„Nie musisz mnie trzymać za owcę”: jak rosyjskie szkoły prowadzą „Porozmawiaj o tym, co ważne”

„Nie musisz mnie trzymać za owcę”: jak rosyjskie szkoły prowadzą „Porozmawiaj o tym, co ważne”

17.09.2022 0 przez admin
  • Natalia Zotowa
  • BBC

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

prawa autorskie do zdjęćEvgeny Epachintsev/TASS

Jak nauczyciele w Rosji po cichu sabotują godziny zajęć lub wręcz przeciwnie, zmuszają uczniów do przychodzenia do nich, a rodzice piszą odmowę i sami wyjaśniają dzieciom wojnę z Ukrainą, dowiedziała się BBC.

Godzina zajęć „Porozmawiaj o ważnych” zgodnie z decyzją Ministerstwa Edukacji Rosji powinna odbywać się w każdej szkole z pierwszą lekcją w poniedziałek. Program został zamieszczony na oficjalnej stronie internetowej. Wśród podręczników zauważyli też lekcję o „operacji specjalnej”, której celem było przekonanie dzieci, że rosyjska armia to bohaterowie, a „rosyjczycy” mieszkają w samozwańczej DRL i ŁRL, którym pomaga Rosja.

Gdy skandal zaczął się rozpalać, podręczniki zniknęły ze strony, a następnie pojawiły się w formie zredagowanej: usunięto stamtąd wszelkie odniesienia do wojny z Ukrainą.

To prawda, minister Krawcow zapewnia , że dzieci i tak zostaną poinformowane o „operacji specjalnej”. Tyle, że ten temat był rozłożony na lekcje przez cały rok.

„To było nudne i wszyscy spali”

„Pierwszego dnia na emocjach rozdałem dzieciom, które przyszły ze szkoły: „Dzisiaj nasz prezydent rozpoczął wojnę z Ukrainą! „Oboje byli przerażeni. Jak? Dlaczego? Oszalał? Szczerze mówiąc nie wiedziałem, jak im to wszystko wyjaśnić” – wspomina matka dwóch córek Marina (imię zmienione).

Od tego czasu dziewczynki muszą przekonywać znajomych o Ukrainie i patrzeć, jak ich ojciec i dziadek prawie na siebie krzyczą z powodu wojny. Babcia i dziadek zostali „szczególnie zranieni przez telewizję”, jak mówi Marina. Z tego powodu musiała wyjaśniać dzieciom, jak działa propaganda.

„Widzą, co się dzieje, słyszą rozmowy wokół. Przychodzą z pytaniami. Zawsze myślałem, że jeśli jest jakieś pytanie, należy je przedyskutować. Dowolne. Nawet jeśli jest to trudne. Staram się udzielać im informacji” – powiedziała Marina BBC Buchi. Żadnych przesadnych emocji. Tylko fakty o zniszczonym Mariupolu, o tym, że rakiety lecą na zwykłe domy, w których mieszkają zwykli ludzie. I że to wszystko są tak naprawdę zbrodnie wojenne.

prawa autorskie do zdjęćAnton Vergun/TASS

podpis pod zdjęciem,

1 września w rosyjskiej szkole: obfitość symboli państwowych

Teraz ich szkoła w każdy poniedziałek rano wznosi flagę do rosyjskiego hymnu. Od dzieciaków jednak i nie trzeba przychodzić. A najstarsza córka Mariny często pomija tę linię i do tej pory nie została ukarana.

„Jeśli dyskutuje się o SVO („specjalna operacja wojskowa” – tak władze rosyjskie i propaganda nazywają inwazję na Ukrainę), Ukrainę, albo będą mocno podkreślać wielkość ojczyzny, wagę jej służenia i wspierania niektórych” własnych”, bez względu na to, co zrobią , to napiszę do wychowawców klasy i do rodziców na czacie „Marina zdecydowała” Rozmowy o tym, co ważne. Ale na razie najważniejszą rzeczą, którą jej dzieci opowiadają o godzinach zajęć, jest to, że było bardzo nudno i wszyscy spali.

„Nauczyciel powiedział i wszyscy uwierzyli – to nigdy nie działa”

Formalnie te podręczniki szkoleniowe Ministerstwa Edukacji są jedynie rekomendacją. Są opcjonalne, więc niektórzy nauczyciele postanowili uniknąć propagandy w klasie. Na przykład nauczycielka języka rosyjskiego i literatury Julia z Nowoaltajska.

Przed rozpoczęciem roku szkolnego dyrektor jej szkoły poinformowała kadrę o nowych godzinach zajęć. Przedstawił je jako powrót edukacyjnej funkcji szkoły, której utrata wraz z rozpadem ZSRR w środowisku dydaktycznym wielu jest smutna.

„Reżyser powiedział, że te Rozmowy o tym, co ważne, są powrotem do edukacji moralnej osobowości” – powiedziała korespondentowi BBC Julia – „Ale kiedy pokazali te strony, stało się jasne, że te lekcje nie przynoszą spokoju, a nie szacunku. dla innych Lekcje są opracowywane dosłownie, wszystko jest określone: nawet poprawne odpowiedzi uczniów. Na przykład: „Z czym kojarzy ci się słowo Ojczyzna?” I jedna z poprawnych odpowiedzi: „Z twoją ojczystą wioską”! Nie tyle, że te lekcje napisała osoba, która nie ma pojęcia o psychologii dziecięcej, więc studiował też 50 lat temu.”

Te lekcje nie są odpowiednie dla współczesnych dzieci, Julia jest pewna. „Nauczyciel powiedział, a wszyscy uwierzyli – to nigdy nie działa. Trzeba zadać problematyczne pytanie, trzeba sprawić, by myśleli, żeby sami doszli do tych wniosków. Wtedy się ich nauczą”. Co więcej, niemożliwe jest narzucenie nastolatkom niezdarnej propagandy: „Czują się bardzo przenikliwie, gdy otrzymują tylko jedną odpowiedź i natychmiast zaczynają się kłócić”.

Na lekcjach literatury Julia często omawia z dziećmi prace antywojenne. „To poezja z czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, której głównym motywem jest to, że to się nigdy więcej nie powtórzy, to jest Nauka Włodzimierza Monomacha:” nie zabijaj ani prawicy, ani winnych. dyskutują”.

Według Julii większość nauczycieli w jej szkole postanowiła po cichu sabotować rozmowy o ważnych sprawach. Niektóre pozwalają dzieciom spać dodatkowe 45 minut i nie zaznaczają nieobecnych. Inni mają regularne godziny zajęć, podczas których omawiane są sprawy klasowe, a nie polityka. Albo proponują dzieciom zajęcie się swoimi sprawami, podczas gdy sami sprawdzają zeszyty lub przygotowują się do lekcji.

„Ktoś [robi to] z powodu stanowiska antywojennego, ktoś dlatego, że ma 50 godzin pracy i nie ma na to czasu, ktoś po prostu nie chce zawracać sobie głowy” – wyjaśnia Julia. „I ogólnie , Nauczyciele Ałtaju nie są entuzjastycznie nastawieni do inicjatyw Moskwy. W regionie kasta nauczycieli ma negatywny stosunek do Ministerstwa Oświaty, do tego, że w Moskwie i Sankt Petersburgu pensje nauczycieli są wyższe, a my mamy grosza. , pensje nauczycieli wzrosły o 8%, ale zlikwidowano dopłaty, a pensje pozostały takie same. To nie dodaje miłości do władzy, do systemu.”

W przypadku standardowej stawki lekcyjnej wynoszącej 18 godzin istnieje wynagrodzenie, z którego nie można żyć. Dlatego nauczyciele mają co najmniej 24 godziny pracy miesięcznie. „A nawet więcej, kto wyciągnie ile” – mówi nauczycielka.

Nawiasem mówiąc, nauczyciele za „Rozmowy o ważnych” nie są dodatkowo opłacani. Została dodana godzina pracy, ale ponieważ oficjalnie nie są to zajęcia, w rzeczywistości muszą uczyć jej za darmo. Tatiana (imię zmienione) jest nauczycielką języka rosyjskiego z Udmurtii – na tej podstawie postanowiła nie postępować zgodnie z podręcznikiem szkoleniowym.

„Nie płacą mi za tę godzinę, nikt nie podpisał ze mną umowy na zajęcia pozalekcyjne, a klasę mogę prowadzić według własnego uznania. Wydaje mi się, że ważniejsza jest rozmowa z dziećmi o narastaniu agresji, o jakie etykiety przyjmują, jak przeciwstawić się agresji w społeczeństwie” – powiedziała Tatiana BBC.

Z prawnego punktu widzenia trudno będzie ją za to ukarać, przekonuje, ale w praktyce mogą próbować. „Dyrektorem szkoły jest Jedna Rosja do szpiku kości i performer, ale mam nadzieję, że nie jest kanibalem” – podsumował nauczyciel.

„Dziecko oczekuje represji”

„Porozmawiaj o tym, co ważne” jest opcjonalne nie tylko dla nauczycieli, ale także dla uczniów, ponieważ to znowu nie jest lekcja. Nalega na to związek zawodowy „Sojusz Nauczycieli”, który opublikował instrukcje dla rodziców, jak odmówić tego tematu – napisz podanie skierowane do dyrektora.

Nauczycielka Tatiana z Udmurtii jest także matką ucznia szkoły średniej. Chciała napisać właśnie taką odmowę z godzin lekcyjnych, ale jej 16-letnia córka jej zabroniła.

„Dziecko chce być bezpieczne, oczekuje odwetu. Atmosfera [w klasie] jest taka, że łatwiej jest przyjść i odsiedzieć czas” – wyjaśnia Tatiana. , a nie każde dziecko będzie chciało się tym zajmować. Zwłaszcza, gdy w klasie jest niewiele osób, które są gotowe powiedzieć „nie”.

prawa autorskie do zdjęćSergey Malgavko/TASS

Relacje w szkole są bardzo napięte z powodu wojny. Wiosną syn Piotra (jego imię zostało zmienione), czwartoklasista z Iwanowa, powiedział w szkole: „Chwała Ukrainie!” Była przerwa, ale nauczycielka wciąż słyszała, krzyczała na chłopca, że nie ma prawa tak mówić i zwróciła całą klasę przeciwko niemu, mówi Peter. Inne dzieci były gotowe do walki z nim z powodu tych słów.

Doszło do postępowania ojca z dyrektorem, który jednak przeprosił Piotra. A w pamiętniku syna Piotr napisał wiadomość do nauczyciela po ukraińsku: „Jeśli to się powtórzy, będę starał się o twoje zwolnienie! Chwała Ukrainie! Chwała bohaterom! Idź za okrętem!”

Aby chronić dziecko przed konfliktami, Piotr teraz uczy go, że nie trzeba „wystawać” jego opinii: „W tej chwili mówię: jest całkiem sporo głupich ludzi i odurzony propagandą. masz własne zdanie, ale musisz je trochę powstrzymać.”

We wrześniu syn przyszedł z „Rozmów o ważnym” i powiedział ojcu, że na lekcji jest „całkowity patriotyzm”. Nauczyciel powiedział, że Amerykanie żyją tylko dla pieniędzy i „nie mają narodu”, a także zacytował Putina: „My jako męczennicy pójdziemy do nieba, a oni po prostu umrą”.

Ale u najstarszej córki Piotra – uczy się w innej szkole – w Rozmowach nie było propagandy, ale dyskutowano o wejściu do instytutu, naglącym tematu dla jedenastoklasistów.

Teraz Peter napisze do szkoły syna, odmawiając tych zajęć, jak radzi „Sojusz Nauczycieli”.

Nie zgadzający się samotnicy i kiwający głową rodzice

Aby uniknąć cotygodniowych „rozmów”, uczeń potrzebuje przynajmniej wstawiennictwa rodzica. Dziesięcioklasistka Lisa z Woroneża zasadniczo chciała pominąć tę lekcję – i wszyscy wokół domagali się, aby przyszła.

Przybywając do szkoły na drugą lekcję, Liza powiedziała bez ogródek, że nie zaspała, ale nie przyszła, ponieważ była to lekcja opcjonalna. Potem odbyła się niemiła rozmowa z wychowawcą klasy i wychowawcą: powiedzieli, że te lekcje napawają patriotyzmem, że zajęcia pozalekcyjne są również obowiązkowe dla uczniów i odpowiadali na zarzuty: „Będziesz miał prawo to powiedzieć, gdy będziesz pełnoletni ”. Matka Lisy, która wspiera wojnę, powiedziała, że dziewczyna krzyczała na nią i próbowała zabrać laptopa.

Większość koleżanek z klasy po prostu ignoruje „Porozmawiaj o ważnych” – mówi. Temat wojny wcale ich nie interesuje. „Chociaż nie rozumiem, jak to może być nieciekawe” – dodaje Lisa – „To słowo nie jest nawet odpowiednie w tym kontekście, ponieważ to, co się dzieje, jest ważne, nie można przestać się nad tym zastanawiać”. Na początku wojny pokłóciła się z koleżanką, która opowiadała się za wojną i obrażała Ukraińców.

A już kilka dni po konflikcie w szkole, do dziesiątych klas przysłano stały plan zajęć na semestr. „Rozmów o tym, co ważne” nie było. Zaskoczona Lisa zapytała wychowawcę klasy, a ona powiedziała, że nie będzie więcej godzin zajęć: „A może odłożymy siódmą lekcję”.

„Istnieje wiele przykładów, kiedy ten, który był w mniejszości, ma rację. To wspiera” – argumentuje Lisa.

Elena z Petersburga (imię zmienione) również czuje się w mniejszości. A raczej sam. Ma dwoje dzieci: siedem i dwanaście lat. I jest zdecydowana trzymać ich z dala od propagandy.

„Rodzice na spotkaniu słodko kiwali głowami i robili notatki. Nikt poza mną nie poruszył tej kwestii” – denerwuje się. Elena powiedziała, że jej 12-letni syn nie musi przychodzić na podnoszenie flagi. Powiedziano jej, że obecność jest obowiązkowa i „to jest prawo federalne”.

W rzeczywistości nie ma prawa, a Elena to rozumie: „Nie ma potrzeby trzymać mnie za owcę. Gdyby każdy obywatel wiedział, do czego ma prawo, mieszkalibyśmy w innym kraju”.

Czuje się samotna nie tylko wśród innych rodziców. Po wybuchu wojny pokłóciła się z krewnymi: poparli inwazję, a nawet jej odeski ojciec przestał komunikować się z Eleną.

„Wyjaśniam dzieciom, że w kraju, w którym panuje dyktatura, nie mają szczęścia: ich matka jest zupełną liberałką” – mówi. Wyjaśnia synowi, że żadna wojna nie może być słuszna – a tym bardziej drapieżna. Latem chłopiec przestał komunikować się z przyjaciółmi w kraju, którzy zaaprobowali inwazję na Ukrainę.

Dowiedziawszy się o nowych godzinach zajęć, Elena natychmiast napisała odrzucenie „Rozmów o ważnych”. Ale kiedy syn przyszedł na drugą lekcję w poniedziałek, szkolna stewardessa „policzyła dziecko uwagą” z powodu spóźnienia, mówi Elena. W następny poniedziałek idzie z dzieckiem do szkoły, aby wyjaśnić, że to jej decyzja. Ona jest bojowa.

„Bardzo nie lubię nauczycieli: fałszują wybory, biorą pod maskę w odpowiedzi na każdą głupią inicjatywę państwa, nawet nie zastanawiając się, jak to obejść” – przyznaje Elena.

Syn powiedział Elenie, że nie będzie rozmawiał o wojnie w szkole, aby nie wrabiać matki. „Bardzo się boi, że jego matka trafi do więzienia” — przyznaje. „Tak, to naprawdę przerażające, ale jeśli zachowujesz się jak owca na rzeź, będzie jeszcze gorzej”.