Drogie elfy. Amazon wypuszcza serial telewizyjny „Władca Pierścieni”

Drogie elfy. Amazon wypuszcza serial telewizyjny „Władca Pierścieni”

03.09.2022 0 przez admin
  • Andriej Kozenko
  • BBC

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

prawa autorskie do zdjęćNajlepsze wideo

podpis pod zdjęciem,

Od lewej do prawej: Benjamin Walker (Król Elfów Gil-galad), Morfydd Clark (Galadriel), Robert Aramayo (Elrond)

Amazon wypuścił dwa pierwsze odcinki Władcy Pierścieni: Pierścień Wszechmocy, najdroższego programu telewizyjnego w historii, ale jest za wcześnie, aby powiedzieć, który z nich jest najbardziej legendarny. Jeśli jednak przegapiłeś nowe przygody magów, elfów, krasnoludów, orków, trolli i smoków, to znowu masz co oglądać – każdej jesieni przez kolejne pięć lat.

Ważne zastrzeżenie: to nie jest nowa przygoda dla Bilba, Froda i firmy. Akcja toczy się tutaj w uniwersum autora Władcy Pierścieni, Johna Tolkiena, ale kilka tysięcy lat wcześniej Gandalf namalował magiczny znak na drzwiach norki hobbita.

Jednocześnie w oryginalnym dziele Tolkiena te starożytne wydarzenia są dosłownie opowiedziane kropkowanymi liniami, na kilku stronach – dla zrozumienia kontekstu, dzięki czemu twórcy nowej serii absolutnie nie są ograniczeni wyobraźnią.

Odbierz swój przycisk

Amazon zapłacił około 250 milionów dolarów za prawa telewizyjne do samego świata Tolkiena. Sam pierwszy sezon kosztował firmę około 450 milionów dolarów (dla porównania pierwszy sezon Gry o tron kosztował 100 milionów dolarów). Całkowity koszt ogłoszonych pięciu sezonów Władcy Pierścieni z pewnością przekroczy miliard dolarów.

A kiedy gigantyczna korporacja wydaje takie pieniądze, to nie tylko dlatego, że chce wywołać eksplozję czystej radości na całym świecie. To twierdzenie, że Amazon nie jest już tylko internetowym sprzedawcą wszystkiego.

prawa autorskie do zdjęćNajlepsze wideo

Firma, a to jest minimum, twierdzi, że ma osobisty przycisk z jego nazwą na pilocie każdego telewizora sprzedawanego na świecie – tak jak teraz mają Netflix i YouTube.

To prawda, że Amazon tak naprawdę nie wszedł do Rosji jako detalista, a w marcu 2022 całkowicie przestał wysyłać towary. Spodziewanie się jego powrotu teraz byłoby co najmniej dziwne.

Powolne elfy i hobbitki

Serial na razie tylko nieznacznie przypomina nam, że akcja toczy się w świecie Tolkiena. Jedną z głównych bohaterek jest młoda Galadriela (jednak elfy Tolkiena ułożone są w taki sposób, że nawet za kilka tysięcy lat trudno będzie nazwać ją starszą kobietą). Pojawia się tu także młody Elrond, a także ożywają postacie, które w Hobbicie i Władcy Pierścieni były tylko starożytnymi wspomnieniami – król elfów Gil-Galad czy jeden z twórców pradawnych pierścieni wszechmocy, kowal Celebrimbor.

Właściwie akcja toczy się w czasie tworzenia starożytnych magicznych pierścieni – w tym bardzo „wszechmocnego dla władcy Mordoru” – którymi Bilbo i Frodo będą mieli do czynienia za tysiące lat.

Natomiast główną siłą napędową nowej serii są elfy. Ludzie nie są jeszcze tak zorganizowani i wpływowi. Z drugiej strony hobbici po prostu wolą ukrywać się przed wszystkimi innymi stworzeniami, podczas gdy na zewnątrz ich sposób życia niewiele się zmienił. Krąg głównych bohaterów po dwóch odcinkach wciąż się wyłania, ale z hobbitów najprawdopodobniej będą to dziewczyny – Tolkien, tworząc swoje prace, prawie nie słyszał sformułowania „równowaga płci”.

prawa autorskie do zdjęćNajlepsze wideo

podpis pod zdjęciem,

Hobbitki również zamierzają wyruszyć na kampanię przeciwko złu

Z wizualnego punktu widzenia ta seria to czysta rozkosz. Od pierwszych kadrów pejzaże Nowej Zelandii znane nam już z adaptacji Petera Jacksona, efekty specjalne na najwyższym poziomie; trolle i orki są równie obrzydliwe.

Wśród niedociągnięć: pierwsi widzowie narzekają na portalach społecznościowych, że akcja rozwija się bardzo wolno – i to prawda. Ktoś pisze o nudzie wśród jasnych efektów specjalnych, ale tylko dwa odcinki to za mało, by powiedzieć na pewno.

Z wielkich wad: nie jest to przełom, choć za takie pieniądze można było sobie na to pozwolić. Władca Pierścieni jest wykonany według bardzo konserwatywnych standardów. Wizualnie i merytorycznie nie ma tu niczego, czego nie zobaczylibyśmy w „Grze o tron” czy „Wiedźminie” – tylko na wyższym poziomie technicznym.

Chyba że obstawia się tutaj niedoświadczonych showrunnerów i aktorów, którzy wciąż mają dwie lub trzy ważne role w swojej karierze.

I wreszcie bohaterowie Tolkiena mieli bajeczny urok i życzliwość, dlatego stał się jednym z głównych pisarzy XX wieku. W wielkiej filmowej adaptacji Petera Jacksona ten urok został zachowany – nałożony na efekty specjalne. Tutaj nowe postacie nie mają jeszcze wyraźnych postaci – a dalszy sukces spektaklu będzie zależał od tego, jak aktorzy i scenarzyści rozwiążą ten problem.

Zdezorientowani krytycy

Krytycy oczekiwali telewizyjnego „Władcy Pierścieni” jako głównego wydarzenia roku – ale jak dotąd wydają się być zdezorientowani. Brytyjski Guardian nalega, aby takie piękno było pokazywane na dużych ekranach. Financial Times w swojej recenzji pisze o epickich dialogach, ale bardzo monotonnej narracji. Wreszcie, Daily Mail (jest tabloidem i zawsze ma surowe recenzje) pisze, że jest „tak niesamowicie zły, że aż zabawny”.

Najprawdopodobniej takie przeciwstawne oceny wynikały z braku wrażeń – oba pierwsze odcinki zdawały się wyznaczać cel: opowiedzieć jak najmniej.

Jak dotąd ocena publiczności jest również dość ostrożna. Jego główne witryny dają The Lord of the Rings 7,4 na 10 (wersja IMDb) i tylko 38% maksymalnej (ocena widzów na zgniłych pomidorach).

Pozostałe sześć odcinków ukaże się na Amazon raz w tygodniu – a na razie wydaje się, że do końca października nie zrozumiemy, czy firma zarobiła osobny przycisk w pilocie do telewizora, czy po prostu wydała dużo pieniędzy – tylko dlatego to może.