„To gorsze niż życie w więzieniu”. Afgańczycy, którzy pracowali dla Wielkiej Brytanii, ukrywają się przed talibami i mówią, że zostali zdradzeni

„To gorsze niż życie w więzieniu”. Afgańczycy, którzy pracowali dla Wielkiej Brytanii, ukrywają się przed talibami i mówią, że zostali zdradzeni

17.08.2022 0 przez admin
  • Yogita Limaye
  • BBC, Kabulu

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

podpis pod zdjęciem,

Nuria, która była nauczycielką angielskiego przed dojściem talibów do władzy, ukrywała się od czasu przejęcia władzy przez grupę

Rok po przejęciu władzy w Afganistanie przez talibów dziesiątki tysięcy ludzi, którzy współpracowali z organizacjami zachodnimi, nadal nie mogą opuścić kraju. Wielu żyje w biegu, bojąc się o swoje życie.

Setki innych Afgańczyków, którzy pomagali brytyjskiej armii, znalazły się na mieliźnie. Wielu twierdzi, że czuje się porzucony przez rząd brytyjski, który twierdzi, że rozpatruje wnioski o przesiedlenie tak szybko, jak to możliwe.

Talibowie (organizacja zakazana w Rosji) ogłosili amnestię wszystkim, którzy pracowali dla poprzedniego rządu Afganistanu i jego sojuszników. ONZ udokumentowało jednak co najmniej sto sześćdziesiąt przypadków zabójstw osób, które wcześniej pracowały dla rządu kraju lub organizacji zagranicznych. Prawdziwych przypadków może być znacznie więcej.

W nieokreślonej białej plastikowej torbie Ammar trzyma stos papierów, które są teraz dla niego najcenniejsze.

Gdybyśmy przyszli do jego domu, przyciągnęłoby to zbyt wiele uwagi. Dlatego wybrał bezpieczne miejsce na spotkanie z nami, gdzie przyjechał na motocyklu, bojąc się przez całą drogę, że może zostać przeszukany i znaleźć dokumenty na przejściu Talibów.

Wśród tych dokumentów znajduje się jego dwuletni kontrakt z British Council jako nauczyciel oraz inne dowody jego związku z Wielką Brytanią, które, jak ma nadzieję, zapewnią bezpieczeństwo jemu i jego rodzinie. Jego praca dla rządu brytyjskiego budzi w nim strach o życie.

„Uczyliśmy kultury i wartości Wielkiej Brytanii w Afganistanie. Oprócz języka angielskiego uczyliśmy również o równości, różnorodności i integracji. Ale według talibów to jest poza islamem, to jest nielegalne. jesteśmy przestępcami i powinniśmy zostać ukarani. Dlatego czujemy się zagrożeni” – mówi.

Ammar był wcześniej przetrzymywany przez talibów i obawia się, że jego praca zagraża również jego rodzinie.

„Zabrali mnie na posterunek policji, aby dowiedzieć się, czy pracowałem dla obcego rządu. Na szczęście nie znaleźli żadnych dowodów ani w moim domu, ani w telefonie” – mówi Ammar. „Ale nie sądzę, że są o tym. Uspokój się. Obserwują mnie.

Razem z Ammarem ponad sto osób pracowało dla British Council na stanowiskach publicznych, w tym wiele kobiet. Nadal pozostają w Afganistanie.

Nuria wzięła również udział w programie szkoleniowym z języka angielskiego.

„Nie było nam łatwo. Niektórzy ludzie mieli ekstremistyczne myśli i często mówili, że to, czego uczysz, jest dla nas nie do zaakceptowania. Gdziekolwiek byliśmy, byliśmy postrzegani jako przedstawiciele brytyjskiego rządu” – mówi Angielscy szpiedzy.

Według niej z tego powodu zarówno ona, jak i jej rodzina są narażeni na wielkie ryzyko, pozostając w kontrolowanym przez talibów Afganistanie.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Talibowie patrolują ulice Kabulu w rocznicę zdobycia stolicy

Chociaż talibowie ogłosili powszechną amnestię dla wszystkich, którzy pracowali dla poprzedniego reżimu i jego sojuszników, coraz więcej dowodów na represje wobec tych, którzy współpracowali z władzami świeckimi.

Nuria ukrywa się od czasu przejęcia władzy przez talibów w sierpniu ubiegłego roku.

„To bardzo trudne, gorsze niż życie w więzieniu. Nie możemy się swobodnie poruszać. Kiedy wychodzimy na zewnątrz, staramy się zmienić swój wygląd. Z psychologicznego punktu widzenia to bardzo naglące. Czasami mam wrażenie, że to koniec świata” – mówi .

Nuria oskarża Brytyjską Radę o dyskryminację między jej pracownikami: „Przesiedlili tych, którzy pracowali w biurze, ale nas opuścili. Nie powiedziano nam nawet o „Afgańskiej Polityce Pomocy Przesiedleńczej” (ARAP), kiedy się pojawiła.

Nuria i inni nauczyciele złożyli wniosek o przesiedlenie w ramach innego brytyjskiego programu o nazwie Afghan Citizens Relocation Scheme (ACRS), ale jak dotąd otrzymali tylko numery wniosków.

British Council twierdzi, że kiedy program przesiedleń po raz pierwszy zaczął funkcjonować, rząd Wielkiej Brytanii rozpatrywał wnioski wyłącznie od pracowników pełnoetatowych, w tym pracujących w biurze, ale nie od nauczycieli i innych pracowników tymczasowych.

Rada twierdzi również, że pracuje nad tą kwestią z rządem Wielkiej Brytanii.

Brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że kontrahenci British Council kwalifikują się do przesiedlenia w ramach programu ACRS i że starają się rozpatrywać wnioski tak szybko, jak to możliwe, ale nie może powiedzieć, jak długo to potrwa.

„Myślę, że mogą podjąć natychmiastowe działania tylko wtedy, gdy jeden z wykonawców umrze. I wtedy czują, że tak, jesteśmy w niebezpieczeństwie. A teraz zróbmy coś. Myślę, że prędzej czy później to się stanie” – powiedział Ammar. .

Część nauczycieli należy do religijno-etnicznej mniejszości Hazarów, prześladowanej przez talibów i wielokrotnie atakowanej przez Islamskie Państwo Chorasan (regionalny oddział grupy Państwa Islamskiego – obie organizacje są w Rosji zakazane). Tylko w ciągu ostatnich 10 dni doszło do trzech eksplozji na obszarach Kabulu, w których przeważa Hazara.

Jednak dla tych, którzy współpracowali z rządem Wielkiej Brytanii na innych stanowiskach, droga do wolności i bezpieczeństwa jest jeszcze bardziej mroczna.

Jaffer służył jako starszy doradca, ułatwiając projekty rozwojowe wspierane przez rząd brytyjski w Afganistanie.

Pracował bezpośrednio w brytyjskich firmach, z których część założył rząd brytyjski, inne otrzymywały od niego kontrakty. Pracował również na podobnych stanowiskach w rządzie USA, w tym w amerykańskich bazach wojskowych.

Jeszcze przed 2021 r. Jaffer otrzymywał groźby ze strony Talibów podczas fali zabójstw dokonywanych przez radykałów na prominentnych członkach afgańskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Pokazał nam jedną z otrzymanych notatek, oskarżając go o szpiegostwo dla obcych rządów i grożąc, że go zabije za „zdradę wiary islamskiej”.

Od sierpnia ubiegłego roku Jaffer przenosił się siedem razy z miejsca na miejsce.

Pokazał nam list z wezwaniem sądowym wysłanym do jego domu rodzinnego z talibskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w którym wzywał go do zgłoszenia się na posterunek policji w celu przeprowadzenia dochodzenia. Otrzymał trzy takie listy.

„Skończyłem w szpitalu z powodu stresu i szoku. Nie mogę spać. Lekarz przepisał mi silne leki, ale one niewiele pomagają. Moja żona również cierpi na depresję. Nie pozwalam moim dzieciom chodzić do szkoła – obawiam się, że zostaną rozpoznani – mówi.

Jafferowi odmówiono specjalnej wizy imigracyjnej (SIV) do Stanów Zjednoczonych, ponieważ nie był w stanie uzyskać listu polecającego od swojego przełożonego, który zmarł na koronawirusa.

Podczas nieregularnej ewakuacji, która nastąpiła po niespodziewanie szybkim przejęciu Afganistanu przez talibów, Jaffer został wezwany na lotnisko przez przedstawiciela Wielkiej Brytanii. Wraz z małymi dziećmi i żoną siedział przez sześć godzin w autobusie niedaleko lotniska.

„Mój syn zachorował, ale nie mogliśmy nawet otworzyć okien autobusu, ponieważ ludzie na zewnątrz, zdesperowani, aby się wydostać, próbowali dostać się do środka. Talibowie wystrzelili w powietrze. Mój syn to zobaczył i bardzo się przestraszył”, mówi Jafferem.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Rok temu dziesiątki tysięcy Afgańczyków rzuciło się na lotnisko w Kabulu w nadziei na ucieczkę przed nacierającymi talibami.

Do tego czasu zakończył się proces ewakuacji do Wielkiej Brytanii, a Jaffer i jego rodzina nie mogli wydostać się z Afganistanu.

Od tego czasu otrzymał swój numer sprawy od rządu Wielkiej Brytanii tylko w odpowiedzi na jego wniosek ARAP.

„Pracowałem z nimi. Pomogłem im. Stawiliśmy czoła zagrożeniom, a teraz jestem w tej sytuacji. Nie ma miejsca na świecie, w którym mógłbym żyć bezpiecznie i godnie” – mówi drżącym głosem. „Co za przyszłość Spodziewam się moich dzieci? Moja córka nie może się uczyć. Wiąłem z nią duże nadzieje. Czy moi mali synowie staną się ekstremistami? Ciągle zadaję sobie pytanie, dlaczego sprowadziłem ich na ten świat. Jeśli to jest świat, w którym będą żyć, może i nie powinien był ich uruchamiać.

Rozmawialiśmy z co najmniej trzema innymi osobami, które współpracowały z rządem brytyjskim, w tym z tłumaczem wojskowym, który udał się na linię frontu z oddziałami brytyjskimi. Wszyscy mówili o poczuciu zdrady przez ludzi, dla których ryzykowali życiem.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Prawie 3000 tłumaczy pracowało z brytyjskimi oddziałami w Afganistanie

W sierpniu ubiegłego roku rząd Wielkiej Brytanii ewakuował 15 000 osób, a od tego czasu ewakuowano kolejne 5000.

Ale tysiące innych czeka na swoją kolej, tkwiąc w zawieszeniu, żyjąc w strachu każdego dnia i codziennie sprawdzając pocztę w poszukiwaniu promyka nadziei.

„Kiedyś byłem dumny, że pracowałem dla brytyjskiego rządu”, mówi Nuria. „Ale teraz tego żałuję. Żałuję, że nigdy nie pracowałem dla nich, ponieważ nie cenią naszego życia i naszej pracy i postąpili okrutnie, opuszczając nas”.

Imiona bohaterów zostały zmienione

Z Imogen Anderson i Sanjay Ganguly w Kabulu