„Samomobilizacja” gubernatorów i rekrutacja więźniów. Jak jawna staje się tajna mobilizacja w Rosji

„Samomobilizacja” gubernatorów i rekrutacja więźniów. Jak jawna staje się tajna mobilizacja w Rosji

16.09.2022 0 przez admin

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

Opuszczony rosyjski czołg

prawa autorskie do zdjęćAgencja Anadolu/Getty

podpis pod zdjęciem,

Kontrofensywa Ukrainy w rejonie Charkowa doprowadziła do znacznych strat wojsk rosyjskich

Po militarnej klęsce Rosji w obwodzie charkowskim Kreml stwierdził, że nadal nie ma mowy o choćby częściowej mobilizacji. Jednak rosyjscy gubernatorzy jeden po drugim opowiadają się za „samomobilizacją”, a rekrutacja jeńców do wojny na Ukrainie faktycznie zaczęła być prowadzona otwarcie. Tymczasem zachodni analitycy donoszą o wyczerpaniu zasobów siły roboczej armii rosyjskiej.

Wezwania do „samomobilizacji” po raz pierwszy pojawiły się 15 września na kanale Telegram szefa Czeczenii Ramzana Kadryrowa. Stwierdził, że gubernatorzy „nie muszą czekać, aż Kreml ogłosi stan wojenny, ani odwrotnie, siedzieć i czekać na koniec NVO”. Wezwał każdy region do „przygotowania, przeszkolenia i obsadzenia co najmniej tysiąca wolontariuszy”.

Według Kadyrowa „jest wystarczająco dużo szczerych patriotów, którzy są gotowi wstąpić w szeregi wolontariuszy”. Nie sprecyzował, dlaczego wymaga to pomocy gubernatorów. Kadyrowa wspierał gubernator anektowanego Krymu Siergiej Aksionow, naczelnik pogranicza obwodu kurskiego Roman Starowoit, Magadan, Woroneż, Kemerowo i inni gubernatorzy.

W kilkudziesięciu rosyjskich regionach działają już „bataliony ochotnicze”, a za przyłączenie się do nich czekają różne nagrody pieniężne. Podczas gdy niektórzy gubernatorzy aktywnie zapraszali do „nazwanych” jednostek, inni, jak mer Moskwy Siergiej Sobianin, woleli zdystansować się od wojny – pisał Meduza (wpisany do rejestru medialnych „zagranicznych agentów” w Rosji).

Jednak na tle ukraińskiej kontrofensywy, jak piszą autorzy raportu Amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną, nasila się „ukryta mobilizacja”, a władze rosyjskie prawdopodobnie zrezygnują z pomysłu u200bochrona mieszkańców niektórych regionów, w tym Moskwy, przed rekrutacją do wojny.

Korespondent BBC Andriej Zacharow o tym, dlaczego „samomobilizacja” raczej nie pomoże rosyjskiej armii:

„Ukryta mobilizacja” faktycznie trwa w Rosji od kwietnia, kiedy Ministerstwo Obrony ogłosiło tysiące wakatów do kontraktowej służby wojskowej w całym kraju. Same ogłoszenia, zamieszczone m.in. na spokojnym portalu HeadHunter, nie zawierały słów „Ukraina” i „operacja specjalna”, ale szczerze mówiły wszystkim przez telefon w regionalnych urzędach wojskowych: można podpisać krótkie -umowa na okres kilku miesięcy i iść na wojnę, pieniądze dobrze płaci (do 200 tysięcy rubli), ale mogą zabić.

Jednak władze szybko zorientowały się, że jeśli chcesz przynajmniej kogoś zwerbować, musisz odejść od zwykłej taktyki „nie mówimy nic zbędnego, ale mundur wojskowy można kupić w dowolnym sklepie wojskowym”. W połowie lata w Rosji mówiono już otwarcie o masowej rekrutacji ochotników do udziału w wojnie.

prawa autorskie do zdjęćDonat Sorokin/TASS

podpis pod zdjęciem,

Od kilku miesięcy władze desperacko starają się znaleźć zastępstwa dla jednostek na Ukrainie.

Wątek w programie Vesti Nedeli, który wyemitowano na początku lipca, stał się punktem zwrotnym: Dmitrij Kiselev udał się na obóz szkoleniowy w bazie Czeczeńskiej Gwardii Narodowej, gdzie szkolono do walki ludzi z całego kraju i wyświetlał telefony „gorącej linii do udziału w operacji specjalnej na Ukrainie”. Tydzień później mówił o premiach, jakie czekają na wolontariuszy: w jego programie znalazła się opowieść o rodzinie zmarłego na wojnie, który kupił samochód Łada za należną opłatę za „trumnę”.

W tym samym czasie w regionach rozpoczęło się formowanie nominalnych batalionów. Wszędzie zachwalali, oprócz standardowych haseł patriotycznych, duże pensje i świadczenia socjalne. To prawda, najwyraźniej to nie wystarczyło: na przykład w Petersburgu w poszukiwaniu ochotników zamieszczali ogłoszenia nawet na stronie internetowej jednej z przychodni neuropsychiatrycznych, gdzie obywatele otrzymują certyfikaty na zakup broni.

A jeden z czytelników BBC znalazł ogłoszenie o wysłaniu na wojnę w klinice w Petersburgu – na stoisku poświęconym nadciśnieniu. Jest to jednak całkiem logiczne: jedną z grup docelowych tych reklam są mężczyźni po czterdziestce, przytłoczeni pożyczkami i mający w przeszłości jakieś doświadczenie wojskowe.

Według Instytutu Badań Wojennych władze rosyjskie planowały zgromadzić w ten sposób ok. 30 tys. osób. Z ochotników utworzono pstrokaty trzeci korpus armii, którego liczba według niektórych szacunków nie przekracza 15 tysięcy osób.

Zupełnie niezrozumiałe jest, jak gubernatorzy, którzy już odpowiedzieli na wezwanie do „samomobilizacji”, zgromadzą po 1000 wolontariuszy. Nie udało im się zebrać tych, którzy chcieli walczyć przez całe lato. Rosjanie, tak gorliwie, pozornie wspierając wojnę z kanapy, nie starają się wchodzić do okopów – nawet za 200 tysięcy rubli i samochód na „cmentarze”.

„Albo PKW i więźniowie, albo twoje dzieci”

prawa autorskie do zdjęćWyciekł film

Inną praktyką, której władze rosyjskie najwyraźniej nie widzą już sensu ukrywania, jest rekrutacja więźniów z rosyjskich więzień na wojnę na Ukrainie.

Pierwsze doniesienia o wysyłaniu na wojnę skazańców, którym w zamian zaoferowano pieniądze i amnestię, pojawiły się już w lipcu. Na szczeblu federalnym władze nie komentowały tych zarzutów i nie odpowiadały na zapytania mediów, natomiast regionalne wydziały Federalnej Służby Więziennej nazywały doniesienia o rekrutacji więźniów fałszerstwami i nonsensami.

14 września Telegram zaczął rozpowszechniać wideo nakręcone w jednej z rosyjskich kolonii, w którym osoba bardzo podobna do Jewgienija Prigożyna, którego media nazywają twórcą Wagnera PMC, osobiście podróżuje po koloniach karnych, rekrutując więźniów do szeregów najemników.

Obiecał, że jeśli najemnicy będą służyli w oddziałach szturmowych przez sześć miesięcy, otrzymają wolność. A jeśli zostaną zabici, zostaną pochowani tam, gdzie mówią.

Następnego dnia służba prasowa firmy Prigozhin Concord ironicznie skomentowała ten film: „Rzeczywiście, możemy potwierdzić, że osoba na filmie jest potwornie podobna do Jewgienija Wiktorowicza [Prigożyna]. Sądząc po jego retoryce, jest w jakiś sposób zaangażowany w realizacji zadań operacji specjalnych i wygląda na to, że robi to z sukcesem.”

Jednak najwyraźniej to stwierdzenie wydawało się zbyt niejednoznaczne dla firmy Prigożyna. Tego samego dnia służba prasowa opublikowała na swojej stronie VK słowa, które przypisuje samemu Prigogine’owi.

„Oczywiście, gdybym był więźniem, marzyłbym o dołączeniu do tego przyjaznego zespołu, aby móc nie tylko odkupić swój dług wobec Ojczyzny, ale także spłacić go z odsetkami. I ostatnia uwaga: ci, którzy to robią PKW nie chce walczyć, więźniowie „Kto mówi na ten temat, kto nie chce nic robić i w zasadzie komu ten temat nie podoba się, wyślij swoje dzieci na front. Albo PKW i skazanych, albo swoje dzieci , zdecyduj sam” – powiedział.

Wywiad brytyjski powiązał rekrutację więźniów z problemami kadrowymi w armii rosyjskiej. Według analityków problem obsady sił zbrojnych wynika przede wszystkim z braku piechoty bojowej i młodszych dowódców.

Na podstawie otwartych źródeł BBC udało się ustalić , że tylko od 5 września do 12 września Rosja straciła na Ukrainie ponad 200 personelu wojskowego, w tym 57 elitarnych specjalistów – żołnierzy i oficerów sił specjalnych, marines, najlepsze jednostki Siły Powietrzne i Gwardia Narodowa.

Jednak według Olgi Romanowej, rosyjskiej obrończyni praw człowieka zaangażowanej w pomoc skazanym, liczba zrekrutowanych więźniów przekroczyła już 5 tys.