„Nie było szpiegostwa, było dziennikarstwo”. Ostatnie słowo Iwana Safronowa w sądzie

„Nie było szpiegostwa, było dziennikarstwo”. Ostatnie słowo Iwana Safronowa w sądzie

30.08.2022 0 przez admin

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

Iwan Safronow

prawa autorskie do zdjęćAnton Novoderezhkin/TASS

Oskarżony o zdradę stanu dziennikarz Iwan Safronow wygłosił w sądzie ostatnie przemówienie. Wyrok dla byłego korespondenta specjalnego Kommiersantu i Wiedomosti zostanie ogłoszony 5 września, prokuratura zażądała dla niego 24 lat więzienia.

Rosyjski serwis BBC przekazuje ostatnie słowo Safronowa, które przekazał redaktorom w całości, z minimalnymi poprawkami. BBC nie było w stanie wysłuchać wystąpienia dziennikarza w sądzie. Wszystkie rozprawy sądowe odbywały się za zamkniętymi drzwiami.

„Ściganie karne jest bezpośrednio związane z moją pracą dziennikarską”

„Drogi sądzie! Od sześciu miesięcy rozpatrujemy na sali sądowej sprawę karną przeciwko mnie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz krajów NATO – Czech i Niemiec. Od ponad dwóch lat przebywam w areszcie śledczym w Lefortowie Wstępne śledztwo trwa [prawie] tak samo Wcześniej przez ponad sześć lat byłem pod maską rosyjskich służb specjalnych.

Najpierw detektywi, a potem śledczy próbowali pociągnąć moją dziennikarską pracę pod artykuł kryminalny, za który grozi kara do 20 lat więzienia. Jedyne, co próbowało zrobić śledztwo, to nie zrozumienie sytuacji, ale dostosowanie mojego życia i pracy do kryteriów szpiegostwa.

Po przestudiowaniu wszystkiego, o co mi postawiono śledztwo, mogę jednoznacznie stwierdzić, że moje postępowanie karne jest bezpośrednio związane z moją pracą dziennikarską.

Przez wiele lat moje rozmowy telefoniczne były podsłuchiwane i nagrywane. Ustanowiono nadzór. Mieszkanie jest pełne urządzeń podsłuchowych. W stosunku do mnie był zaangażowany aparat agentów FSB.

A jaki jest wynik? Moje rozmowy telefoniczne z ludźmi z przemysłu obronnego, rządu i innych struktur nazywają się próbą zdobycia informacji. Ale to absurd: po wszystkich rozmowach na tematy poruszane w Kommiersant i Wiedomosti moje notatki zostały opublikowane.

W aktach nie ma ani jednego słowa, które przynajmniej ktoś kiedyś przekazał lub przedstawił [mnie] informacje stanowiące tajemnicę państwową. W aktach nie ma ani jednego słowa, które kiedykolwiek trzymałem w rękach, przynajmniej jednego tajnego dokumentu. Bo nie tylko nie trzymałem, ale też nie widziałem.

Nigdy nie miałem dostępu do informacji stanowiących tajemnicę państwową – to jest fakt. Aksjomat. Żaden ze świadków przesłuchiwanych w sądzie, w tym tajni nosiciele i „tajni” świadkowie, nie powiedział o mnie niczego, co potwierdzałoby wersję śledztwa w sprawie moich rzekomych działań „szpiegowskich”. Ponieważ nie było szpiegostwa, było dziennikarstwo.

„Nie ma faktu, że otrzymałem jakieś pieniądze”

Dostępne w sprawie materiały podsłuchowe, liczące setki, jeśli nie tysiące godzin, wprost potwierdzają fakt, że nigdy z nikim nie rozmawiałem na tematy, na które pisałem artykuły dla kolegi dziennikarza z Czech Martina Larisha oraz tekst dla politolog Demuri Voronina.

Ten ostatni zeznawał w sądzie jako świadek – a zeznania były zgodne z prawdą. Bezpośrednio i jednoznacznie mówią, że zajmowałem się wyłącznie pracą dziennikarską, a tekst, który napisałem dla niego na prośbę mojej koleżanki Ekateriny Vinokurowej, mógł napisać sam. Po prostu zrobiłem to szybciej: napisałem tekst w około dwie godziny. I wysłane z poczty, z której korzystałem przez wiele lat.

Sam Woronin współpracował z kilkunastoma rosyjskimi dziennikarzami i politologami. Informacja, że mój towarzysz Martin Larysh, którego znam od wielu lat, jest oficerem wywiadu obcego państwa, opiera się na pojedynczym zaświadczeniu Służby Wywiadu Zagranicznego, które w 99% jest identyczne z biografią Martina opublikowaną w jego zasobach internetowych. Nie można zweryfikować jego autentyczności, nawet jeśli jest podpisany przez generała. Oczywiście jest to niedopuszczalny dowód, mający na celu uratowanie oskarżenia.

Badania przeprowadzone w Sztabie Generalnym Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej i Federalnej Służbie Współpracy Wojskowo-Technicznej zupełnie się nie sprawdzają. W jednym przypadku ekspert porównał mój tekst, napisany w 2017 roku z otwartych źródeł, z ściśle tajnymi dokumentami z 2018 roku. W innym, informacje opublikowane w magazynie Arms Export w 2016 roku zostały sklasyfikowane jako tajne od 2017 roku.

Moi prawnicy i ja wielokrotnie prosiliśmy o odzyskanie tych dokumentów, aby przynajmniej zrozumieć logikę biegłych. Odmówiono nam tego.

Poprosiliśmy biegłych o przesłuchanie w sądzie, aby powiedzieli nam, jaką logiką i czym kierowali się podczas badania. Z dużym trudem, ale jednak udało nam się przekonać sąd do dołączenia do akt sprawy wydruków artykułów z internetu i mediów, które przez wiele lat znajdowały się w jawnym i łatwym dostępie, a także zawierały dane, które eksperci nagle uznali za tajne. .

Podczas przesłuchania opowiedziałem, jakie teksty i jak pisałem, jaką logiką kierowałem się przy ich pisaniu, na czym opierałem swoje wnioski przy tworzeniu materiałów. Co więcej, podczas tego samego przesłuchania podałem konkretne daty konkretnych publikacji, które były podstawą moich artykułów dla panów Larysha i Woronina.

We wszystkich przypadkach informacje te zostały opublikowane zanim zacząłem pisać tekst. Rozumiem, że moje słowa niewiele znaczą, więc przypomnę, co prezydent Władimir Putin powiedział o wszczętej przeciwko mnie sprawie: nikt nie może być skazany za przekazywanie nikomu publicznie dostępnych danych.

Podczas procesu tak zwany egoistyczny motyw został całkowicie zniszczony. Przez cały czas, kiedy byłem pod kontrolą FSB, a przypomnę, że od 2014 roku nie ma ani jednego faktu, że otrzymałem od Martina Larysha jakiekolwiek pieniądze – czy to w gotówce, czy w formie bezgotówkowej .

Wyjaśniłem pochodzenie środków, które trafiły na moje konta po wyjazdach za granicę, w tym z członkami mojej rodziny, podczas przesłuchania. Ponadto dane te zostały potwierdzone przez świadków podczas ich zeznań.

„Nie mogę przyznać się do winy tam, gdzie jej nie ma”

Jeśli wierzyć prokuraturze, ja w pewnym momencie (nieokreślony), pewnego dnia (niezidentyfikowany) od niektórych osób (również niezidentyfikowanych) dowiedziałem się czegoś tajnego. Szukali tych mitycznych tajnych nosicieli – ale ich nie znaleźli. Czemu? Mam odpowiedź: bo nie ma osób, od których kiedykolwiek dowiedziałem się czegoś tajnego.

Na Ziemi nie ma ani jednego nosiciela tajemnicy, który powiedziałby mi coś, do czego nie był upoważniony. Takie osoby mogły pojawić się tylko w jednym przypadku: gdybym zgodził się na zawarcie umowy przedprocesowej i oczernił ludzi. Ale nie mogę przyznać się do winy tam, gdzie jej nie ma. A oszczerstwa innych ludzi wprost zaprzeczają mojemu wychowaniu i zasadom życiowym, które nałożyli we mnie moi rodzice i rodzina.

Oczywiście nie jestem aniołem. Ja też popełniałem błędy. Mówił, kiedy musiał milczeć. Obiecał, ale nie spieszy się z wypełnieniem obietnic. Ale przeżyłem całe życie uczciwie. Nie zrobiłem niczego, co sprowadzałoby się do długiego więzienia. Nikogo nie zabiłem. Nikogo nie okradł. Nikogo nie oszukałem. Nikogo nie zdradził.

Stwierdzenie, że zniszczyłem zdolności obronne Rosji, jest kłamstwem. Ani jedna ekspertyza nie mówi ani słowa o szkodzie poniesionej w związku z tym, że pisałem teksty na prośbę dwóch obcokrajowców. A powiedzieć, że celowo chciałem skrzywdzić Ojczyznę, może być tylko osoba, która nic o mnie nie wie ze słowa.

„Nie ma czego żałować”

Nigdy nie planowałam wyjazdu z kraju – po prostu dlatego, że go kocham. I nie widzę siebie nigdzie indziej. Tu się urodziłem, studiowałem, żyłem, kochałem – i będę to robił tak długo, jak długo bije mi serce. To moja ojczyzna. Tutaj pochowani są moi przodkowie. I mam nadzieję, że moje dzieci urodzą się na tej ziemi.

Nie żałuję niczego. Żaden z moich tekstów, pisanych przez 10 lat znakomitej dziennikarskiej kariery, nie miał na celu podważania podstaw ustroju konstytucyjnego – to oczywiste nawet dla tych, którzy już uznają mnie za „wroga państwa”.

Drogi Sądzie! Teraz udasz się do sali obrad na skazanie. Ja i moja obrona przedstawiliśmy niezbity dowód mojej niewinności w popełnieniu zdrady stanu w postaci szpiegostwa. Śledztwo zrobiło wszystko, by oczernić moje imię i zniszczyć reputację, ale nie da się dokończyć tego, co zaplanowano, bo wtedy po raz pierwszy w historii trzeba będzie przyznać, że doszło do zbrodni myślowej.

Uznanie mnie za winnego oznacza podpisanie się pod faktem szpiegostwa własnych myśli. Uznaj mnie za winnego – podpisz się pod tym, że pisanie artykułów na otwartych źródłach jest równoznaczne z przestępstwem. Uznanie mnie za winnego oznacza przyznanie się do tego, że w Rosji praca dziennikarska jest przestępstwem. Nigdy się z tym nie zgodzę. Musisz ustalić, co stanie się z dziennikarstwem w naszym kraju w przyszłości.

Termin wnioskowany przez prokuraturę jest potworny nie tylko w swojej absurdalności, ale także w skutkach – nie tylko dla mnie, ale także dla wizerunku kraju. Cały świat zobaczy, że za pisanie artykułów chcą zamknąć dziennikarza w więzieniu. Wydanie wyroku skazującego oznacza na długo, jeśli nie na zawsze, zamknięcie kwestii wolności słowa, bo ani słowa, ani wolności nie będzie.

Jeżeli przeznaczeniem jest mi siedzieć w więzieniu, to będę odsiadywał swoją karę z honorem i godnością. W moich działaniach nie ma corpus delicti i nigdy nie było. Zachowuję swoją niewinność i domagam się pełnego uniewinnienia”.