„Im więcej odejdzie, tym mniej umrze”. Kijów rozpoczął obowiązkową ewakuację z obwodu donieckiego

„Im więcej odejdzie, tym mniej umrze”. Kijów rozpoczął obowiązkową ewakuację z obwodu donieckiego

24.08.2022 0 przez admin
  • Światosław Chomenko
  • BBC

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

prawa autorskie do zdjęćReuters

podpis pod zdjęciem,

Pociąg ewakuacyjny z Pokrowska w Donbasie

Obowiązkowa ewakuacja mieszkańców obwodu donieckiego postępuje powoli, ale władze ukraińskie upierają się, że opuszczenie rejonu frontu to dosłownie kwestia życia i śmierci.

Na lwowski dworzec wjeżdża poobijany pociąg pasażerski z Zaporoża. Peron szybko się opróżnia i dopiero przy ostatnich trzech wagonach kilkadziesiąt osób stłoczyło się i nasłuchiwało okrzyków kobiet w pelerynach z napisem „Wolontariusz”.

Tutaj, na skraju peronu, beznadziejność wydaje się być w powietrzu. Dwoje przerażonych dzieci przywarło do rękawa zmęczonej matki. Bardzo smutna dziewczyna o jasnoróżowych włosach trzyma kartonowe pudełko, w którym roi się ten sam smutny szczeniak. Wysoki siwowłosy mężczyzna trzyma ogromne kufry z rzeczami w rękach i bezgłośnie spogląda w dal. Mężczyzna jest niewidomy, dlatego za głośnymi rozmowami otaczających go ludzi musi słuchać słów swojej żony. Wygląda na trochę oszołomioną i powtarza mu: „Nie puszczaj toreb, teraz chodźmy gdzieś”.

Wszyscy czekają na opuszczenie przedsionka babci na wózku inwalidzkim. Brakuje jej obu nóg, a kiedy jej wózek inwalidzki w końcu dociera na peron, chwyta za rękę córkę – starszą kobietę, która nie może powstrzymać łez – i okrywa ją pocałunkami, powtarzając szeptem „Przyjechaliśmy”.

Wolontariusze krzyczą: „To tyle? Czy w aucie nie ma nikogo? No to chodźmy dalej” – i ten tłum zaczyna powoli przesuwać się w stronę przejścia podziemnego.

Te trzy samochody przyjechały do Lwowa z Pokrowska, ostatniej działającej stacji kolejowej na terenie obwodu donieckiego kontrolowanego przez władze ukraińskie. Tak niedawno Kijów ogłosił przymusową ewakuację mieszkańców obwodu donieckiego.

Nie będzie ciepła

Władze ukraińskie uruchomiły darmowe pociągi ewakuacyjne z Donbasu od pierwszych dni rozpętanej przez Rosję wojny, ale do niedawna była to sprawa czysto dobrowolna. Prawie półtora miliona osób opuściło obwód doniecki – niegdyś najludniejszy w kraju.

Ale czas mijał, nadzieje na szybki pokój bledły , a niektórzy mieszkańcy obwodu donieckiego, którzy początkowo wyjechali, zaczęli nawet myśleć o powrocie – pomimo doniesień z frontu i coraz bardziej zaciekłych walk w pobliżu ich rodzinnych miast.

W tej sytuacji szef Donieckiej Obwodowej Administracji Wojskowej Paweł Kirilenko zaapelował do rządu z prośbą o ogłoszenie obowiązkowej ewakuacji mieszkańców jego regionu.

prawa autorskie do zdjęćDoniecka Obwodowa Administracja Wojskowa

Najpierw wyjaśnia BBC powody swojej inicjatywy, walki w regionie nie ustają. „Niestety, trudno mi przypomnieć sobie chociaż jeden dzień, kiedy rano zostałbym poinformowany o zero zabitych, zero rannych wśród ludności cywilnej. Widzimy, że wróg celowo uderza w budynki mieszkalne, infrastrukturę cywilną. ludność w miasto, tym lepiej dla wroga.Rakietami i bombami sieje panikę: im więcej zgonów, tym silniejsze wrażenie, że władza nie może ich ochronić – wyjaśnia Kirilenko. – Dlatego ludzie, którzy opuścili region, to ludzie, którzy kto przeżył.”

Po drugie, kilka tygodni temu stało się zupełnie jasne, że nie da się tu zorganizować normalnego sezonu grzewczego. Faktem jest, że ogrzewanie obwodu donieckiego jest w 95% zależne od gazu, wyjaśnia Paweł Kirilenko, i nie będzie w regionie. Skarży się, że władze są często oskarżane o celowe odcięcie gazu, aby zmusić ludzi do wyjazdu. Według Kirilenki Rosjanie zablokowali odnogę gazociągu z obwodu ługańskiego, który zasilał region, złamali też skoczka, który mógł zaopatrywać region z innego kierunku, i zaminowali dojścia do niego.

Ponadto wiele kotłowni w czasie działań wojennych zostało tak mocno zniszczonych, że nie da się ich odrestaurować – pomoże jedynie rozbiórka i budowa nowego obiektu od podstaw.

Dlatego, jak mówi Kirilenko, postanowili sięgnąć po instrument przymusowej ewakuacji przewidziany przez prawo, ale nigdy nie był stosowany w praktyce.

Nie czuł oporu wobec swojej inicjatywy ze strony Kijowa. Wręcz przeciwnie, w jednym ze swoich codziennych wystąpień telewizyjnych prezydent Wołodymyr Zełenski wezwał mieszkańców regionu do jak najszybszego wyjazdu.

„Im więcej ludzi opuści teraz obwód doniecki, tym mniej ludzi będzie miała czasu na zabicie armii rosyjskiej”, Zełenski po prostu wyjaśnił potrzebę tego kroku.

„Jestem realistą i rozumiem, że wszyscy ludzie nie opuszczą regionu Doniecka. Ale według naszych obliczeń będziemy w stanie zapewnić ciepło i żywność, jeśli w regionie pozostanie nie więcej niż 235 000 mieszkańców – przede wszystkim my mówimy o lekarzach, pracownikach służb komunalnych, górnikach z nielicznych kopalń, które nadal pracują – mówi Kirilenko.

Obecnie, według niego, w regionie mieszka około 370 tysięcy osób.

prawa autorskie do zdjęćReuters

podpis pod zdjęciem,

Wśród ewakuowanych jest obecnie wiele osób starszych i chorych.

Już dziś władze regionalne przygotowują się do zimy, mówi Kirilenko: w szczególności kupując metalowe piece, które można zainstalować bezpośrednio w mieszkaniach, prowadząc komin przez okna. W końcu nikt nie może zagwarantować, że przez całą zimę w regionie będzie prąd, ani że sieci energetyczne wytrzymają napięcie, jeśli wszyscy pozostali mieszkańcy włączą kuchenki elektryczne i grzejniki.

„Bardzo ciężko dla duszy”

Ludzie, którzy przyjechali pociągiem ewakuacyjnym do Lwowa, byli bardzo zmęczeni – podróż z Pokrowska trwa 25 godzin. Zaraz po przyjeździe wolontariusze zabierają ich po jednorazową pomoc dla ewakuowanych – 2 tys. hrywien (ok. 50 USD) dla osoby dorosłej, 3 tys. (ok. 75 USD) dla dziecka lub osoby niepełnosprawnej. Aby zdobyć pieniądze, musisz najpierw zejść z peronu do przejścia podziemnego, a następnie wejść na drugie piętro budynku stacji – dla wielu, którzy przychodzą tą drogą, jest to bardzo trudne do pokonania.

65-letnia Ludmiła, emerytka ze Słowiańska, jest jedną z ostatnich w kolejce: musi nie tylko ciągnąć na górę ciężkie torby i nosidełko z lekko jaskrawoczerwoną kotką Senią, ale także pomagać swatce, kobiecie z nadwagą z obolałymi nogami, który musi co jakiś czas wstawać, żeby zaczerpnąć oddechu. Jest jedną z nielicznych, którzy nie odrzucają prośby BBC o aktualizację informacji na temat ewakuacji.

„Do samego końca mieliśmy nadzieję, że wszystko się ułoży. Psychologicznie to wszystko jest bardzo trudne” – mówi i zaczyna płakać.

Podpis wideo,

Mieszkańcy Siewierska: dlaczego ludzie nie chcą wyjeżdżać?

W Słowiańsku od dawna nie ma gazu, nie ma też wody – mówi Ludmiła. Krążą plotki, że wkrótce też nie będzie światła. W mieście jest mało ludzi: kamienice były praktycznie puste, rodzice zabrali dzieci, „byli tylko emeryci i niedołężni”.

Ale Ludmiła nie chciała wyjeżdżać: nie było komu wychodzić z domu, a szkoda było opuszczać dom zbudowany przez jej rodziców. W końcu są zdesperowani ludzie, którzy przenoszą się do sektora prywatnego i zaopatrują się w drewno opałowe w nadziei, że przeżyją zimę bez wychodzenia.

Ale pewnej lipcowej nocy do domu wleciał pocisk, wciąż płacząc, wspomina Ludmiła, i domu już nie było.

Mieszkała trochę w sąsiedztwie, a potem postanowiła wyjechać do córki, która na początku wojny wyjechała do Niemiec.

„To bardzo trudne dla mojej duszy. Ciężko jest opuścić ojczyznę. A kto mnie tam potrzebuje, emeryt?” Ludmiła nadal płacze.

Wolontariusze spotykający się z ewakuowanymi na stacji zauważają, że ci, którzy opuszczają Donbas, często przyjeżdżają teraz do Lwowa z gotowym planem działania. W ciągu sześciu miesięcy wojny prawie każdy ma krewnych, znajomych, tylko rodaków, którzy wcześniej wyjechali, trochę się do tego przyzwyczaili i teraz pomagają przybyszom w zadomowieniu się. Trzy kobiety z Bachmutu w końcu połączyły się ze swoimi dawnymi sąsiadami, którzy teraz mieszkają w Winnikach pod Lwowem i po raz pierwszy znalazły dla nich pokój.

Tak, a Ludmiła, otrzymawszy jednorazową pomoc w wysokości dwóch tysięcy, planuje spędzić kilka dni we Lwowie z przyjacielem, a dopiero potem udać się w stronę polskiej granicy.

prawa autorskie do zdjęćReuters

Tym, którzy nie mają gdzie mieszkać, mieszkanie zapewnia państwo, władze lokalne i troskliwi Ukraińcy. Często są to uporządkowane akademiki, szkoły czy przedszkola, w których rok akademicki się nie rozpocznie. Ponadto rząd zezwolił na przekazanie lokali niemieszkalnych na tymczasowe zakwaterowanie.

„Nie ma tu nic do powiedzenia: dla zdecydowanej większości ludzi ewakuacja jest wyjściem ze strefy komfortu” – mówi Pavel Kirilenko. Spróbuj rozwiązać ludzkie problemy, a może nawet pomóc im znaleźć pracę.

Szef donieckiej administracji mówi, że nie ma jeszcze problemów z finansowaniem przymusowej ewakuacji: pieniądze przeznaczają na nią zarówno budżet państwa, jak i władze lokalne. Niemniej jednak nie potrafi wymienić kosztów przesiedlenia dziesiątek tysięcy osób planowanych przez władze: po zakończeniu wszystkich procesów, jak mówią, obliczymy.

Wicepremier Irina Vereshchuk, która jest odpowiedzialna za przeprowadzenie obowiązkowej ewakuacji obwodu donieckiego, nie odpowiedziała na prośby BBC o komentarz.

„Teraz wszystko jest dobrze”

Szef donieckiej administracji Paweł Kirilenko zgadza się: tempo obowiązkowej ewakuacji jest dalekie od optymalnego. Według danych rządowych od 2 sierpnia, kiedy pierwszy pociąg ewakuacyjny wyjechał z Pokrowska do Kropywnyckiego, z takich pociągów skorzystało około 7000 osób, w tym 1500 dzieci.

Ale, mówi Kirilenko, trzeba wziąć pod uwagę: zdecydowana większość tych, którzy chcieli i mogli opuścić rozdarty wojną region, już go opuściła. Teraz władze mają do czynienia z osobami najmniej skłonnymi do ewakuacji.

Podpis wideo,

„Zabity oznacza zabity”. Dlaczego niektórzy mieszkańcy Kramatorska odmawiają ewakuacji?

„Wyjazd? Po co? Teraz wszystko jest wszędzie „dobrze” – mówi Galina (imię zmienione na prośbę bohaterki) o swoim stosunku do obowiązkowej ewakuacji.

Ma 64 lata. Mieszka w wiosce niedaleko Kurachowa, około 10 kilometrów od przedmieść Doniecka, a zatem od linii frontu, i razem z mężem prowadzi małe gospodarstwo rolne. Od wezwania rządu do wyjazdu – a tak naprawdę opuszczenia swojej ziemi, domu, kóz, gęsi, psów – Galina po prostu odsuwa się na bok.

„Czy ktoś potrzebuje naszych kwiatów, czy nie, nie myślimy o tym. Jak tylko robi się trochę ciszej, wychodzimy i pracujemy” – mówi. „Nie wyobrażamy sobie życia bez nich”.

Galina też nie boi się trudności mroźnego zimowania. Ich wieś i tak nie jest zgazowana, tutaj od niepamiętnych czasów ogrzewano ich węglem i drewnem opałowym. Prawie na każdym podwórku jest studnia lub studnia, czyli zakręcenie wody też nie stanowi problemu. Wiele z nich ma udogodnienia na ulicy. Jeśli zgasną światło, będzie gorzej, ale nie jest faktem, że do tego dojdzie.

Galina traktuje działania wojenne, które wyraźnie nasiliły się tutaj w ostatnich tygodniach, można powiedzieć, filozoficznie: „Jeśli zostaniemy trafieni, zaoszczędzimy na pogrzebach”.

Jest jeszcze jeden czynnik, o którym mówi Galina. W jej przyfrontowej wsi zdarzyło się, że po tym, jak właściciele opuścili jakąś lepszą chatę, natychmiast przeniosło się do niej wojsko ukraińskie. A Galina nie czuje do nich ciepłych uczuć: od 2014 roku jej sympatie były raczej po stronie prorosyjskich separatystów i nie widzi tragedii w ewentualnym przejściu jej wsi pod kontrolę samozwańczej DRL .

W rozmowie z BBC szef donieckiej administracji Paweł Kirilenko przyznaje: „czeka” – tak nazywa swoich rodaków, którzy nie mogą się doczekać przybycia wojsk rosyjskich lub, co gorsza, pełnią rolę obserwatorów „przeciek ” informacja o Siłach Zbrojnych Ukrainy do wroga, w Doniecku Regionów jest wiele – znacznie więcej niż w innych regionach.

Ale, jak podkreśla, znacznie częściej ludzie, którzy nie chcą wyjeżdżać, mają inną, apolityczną motywację: „To jest mój dom, tu się urodziłem i będę mieszkał. Nie mamy dokąd iść, nikt nas nie potrzebuje. Tysiące. naprawdę się nie wyjaśni”.

„Cóż, wielu nadal ma ogrody, z których ludzie chcą zbierać plony. Być może jesienią ewakuacja będzie bardziej aktywna” – kontynuuje. – Cóż, w ogóle na dworze jest sierpień, jest ciepło, nikt nie myśli nie tylko o zimie, ale nawet o październiku, kiedy zaczynają się pierwsze przymrozki. Ale kiedy ludzie zdadzą sobie sprawę, że nie ma ogrzewania, że będą musieli po prostu oszczędzić wszystkie pomieszczenia w domu i zamieszkać w jednym, wtedy znów pomyślą o ewakuacji. Dlatego utrzymamy go tak długo, jak to konieczne, bez względu na wszystko”.

Słowa Kirilenki w rzeczywistości potwierdza Tatiana, 73-letnia emerytka z Konstantinówki. Już na początku wojny pojechała do Kijowa odwiedzić krewnych, ale długo tam nie przebywała.

„Po półtora miesiąca dręczyła mnie nostalgia. Chociaż ważniejsze jest oczywiście to, że pieniądze się skończyły. Więc wrócili. Oczywiście nie ma tu gazu, a woda, powiedzmy, się zdarza. Ale ogólnie , to jest do zniesienia” – mówi.

prawa autorskie do zdjęćReuters

Ale Tatiana nie zostanie na zimę w Konstantinowce: zaplanowała drugą podróż do Kijowa, gdy tylko nadejdzie zimno. Albo, nie daj Boże, jeśli wydarzy się jakaś katastrofa spowodowana przez człowieka.

Obecna ewakuacja jest obowiązkowa, ale nie przymusowa: prawo nie pozwala władzom wyprowadzać ludzi siłą, nawet w sytuacji kryzysowej, mówi Kirilenko.

Dlatego mówi, że każdy, kto odmówi wyjazdu, będzie musiał podpisać formularz dobrowolnej odmowy ewakuacji. Dokument ten wyjaśni osobie wymagania artykułów kodeksu karnego o nienależytym wykonywaniu obowiązków rodzicielskich – dotyczy to zwłaszcza osób, które spodziewają się spędzić zimę z dziećmi.

„I będzie to zapis tego, że władze podjęły wszelkie wyczerpujące działania, aby przekonać osobę do ewakuacji, ale osoba ta skorzystała ze swojego prawa, dokonała wyboru i teraz sama za ten wybór ponosi odpowiedzialność” – mówi Paweł Kirilenko.

Do 23 sierpnia rząd nie zatwierdził jeszcze formy dobrowolnej odmowy: „Czekamy z dnia na dzień”.

Ale zatwierdził inną rezolucję. Zgodnie z jej normami, jeżeli osoba zastępująca rodzica – na przykład w rodzinie zastępczej lub w domu dziecka typu rodzinnego – odmówi przymusowej ewakuacji, umowa o opiekę nad dziećmi ulega rozwiązaniu.

Kiedy z powrotem?

Zaraz po ogłoszeniu przez ukraińskie władze rozpoczęcia przymusowej ewakuacji szereg kanałów telegramów popierających stanowisko władz rosyjskich tłumaczyło logikę tej decyzji po prostu: w ten sposób, jak mówią, Kijów przyznaje, że nie uda mu się utrzymać Doniecka regionu, a teraz zabiera z regionu wszystkich mniej lub bardziej lojalnych mieszkańców.

W Kijowie odpowiadają: nic w tym rodzaju.

„Rosyjskie kanały telegramowe ogłosiły „wyzwolenie” Donbasu do 9 maja. Wcześniej planowano zorganizować „paradę” w Kijowie… Jak dotąd sukcesy rosyjskiej „operacji” kończą się w Popasnej i Lisiczańsku, a Siły Zbrojne Ukrainy wciąż znajdują się na przedmieściach Doniecka. Obowiązkowa ewakuacja ma dać więcej wolności naszym Siłom Zbrojnym i uratować życie Ukraińcom – powiedział BBC doradca szefa Urzędu Prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak.

Pozostaje jednak pytanie, jak będzie wyglądał obwód doniecki, jeśli jego mieszkańcy postąpią zgodnie z radami władz i wyjadą masowo. Czy masowy exodus z regionu będzie nieodwracalnym ciosem dla jego przyszłości?

„Chcę zobaczyć w przyszłości region Doniecka w jego [przedwojennych] granicach. Z populacją ponad czterech milionów ludzi, tak jak było przed 2014 r. – pełnoprawnym, przemysłowym, najgęściej zaludnionym. musimy powstrzymać wroga, odkupić terytorium, a potem jako pierwszy będę wzywał ludzi do powrotu do regionu, ponieważ będzie dużo pracy, aby go przywrócić – mówi Paweł Kirilenko, szef region.

Ludmiła, która wyjechała ze Słowiańska pociągiem ewakuacyjnym, boi się myśleć o przyszłości. Na środku poczekalni lwowskiego dworca przygląda się dwójce dzieci w wieku około ośmiu lat. Przyjechali tym samym pociągiem – przed ewakuacją mieszkali w Bachmut. Dzieci są już całkiem dobrze w nowym miejscu i z piskiem nadrabiają zaległości, ku oczywistemu niezadowoleniu matki, która stoi w kolejce po świadczenia.

„Jeszcze nie wyjechałem, ale już chcę wrócić do domu”, Ludmiła uśmiecha się smutno.

„Może na wiosnę przyjrzę się sytuacji i wrócę. Myślisz, że to może być?” podnosi oczy.

PS Wicepremier Irina Wierieszczuk powiedziała wczoraj, że z analizy przeprowadzonej przez rząd wynika, że przymusową ewakuację można rozszerzyć na inne regiony Ukrainy – przede wszystkim na część obwodów zaporoskiego, chersońskiego i charkowskiego.