Polowanie w „gruzińskiej Szwajcarii”. Dlaczego plany władz dla Raczy rozzłościły mieszkańców i co ma z tym wspólnego Rosja

Polowanie w „gruzińskiej Szwajcarii”. Dlaczego plany władz dla Raczy rozzłościły mieszkańców i co ma z tym wspólnego Rosja

25.08.2022 0 przez admin
  • Nina Achmeteli
  • BBC, Racza

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

Racha – górzysty region w północno-zachodniej Gruzji – jest czasami nazywany lokalną Szwajcarią ze względu na piękno krajobrazów. W marcu prywatna firma otrzymała licencję na polowanie na ponad tysiąc kilometrów kwadratowych lasu. Władze i inwestor zapewniają, że projekt pomoże w rozwoju najsłabiej zaludnionego regionu Gruzji. Ale mieszkańcy obawiają się nie tylko ekologii regionu, ale także bezpieczeństwa kraju: ziemie przy granicy z Rosją i nierozpoznana Osetia Południowa przez prawie pięćdziesiąt lat znajdowały się pod kontrolą firmy należącej do biznesmena z połączenia w Rosji.

W gruzińskiej wiosce Tsedisi, kilka kilometrów od nierozpoznanej granicy z Osetią Południową, wciąż znajdują się zrujnowane budynki – konsekwencje trzęsienia ziemi na początku lat 90. XX wieku.

Dzieci bawią się w centrum wsi – miejscowi mówią, że taki obraz można tu zobaczyć tylko latem. „Nie ma młodych ludzi. I co w tym dziwnego, kiedy nawet Tbilisi i cała Gruzja są puste przez to, że ludzie nie mają pracy. Ale tutaj, cóż, jaka jest praca?” – mówi 66-letnia mieszkanka Tsedisi Medea Maisuradze.

W 2008 roku podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej straciła swoją siostrę, która mieszkała niedaleko Cchinwali we wsi Kekhvi , która przed wojną była pod kontrolą Gruzji. Znalazła się pod ostrzałem, próbując opuścić wioskę.

Sama Medea przez 25 lat pracowała jako dyrektor w miejscowej szkole, ale w 2012 roku szkoła została zamknięta – nie było w niej uczniów.

podpis pod zdjęciem,

Zrujnowane budynki pozostają w Tsedisi, które ucierpiało w wyniku silnego trzęsienia ziemi na początku lat 90.

Według Medei okoliczni mieszkańcy mogliby zajmować się hodowlą bydła, ale farmy ograniczają się do jednego lub dwóch sztuk bydła: ludzie boją się korzystać z pastwisk i gruntów w pobliżu nierozpoznanej granicy.

Teraz do tego dochodzi troska o tutejszy las, który nazywa głównym bogactwem wsi.

„Nie możemy korzystać z pastwisk i pól [w pobliżu nierozpoznanej granicy], ale teraz dajmy las?” jest oburzona.

O planowanym na dużą skalę farmie myśliwskiej w Racha dowiedziała się z mediów. Milczenie władz budzi w niej największe podejrzenia.

„Nikt niczego z nami nie skoordynował i nie powiedział, że jest taki pomysł, a to może się zdarzyć. Nie wiedzieliśmy o tym. Kiedy ogłoszono to w telewizji, pomyślałem też sobie: czy mamy w ogóle tyle lasu? ” mówi Medea.

podpis pod zdjęciem,

Medea Maisuradze uważa, że Racha potrzebuje Parku Narodowego, a nie terenu łowieckiego: „Wtedy las będzie zadbany, a w każdym razie będzie nazywany naszym”

HG Capra Caucasica był jedynym oferentem w aukcji ogłoszonej przez Narodową Agencję Środowiska. Za 49-letnią specjalną licencję łowiecką na powierzchni 1047 kilometrów kwadratowych zapłaciła nieco ponad milion lari – około 400 tysięcy dolarów.

Co najmniej kolejne 5 mln lari (ok. 1 mln 800 tys. dolarów), zgodnie z warunkami licencji, trzeba w ciągu najbliższych pięciu lat zainwestować w rozwój fermy, w której planowana jest hodowla żubrów (obecnie tego gatunku). nie istnieje w kraju) oraz jelenie (wymienione w Gruzji na „Czerwonej Liście”).

Na szkodę czy na dobre?

„Nie wierzę, że to [polowanie] przyniesie pomyślność Rache. Nie widzę w tym żadnych dobrych intencji i nie wierzę, że odejdą za 49 lat. Przenieść się na 49 lat – w rzeczywistości oznacza dawać na zawsze ”- jestem przekonany 29-letni Giorgi Matsaberidze ze wsi Velevi – 60 kilometrów na zachód od Tsedisi.

George przeprowadził się do Racha cztery lata temu. Tutaj organizuje wycieczki dla podróżników, zakłada tyrolkę (ekstremalne zjazdy) i uczy bezpiecznego triklimowania (wspinanie się po drzewach). Dla wielu mieszkańców nie jest to rozrywka, ale źródło dochodu: nasiona z lokalnych szyszek są sprzedawane za granicę.

podpis pod zdjęciem,

Racha staje się coraz bardziej popularna wśród turystów

Według miejscowych odpływ młodego i aktywnego pokolenia z Rachy pozostaje jednym z najbardziej bolesnych problemów regionu, ale Giorgi jest przykładem odwrotnego trendu.

Region cieszy się coraz większą popularnością wśród turystów, zwłaszcza koneserów dziewiczej przyrody – otwierają się tu domy hotelowe i pojawiają się obozy namiotowe.

Giorgi entuzjastycznie opowiada o planach rozwoju usług turystycznych i sportowych w Racha i dalej, i jest przekonany, że region może przyciągać ludzi przez cały rok.

Ale aktywne polowanie w lesie, które zaczyna się tuż za domem George’a, uderzy w główną cechę regionu, mówi. „Niszą Rachy jest jej nietknięta natura, i tylko dzięki temu może się „sprzedać”. Mile dalej słyszy odgłos wystrzałów.”

podpis pod zdjęciem,

Giorgi przeprowadził się do wioski Velevi cztery lata temu. Z entuzjazmem opowiada o swoich planach rozwoju usług turystycznych tutaj.

Pierwszą rzeczą, którą Zurab Gurgenidze odkrył, patrząc na mapę, było to, że jego własny dom we wsi Khotevi, a także część działek gospodarstwa domowego, okazały się znajdować w obrębie planowanego obszaru łowieckiego.

„Oprócz działek, które są własnością prywatną, są na przykład działki wykorzystywane jako pastwiska. Nie należą do nikogo, ale są używane przez wieś od wieków. pytania, nie wiemy, jakie będą warunki” – mówi. Gurgenidze jest kierownikiem ochrony przyrody w organizacji non-profit Sabuko.

W lipcu gruzińskie media podały , że ponad 20 rodzin we wsi Utsera zostało oskarżonych o nielegalną rejestrację działek w pobliżu planowanych terenów łowieckich. Prokuratura wszczęła sprawy o oszustwa i fałszerstwa, a strony te zostały zajęte na mocy nakazu sądowego.

Władze twierdzą, że sprawy karne nie mają związku z przekazaniem lasu na tereny łowieckie. Minister Ochrony Środowiska i Rolnictwa Otar Shamugia zapewnia, że warunki koncesji uwzględniają interesy nie tylko państwa, ale także miejscowej ludności, a mieszkańcy nadal będą mogli swobodnie poruszać się po terenie i pozyskiwać drewno opałowe do ogrzewania.

Kto dostał licencję?

Dziennikarze publikacji „Mtisambebi.ge” jako jedni z pierwszych zwrócili uwagę na aukcję ogłoszoną przez Narodową Agencję Środowiska. Ich uwagę przyciągnęła wielkość terytorium, które proponowano oddać pod polowanie. Udało im się uzyskać żądane informacje – w tym nazwę zwycięskiej firmy – tylko częściowo i dopiero po złożeniu skargi do sądu.

Później poinformowali, że za licencjonowaną firmą stoi biznesmen David Khidasheli.

Publikacja odnosiła się do pełnomocnictwa z 2018 r., w którym Khidasheli jest wymieniony jako dyrektor zarejestrowanej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich spółki Global Victory Investments Limited, a jego córka Mariam Khidasheli jest również dyrektorem i udziałowcem spółki. Ta firma jest właścicielem Global Victoria Georgia, która z kolei jest właścicielem 100% licencjonowanego HG Capra Caucasica.

Fakt, że właścicielem licencjonowanej firmy jest córka Dawida Mariam Khidasheli, obywatelka Gruzji i Szwajcarii, sam biznesmen potwierdził BBC.

Pochodzący z Tbilisi 57-letni David Khidasheli w rozmowie z Rustavi-2 zauważył , że w ostatnich latach mieszka w Szwajcarii. Według Khidasheli nigdy nie miał obywatelstwa innego kraju niż Gruzja.

Ale jego kariera jest ściśle związana z Rosją. W latach 2007-2014 pracował w rosyjskiej firmie inwestycyjnej AFK Sistema, gdzie zajmował wysokie stanowiska .

prawa autorskie do zdjęćTASS /Kirill Kukhmar

podpis pod zdjęciem,

Davil Khidasheli nie ukrywa swoich dobrych relacji z miliarderem Vladimirem Yevtushenkovem (na zdjęciu) – właścicielem AFK Sistema

Stał także na czele rady dyrektorów Intracom Telecom, pakietu kontrolnego, w którym, poprzez spółkę zależną Sitronics, również należała firma Sistema. Według Khidasheli od 2017 roku firma jest własnością jego rodziny.

W Gruzji wielu po raz pierwszy usłyszało o nim wiosną 2020 roku, kiedy przekazał milion 200 tysięcy lari (około 380 tysięcy dolarów według ówczesnego kursu walutowego) na specjalny fundusz utworzony przez władze do walki z koronawirusem.

Jednocześnie, na krótko przed wyborami parlamentarnymi, Khidasheli znalazł się w centrum skandalicznej „ sprawy kartografów ”, którą krytycy władz uważają za motywowaną politycznie.

Mówimy o negocjacjach w sprawie wyznaczenia części granicy między Gruzją a Azerbejdżanem pod byłym gruzińskim przywództwem, kiedy rządził „Zjednoczony Ruch Narodowy” Michaiła Saakaszwilego. Prokuratura zarzuca dwóm byłym członkom komisji demarkacyjnej celowe używanie błędnych map i uzgadnianie na niekorzyść Gruzji odcinków granicy o różnicy do 3,5 tys. ha.

Poinformowano, że to Khidasheli znalazł w Rosji i przekazał Gruzji mapy stanowiące podstawę aktu oskarżenia. Sam biznesmen powiedział , że zaczął szukać tych kart po tym, jak został o to poproszony przez założyciela obecnej partii rządzącej i miliardera Bidziny Iwaniszwilego.

Iwaniszwili nie zajmuje w dzisiejszej Gruzji żadnego oficjalnego stanowiska politycznego, ale opozycja nazywa go najpotężniejszą osobą w kraju – a także główny powód odmowy Tbilisi przyłączenia się do sankcji wobec Rosji na szczeblu krajowym.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Bidzina Iwaniszwili wielokrotnie powtarzał, że odchodzi z polityki, ale nadal utrzymuje znaczące wpływy

David Khidasheli powiedział jednocześnie, że nie uczestniczy w polityce i nie ma ambicji politycznych. Ale skandale z tym związane nie ograniczały się do „sprawy kartografów”.

Jego nazwisko pojawiło się na wyciekającym w kwietniu nagraniu audio rozmowy rzekomo między Bidziną Iwaniszwili a rosyjskim biznesmenem Władimirem Jewtuszenkowem, założycielem AFK Sistema, w którym pracował Khidasheli. Wiele mediów uznało, że rozmowa dotyczyła obchodzenia antyrosyjskich sankcji. Autentyczność nagrania nie została potwierdzona.

Khidasheli nie ukrywa dobrych relacji z Jewtuszenkowem i mówi, że są przyjaciółmi od trzydziestu lat. Ale według niego od dawna nie prowadzi interesów w Rosji, preferując projekty w Gruzji.

„Od siedmiu lat nie zajmuję się żadną działalnością na terytorium Rosji, z wyjątkiem tego, że mam tam 2-3 nieruchomości” – napisał Khidasheli do BBC.

W imieniu swojej rodziny napisał też: „Tworzenie tej gospodarki to tylko wielki obowiązek wobec państwa, a jeśli ktoś ma ochotę, oprócz gadania, paplaniny i prowokacji, wziąć na siebie powyższe zobowiązania, z przyjemnością przekażemy i podzielimy się z nimi tą wielką społeczną odpowiedzialność.”

W oświadczeniu, które wcześniej obiegło media, powiedział, że od czterech lat występuje do rządu z propozycją stworzenia farmy spełniającej międzynarodowe standardy.

„Niektóre rasy zwierząt w Gruzji zostały wytępione i chciałem je przywrócić. Otrzymałem rekomendacje od odpowiednich ekspertów, że Racha to terytorium, na którym rasy zwierząt można przywrócić w naturalny sposób” – powiedział Khidasheli.

podpis pod zdjęciem,

W Racha znajdują się miejsca o szczególnym znaczeniu dla ochrony przyrody

Revaz Maisuradze, dyrektor generalny Global Victory Georgia, właściciela licencjonowanego HG Capra Caucasica, podkreślił, że licencja oznacza jedynie prawo do polowania, a nie dzierżawę lasu czy przeniesienie własności.

Twierdzi, że prowadzona jest ukierunkowana kampania przeciwko projektowi – ale przedstawiciele inwestora starają się temu zaradzić, organizując spotkania z mieszkańcami.

Według Maisuradze, firma planuje zatrudnić na terenie gospodarstwa ponad 300 lokalnych mieszkańców: „Oprócz zatrudnienia rozwój turystyki w regionie radykalnie zmieni sytuację finansową miejscowej ludności”.

„Szmaragdowa Sieć”

Organizacja publiczna Rachi i organizacja pozarządowa „Zielona Inicjatywa” kwestionują przeprowadzenie aukcji i wydanie licencji w sądzie. Mówią m.in. o naruszeniach Konwencji ONZ z Aarhus , która zapewnia obywatelom prawo do udziału w podejmowaniu ważnych decyzji w kwestiach środowiskowych.

Według Irakli Macharaszwilego, koordynatora programu bioróżnorodności z organizacji pozarządowej Zielona Alternatywa, na planowanym obszarze łowieckim znajduje się sześć miejsc „sieci szmaragdów”. Są to tereny o szczególnym znaczeniu ochrony przyrody, obowiązek ochrony wynika zarówno z Konwencji Berneńskiej o Ochronie Dzikiej Flory i Fauny oraz Ich Siedlisk, jak i Umowy Stowarzyszeniowej między Gruzją a UE.

Ocena wpływu założenia i funkcjonowania osiedla łowieckiego na te tereny powinna być przeprowadzona przed podjęciem decyzji o wydaniu koncesji, mówi Macharaszwili, ale w tym przypadku procedura została naruszona, a firma została poinstruowana, aby zapewnić takie badanie po uzyskaniu licencji.

Sabuko, przedstawicielka sieci Birdlife International w Gruzji, również wezwała do przerwania procesu wydawania licencji. Po przeprowadzeniu badań stanowisk „sieci szmaragdowej” i przylegających do nich terytoriów w Raczy organizacja zaleciła ich poszerzenie – przyznane stanowiska, zdaniem ekologów, nie wystarczą, aby zapewnić pełną ochronę żyjącym tu gatunkom.

Ekolodzy są również sceptycznie nastawieni do przywrócenia populacji żubrów i jeleni, co obiecuje nowa gospodarka łowiecka. Zdaniem Zuraba Gurgenidze z Sabuko sam pomysł jest ciekawy, ale jego realizacja wymaga poważnych badań i znacznie większych środków finansowych niż wskazują warunki licencji.

Revaz Maisuradze z Global Victory Georgia mówi, że nie wybrali żubra i jelenia – obowiązek przywrócenia tych gatunków był warunkiem licencji. „Planujemy je kupować w Europie, a następnie propagować w Gruzji, co zajmie dużo czasu” – mówi.

Na jakie zwierzęta proponuje się dopuścić do polowania, firma jeszcze nie powiedziała, zauważając, że plan zarządzania jest wciąż w toku.

Po upublicznieniu historii wydania koncesji na polowanie w Raczy władze ponownie obiecały utworzenie w regionie Parku Narodowego o powierzchni prawie 51 tys. ha. Ekolodzy apelują o to od lat, ale wcześniejsze inicjatywy nie przyniosły konkretnych rezultatów.

Projekt zarządzania polowaniami nie powinien kolidować z tym parkiem – przewidują to warunki licencji.

„Stworzenie nowego parku o powierzchni 50 000 hektarów jest oczywiście dobre, ale projekt tego parku jest taki, że nie może on w pełni pełnić funkcji ochronnej. Te 50 000 hektarów obejmuje obszary takie jak lodowce Kavkasioni, czyli czy na terenie parku narodowego czy poza nim, wpływ człowieka na nie jest już minimalny, jest tam bardzo mało roślin i zwierząt – mówi Irakli Macharaszwili.

Według Zuraba Gurgenidze ich organizacja wzywa do stworzenia w Raczy obszaru chronionego o powierzchni około 253 tys. ha. Najważniejsza część tego terytorium, na której gromadzą się zwierzęta z Czerwonej Księgi, nie znajduje się w proponowanych przez władze granicach Parku Narodowego, ale okazuje się, że znajduje się na planowanych terenach łowieckich.

Prezent z Rosji?

Mieszkańcy troszczą się nie tylko o środowisko, ale także o rosyjskie powiązania z Khidashelim, którego rodzina zarządzała swoim lasem.

Nie pomaga też bliskość planowanego łowiska do nierozpoznanej Osetii Południowej, która w Gruzji uważana jest za okupowaną przez Rosję.

Według Eto Arsanidze z Organizacji Publicznej Raczi nie będzie można kontrolować tego, co dzieje się na dużym terytorium gospodarki łowieckiej, a w warunkach okresowego „przemieszczania się” nierozpoznanej granicy w głąb Gruzji jest to dodatkowe ryzyko.

Gruzińskie elity polityczne są często oskarżane o próbę zmiany kursu z prozachodniego na prorosyjski. Po wybuchu wojny na Ukrainie, odmowie nałożenia przez Gruzję sankcji na Rosję na szczeblu krajowym oraz wymianie wyrzutów między przedstawicielami Kijowa i Tbilisi podejrzenia te tylko się nasiliły.

Aleko Sardanaszwili ze wsi Khvanchkara, która, podobnie jak inne wioski winiarskie w Raczy, wygląda bardziej żywo, uważa, że część strategicznie ważnego regionu kraju została praktycznie „podarowana” Rosji.

– Powiem wam szczerze, mamy władze prorosyjskie […]. Ta sprawa też jest jednym z przejawów tego. To kolejny krok w stronę Rosji – mówi, siedząc na dziedzińcu swojego pensjonatu. i piwnica z winami we wsi Khvanchkara. Na bramie przy wejściu – flagi Ukrainy, Gruzji i UE.