Uzbrojony gubernator zauważony w Donbasie Dlaczego rosyjscy urzędnicy rzucili się na okupowane regiony Ukrainy

Uzbrojony gubernator zauważony w Donbasie Dlaczego rosyjscy urzędnicy rzucili się na okupowane regiony Ukrainy

21.07.2022 0 przez admin
  • Petr Kozłow
  • BBC

Zapisz się do naszego newslettera „ Kontekst ”: pomoże Ci zrozumieć wydarzenia.

prawa autorskie do zdjęćNikolai Trishin

podpis pod zdjęciem,

Sekretarz Rady Generalnej partii Jedna Rosja Andriej Turczak (z lewej) i gubernator Petersburga Aleksander Begłow w Mariupolu (1 czerwca 2022)

Liczba rosyjskich urzędników odbywających publiczne podróże na okupowane terytorium Ukrainy rośnie, mimo że sytuacja na frontach nie jest dla Rosji najkorzystniejsza, a wizyta w strefie frontu jest niebezpieczna. Początkowo takich „turystów” było niewielu, ale z czasem trend zaczął nabierać tempa.

Okazało się nawet, że ci, którzy początkowo wyrażali niezadowolenie z działalności swoich towarzyszy i kolegów, wkrótce pospieszyli, aby sami zaznaczyć podróż.

Rosyjska służba BBC zastanawia się, co skłania rosyjskich urzędników do odwiedzania okupowanych regionów Ukrainy.

Uzbrojony i twardy. Jak gubernator Kozhemyako został znaleziony w strefie konfliktu

Stolicę Primorye, Władywostok i Donbas dzieli w linii prostej prawie 7000 kilometrów. Budząc się pewnego ranka pod koniec kwietnia, mieszkańcy Primorye z trudem wyobrażali sobie, że ich gubernator zniknął.

Nawet jego najbliżsi podwładni nie mieli informacji o miejscu pobytu Olega Kozhemyako.

Wieczorem nadeszła wiadomość, której się nie spodziewali. Przypuszczalnie – z terytorium Ukrainy, okupowanego przez rosyjskie siły zbrojne.

Na telegramach zaczęły krążyć zdjęcia gubernatora Primorye, ubranego w kamuflaż, w kamizelkę kuloodporną iz bronią automatyczną w rękach.

Sądząc po zdjęciu i surowym wyglądzie, Kozhemyako był gdzieś w strefie konfliktu, poruszając się na tylnym siedzeniu samochodu z symbolem „V” na szybie. Widać było, że porusza się po nierównym terenie, a za oknem widać było budynki w barwach ukraińskiej flagi.

Autor zdjęcia, https://t.me/primcardinal

Lokalne media pełne były nagłówków w rodzaju „Uzbrojony Oleg Kozhemyako w mundurze zauważony w strefie operacji specjalnej w Donbasie”.

Pracownik administracji Primorye, z którym przeszli dziennikarze Primorye, oczywiście zaskoczył, ale działał na przeczucie: chociaż przyznał, że dowiedział się o podróży wodza z Internetu, z przekonaniem stwierdził, że Kozhemyako poszedł do strefy konfliktu, aby wesprzeć bojowników z Primorye, „walcząc z nazistami”.

„Biorąc pod uwagę jego osobisty stosunek do naszych marines, mógłby spotkać się z bojownikami, aby ich wesprzeć. To nasi ludzie, którzy walczą teraz z nazistami, ryzykując życiem. To dla niego ważne, znając jego szczególnie pełen szacunku stosunek do ludzi w mundurowych” – skomentował w publikacji „Wostok-Media” przedstawiciel gubernatora.

„Powiedz wyraźnie i głośno literę Z. Albo odejdź”.

Od początku wojny nie było żadnych publicznych poleceń ani wezwań do odwiedzania miejsc ostatnich bitew z Kremla przez urzędników cywilnych, polityków i przedstawicieli kultury.

Jednak, podobnie jak Kozhemyako, powoli, w dużej mierze na własne ryzyko i ryzyko, pierwsi gubernatorzy zostali wciągnięci w strefę operacji wojskowej.

prawa autorskie do zdjęćNikolai Trishin/TASS

podpis pod zdjęciem,

Sergei Kiriyenko, zastępca szefa Administracji Prezydenta Federacji Rosyjskiej (na zdjęciu drugi od prawej), jest częstym gościem samozwańczych „Republik Ludowych”

W ciągu niecałych pięciu miesięcy wojny dziesiątki wysokich rangą rosyjskich urzędników odwiedziło okupowane terytoria. A jeśli pierwszy zastępca szefa administracji prezydenckiej Siergiej Kirijenko przyszedł z oficjalną instrukcją – by na miejscu podjął decyzję o możliwości zorganizowania referendów w sprawie przyłączenia terytoriów ukraińskich do Rosji, a wicepremier Marat Chusnullin sprawdził jego podstawowe zagadnienia budowy i restauracji, wówczas cele wizyty gubernatorów nie były do końca oczywiste.

Niemniej jednak to przywódcy terytoriów rosyjskich są najbardziej masowymi „turystami” w rozdartych wojną regionach Ukrainy.

Możliwe, że rozumieją, że z czasem pozycja Kremla może zacząć się zacieśniać. Jeśli na samym początku wojny od żadnego z nich niczego nie wymagano, a poszczególni gubernatorzy działali z własnej inicjatywy czysto intuicyjnie, to teraz – stopniowo – wszystko zaczyna się przesuwać w stronę przymusu.

Być może to nie przypadek, że wiceprzewodniczący Rady Federacji Andriej Kliszas w swoim kanale Telegram przestawił stanowisko rosyjskiego filozofa i euroazjatyckiego Aleksandra Dugina (media zachodnie nazywają go czasami jednym z głównych ideologów współczesnej Rosji, którego słucha Władimir Putin) .

W tym poście Dugin wezwał rosyjskie elity do otwartego decydowania – i albo publicznego poparcia wojny, albo odejścia.

„Myślę, że wszyscy wysocy rangą urzędnicy Rosji powinni otwarcie wyrażać swój stosunek do NWO. Albo opuścić swoje stanowisko. Niektórzy podejrzanie milczą. A my, chcąc nie chcąc, zaczynamy interpretować ich milczenie na swój własny sposób. , mów wyraźnie i głośno tylko jedną literę Z. Albo szczerze zejdź z oczu” – pisał Dugin.

prawa autorskie do zdjęćITAR -TASS

podpis pod zdjęciem,

Aleksander Dugin (z lewej) i obecny szef „DRL” Denis Pushilin na wiecu poparcia dla mieszkańców Donbasu (2014)

Jednocześnie sam senator Kliszas proponuje pójść jeszcze dalej – żądać, aby wielki biznes, politycy i osoby publiczne decydowały publicznie: „Nie tylko urzędnicy, ale także przedstawiciele partii politycznych, wielkiego biznesu i organizacji publicznych. Ludzie mają prawo do znać stanowisko wszystkich liderów polityki, biznesu, opinii publicznej w tej kluczowej kwestii.

„Jestem moja, wspieram”

Ale nawet jeśli wyjmiemy z nawiasów rzekomy (lub narastający) „obowiązek Kremla”, możemy wymienić szereg powodów, dla których urzędnicy podróżują na terytoria okupowane.

Już na samym początku wojny, gdy najbardziej odporni na stres przedstawiciele establishmentu politycznego zaczęli się odradzać, zdali sobie sprawę, że świat, Rosja i reguły gry w rosyjskim systemie władzy zmieniły się dramatycznie, rosyjski urzędnik federalny, gubernator jednego z regionów powiedział BBC pod warunkiem zachowania anonimowości, a także osoba bliska kierownictwu rządu federalnego.

Jednym z powodów, dla których część polityków publicznych szybko przyłączyła się do poparcia wojny i wyjechała do okupowanego Donbasu, jest chęć poprawy swojej pozycji i reputacji w oczach centrum federalnego.

Jako przykład źródło bliskie administracji prezydenckiej podało sytuację szefa Baszkirii Radija Chabirowa. Według niego stanowisko gubernatora Chabirowa i jego perspektywy w republice zostały zakwestionowane na Kremlu.

Doświadczony aparatczyk Chabirow poczuł się niepewnie i postanowił wyprzedzić konkurencję, „wziąć patriotyzm i pokazać, że jestem mój, popieram go”.

W efekcie gubernatorów był pierwszym w Donbasie – niecały miesiąc po rozpoczęciu inwazji. Co szef regionu pospieszył donieść na swoim kanale telegramowym. A później jako jeden z pierwszych wymyślił regionalny batalion ochotniczy.

prawa autorskie do zdjęć Telegram Radia Chabirowa

podpis pod zdjęciem,

Delegacja Baszkirii w Donbasie: Radiy Khabirov jest czwarty od prawej (zdjęcie z jego oficjalnego kanału Telegram)

Dzięki szybkiej reakcji Chabirow był w stanie poprawić swoją pozycję i zwiększyć swój kapitał polityczny w oczach administracji prezydenckiej, a to z kolei zwiększyło jego stabilność na stanowisku w przyszłości, podało źródło.

„Stało się jasne, że Kreml nie ukarał za to Chabirowa, a nawet go pochwalił. To był sygnał do większej liczby masowych wizytacji” – powiedział BBC rosyjski politolog Konstantin Kalachev.

Według Meduzy (zaliczanej przez władze rosyjskie do medialnych „agentów zagranicznych”) wojna i wyjazd na linię frontu mogły uratować przed prawdopodobną dymisją jeszcze jednego szefa regionu, gubernatora Sankt Petersburga Aleksandra Bieglowa.

Po Chabirowie do Doniecka i Ługańska ruszyli też inni szefowie regionów. Wkrótce wyjazdy gubernatorów stały się częstym zjawiskiem, wymyślono cały program „patronatu” nad miastami Donbasu.

Takie wyjazdy upodobniły się do siebie jak dwie krople wody: przyjazd, spotkanie z szefem „republiki” lub miejscowości, podpisanie umów o współpracy, zdjęcia protokolarne do gubernatora „Telegram” czy strony w VK.

prawa autorskie do zdjęćAlexander Beglov Telegram

podpis pod zdjęciem,

Gubernator Petersburga Aleksander Begłow (drugi od prawej) w Mariupolu

W obliczu konieczności wyjazdu do DRL/LPR inaczej zachowują się szefowie regionów. Niektórzy skupiają się na patriotyzmie, geopolityce i pomocy w odbudowie infrastruktury. Inni w przestrzeni publicznej zwracają raczej uwagę na obopólną korzyść z ewentualnej współpracy gospodarczej.

A jeszcze inni wolą unikać szczególnego rezonansu – komentuje rosyjski politolog Michaił Winogradow. Na przykład podróż burmistrza Moskwy Siergieja Sobianina była znacznie mniej nagłośniona niż na przykład jego petersburski odpowiednik.

Wizyty takie składali szefowie obwodów Ałtaju, Samary, Rostowa, Wołgogradu, Woroneża i kilkudziesięciu innych podmiotów federacji. Prawie wszyscy zgłaszali, że przywieźli pomoc humanitarną, leki, sprzęt i materiały budowlane.

Jednocześnie w wielu z tych rosyjskich regionów sytuacji gospodarczej w ostatnich latach nie można nazwać dobrze prosperującą. Nawet pobieżne wyszukiwanie w mediach regionalnych przynosi publikacje o nierozwiązanych problemach z lekami, z pracą całej branży medycznej, problemami w budownictwie, mieszkalnictwie i usługach komunalnych, architekturze krajobrazu i tak dalej.

Jednak nie dla każdego takie wyjazdy zamieniają się w triumf PR w regionach pod ich jurysdykcją.

I tak na przykład szef Osetii Północnej Siergiej Menajło, były żołnierz zawodowy, został ostrzelany przez „ukraińskich dywersantów” podczas wizyty. I, jak twierdziły media, doznał nawet szoku pociskowego.

Sam Menyailo temu zaprzeczył, choć przyznał, że naprawdę przyjechał do Donbasu. Pośpieszył jednak do powrotu do Rosji.

Sprawa Volodina

Wyjazd do okupowanego regionu, choć wiąże się z pewnym ryzykiem, nadal nie jest odpustem, zabezpieczeniem przed ewentualnym zwolnieniem czy innymi problemami zawodowymi w przyszłości. Ale po wojnie, bez względu na to, jak się skończy, zgodnie ze zrozumiałą logiką biurokratów znajdą się „zwycięzcy, którzy walczyli” i zdobędą nową władzę.

Aby znaleźć się w tej kohorcie, trzeba zdobyć zasób, uczestnicząc w podobny sposób w wojnie, powiedziała BBC osoba bliska kierownictwa rządu.

„Przypadek Volodina jest orientacyjny. Zaczynają siadać. I nagle rozumiesz: to, co wczoraj wydawało się błędem, dziś jest jedyną możliwą opcją” – podkreślił.

prawa autorskie do zdjęćAnton Novoderezhkin/TASS

podpis pod zdjęciem,

Przewodniczący Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin również musiał pilnie udać się do Ługańska (na zdjęciu jest na nadzwyczajnym posiedzeniu rosyjskiego parlamentu)

W związku z wyjazdami deputowanych do Dumy Państwowej na okupowane ziemie ukraińskie doszło nawet do publicznego skandalu w parlamencie z udziałem marszałka Wiaczesława Wołodyna. Na jednym ze spotkań Wołodin upomniał posłom za częste nieobecności na posiedzeniu sejmowym i zażądał „wykluczenia nadmiernej gorliwości poszczególnych posłów do angażowania się w nietypowe czynności”.

Odpowiedział mu jego wieloletni przeciwnik publiczny, sekretarz Rady Generalnej Jednej Rosji i wiceprzewodniczący Rady Federacji Andriej Turczak, który sam stale odwiedza Donbas. Stwierdził, że ta praca będzie kontynuowana i nalegał, aby nie zwracać uwagi na „urzędników, którzy nie mają kontaktu z rzeczywistością, mieszkają na wygodnych krzesłach”.

Spór, jak zwykle, rozstrzygnął Władimir Putin, chwaląc tych posłów, którzy „wyszli na zagrożoną strefę wojny”. Zaledwie tydzień później służba prasowa Wołodyna nagle wysłała wiadomość, że przybył do Ługańska.

W swoim przemówieniu w parlamencie samozwańczej LPR Wołodin zapewnił, że posłowie „czekają na to spotkanie od 30 lat”.

„Wśród gubernatorów i innych urzędników, jak zawsze, są tacy, którzy są bardzo entuzjastycznie nastawieni do wszystkiego i są tacy, którzy są sceptyczni. Ale jaki głupiec by to teraz zademonstrował? . Podnieś wielkość liter. Może nawet przejdź na wyższy poziom”.

Jedność ze strachu?

Klęska na wojnie to nie tylko „Rosja nie niebezpieczna, ale także nieszczęśliwa”. A społeczność światowa nie jest już gotowa, by dać pole manewru rosyjskim elitom, powiedział gubernator jednego z rosyjskich regionów w rozmowie z BBC.

To kolejny powód, który skłania urzędników, gubernatorów i polityków do „zbierania się wokół lidera”. A potem, zdaniem rozmówcy BBC, jest tylko jedna droga – dalsza militaryzacja, w tym świadomość i nienawiść do Europy.

– Bez względu na stosunek do tej wojny wszyscy rozumieją, że i tak nic dobrego nie zabłyśnie tym, którzy pracowali u władzy w niekorzystnej sytuacji – powiedział BBC gubernator jednego z rosyjskich regionów, który zgodził się mówić tylko warunek anonimowości, w obawie o swoje bezpieczeństwo.

„Jeżeli doszło do zniszczenia pomników Puszkina [na Ukrainie], to wszyscy [rosyjscy politycy i urzędnicy w przypadku nieudanej inwazji na Ukrainę] są zdecydowanie k****. Dlatego wszyscy zbierają się i demonstrują jedność, ” powiedział.

Aby otrzymywać wiadomości BBC, zasubskrybuj nasze kanały:

Pobierz naszą aplikację: