu premiera Mateusza Mazowieckiego, domagając się natychmiastowego rozpatrzenia Komisji Macierewicza. zatrzymany.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Były minister obrony narodowej Antony Macierewicz (z lewej) jest oskarżony o ukrywanie przed opinią publiczną ważnych informacji dotyczących śledztwa w sprawie „katastrofy smoleńskiej”. Ale władze, w tym jeden z najbardziej wpływowych polskich polityków, brat zmarłego prezydenta Jarosława Kaczyńskiego, bronią go, oskarżając jego przeciwników o pracę na rzecz Kremla.

Następnie zwróciła się do Jarosława Kaczinskiego, który siedział w holu.

„Jak możesz patrzeć na siebie w lustrze po tym, jak na trumnie swojego brata, synowej, przyjaciół i mojej matki zbudowałeś imperium kłamstw, które pozwoliło ci zdobyć władzę. Wstydź się! ty!” powiedziała emocjonalnie.

Gdy na podium Sejmu stanął sam Jarosław Kaczyński, ograniczył się do krótkiej uwagi: „Wiedziałem, że są tu agenci Putina, ale nie miałem pojęcia, że jest ich aż tylu”.

Na tym dyskusja o śledztwie w sali sejmowej ustała, ale w następnych dniach wykroczyła ona poza granice Sejmu.

Opozycja nadal pociąga Matserevicha do odpowiedzialności, nazywając go być może głównym sprawcą rozłamu polskiego społeczeństwa na podstawie „ukrytej prawdy o Smoleńsku”. W ostatnich dniach władze starają się przenieść dyskusję… na „kwestię ukraińską”.

„Polska broń przekazana Ukraińcom – setki czołgów, haubic i pocisków – niszczy rosyjskich najeźdźców. I to właśnie podczas zwycięskiej ukraińskiej kontrofensywy rozpoczął się zmasowany atak na polski rząd, który tak potężnie wspiera Ukrainę” – słowami, które rozpoczęły materiał o śledztwie „smoleńskim” w nadawaniu wiadomości w państwowej telewizji TVP.

Zdecydowana większość Polaków, obserwując wojnę rozpętaną przez Rosję na Ukrainie, sympatyzuje z Ukraińcami. Teoretycznie przejście dyskusji w tym kierunku mogłoby pomóc władzom wyjść z tego skandalu przy minimalnych stratach wizerunkowych.

Jednak z opublikowanego w poniedziałek sondażu przeprowadzonego przez firmę marketingową United Service dla serwisu WP.pl wynika, że prawie 60% Polaków uważa, że Antoni Macierewicz wprowadza w błąd opinię publiczną w sprawie katastrofy smoleńskiej, podczas gdy tylko 24% respondenci mu wierzą.