„Od razu stało się jasne, że to nie była tylko jakaś bawełna”: jak Biełgorod doświadcza ostrzału

„Od razu stało się jasne, że to nie była tylko jakaś bawełna”: jak Biełgorod doświadcza ostrzału

04.07.2022 0 przez admin

Aplikacja BBC News Russian Service jest dostępna na iOS i Androida . Możesz także zasubskrybować nasz kanał Telegram .

memoriał

prawa autorskie do zdjęćJewgienij Silantyev/TASS

podpis pod zdjęciem,

Mieszkańcy Biełgorodu utworzyli spontaniczny pomnik w pobliżu zniszczonego domu, w którym ludzie zginęli w wyniku ostrzału

Ofiarami nocnego ostrzału Biełgorodu 3 lipca, według najnowszych danych, było pięć osób, z których większość to obywatele Ukrainy. Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdziło, że strajki przeprowadziły ukraińskie siły zbrojne, wystrzeliwując w kierunku Rosji trzy pociski Toczka-U, które zostały zestrzelone przez rosyjski system obrony powietrznej. Rosyjski serwis BBC opowiada, jak miasto przeżywa konsekwencje ostrzału.

Co wiadomo o zmarłych

Wieczorem 3 lipca lokalne władze zgłosiły czterech zabitych, w tym trzech obywateli Ukrainy. Rankiem 4 lipca okazało się, że liczba ofiar ostrzału wzrosła do pięciu, a wszyscy zmarli należeli do tej samej rodziny, powiedział ich krewny RIA Novosti.

Według niej zmarli byli małżonkowie Oleg i Olga, ich dwoje dzieci – 22-letnia córka i 15-letni syn, a także matka Olgi Tatiana.

Po tym, jak rosyjskie systemy obrony przeciwlotniczej zestrzeliły pocisk nad Biełgorodem, jego fragmenty spadły na teren prywatnego domu przy ulicy Majakowskiego, gdzie mieszkała rodzina.

Publikacje Meduza i 7×7 (oba uznawane w Rosji za „zagranicznych agentów”) rozmawiały z krewną ofiar, Iloną, mieszkającą w Woroneżu.

Powiedziała, że zmarły kilka lat temu przeprowadził się z Ukrainy do Rosji i w zeszłym roku otrzymał rosyjskie obywatelstwo. Po wybuchu wojny na Ukrainie przeniósł swoją rodzinę z Charkowa do Biełgorodu – swoją byłą żonę, syna, córkę i teściową.

Sam mężczyzna mieszkał w domu przy ulicy Majakowskiego, a rodzina przybyła z Ukrainy została osiedlona w przylegającym do domu budynku gospodarczym. Kiedy w nocy 3 lipca grzmiała pierwsza eksplozja, wyszedł z domu, aby sprawdzić swoją rodzinę, w wyniku czego został ranny. Według RIA Novosti mężczyzna zmarł.

Jak miasto przetrwa ostrzał?

Jak powiedziała BBC mieszkanka miejscowa Maria (imię zmienione na jej prośbę), budząc się w nocy od dźwięków eksplozji, od razu zorientowała się, co to było: „Słyszeliśmy to nie po raz pierwszy i wiemy, jak działa obrona przeciwlotnicza, więc od razu stało się jasne, że to nie jest tylko „bawełna”, jak lubimy mówić”.

„Obudziłem się z eksplozji, było około drugiej w nocy. Podbiegłem do okna – próbowałem ustalić, skąd pochodziło i co się ogólnie działo. Ponieważ pod względem siły eksplozji i dźwięków, było znacznie głośniej niż wtedy, gdy wszystko [wojna] się zaczęło” – mówi.

„24 lutego obudziliśmy się również po eksplozjach, ale wtedy wydawało mi się, że nie były tak silne pod względem intensywności”, wyjaśnia Maria. „Tym razem było to ekscytujące i przerażające, mimo że jest to już część prawdziwa rzeczywistość, w której teraz tu żyjemy. Potem wszystko się uspokoiło, a rano przeczytałem na lokalnych stronach publicznych o tym, co się wydarzyło.

Na ulicy Majakowskiego, przy której mieszkała zmarła rodzina, lokalni mieszkańcy urządzili spontaniczny pomnik i zaczęli przynosić do niego kwiaty, świece i ikony. W samym mieście z powodu ostrzału odwołano masowe imprezy rozrywkowe, w tym letni festiwal Biełgorod zaplanowany na 3 lipca.

„Dla tych, którzy rozumieją, że trwa wojna, to, co się stało, jest logiczne. Bo przepraszam, rakiety lecą z nas tam, zabijając ludzi. Oczywiście oddadzą. zigzagnye „patriotów”, którzy piszą, że wszyscy muszą być zbombardowane i takie tam. Nie było żadnych spontanicznych wieców ani nic podobnego na ulicach – opowiada o reakcji mieszkańców Biełgorod mieszkaniec Władimir (nazwisko zmienione na jego prośbę).

Obwód Biełgorod graniczy z Ukrainą, a przygraniczne wsie tutaj wielokrotnie były ostrzeliwane podczas wojny. Jednak dla regionalnego centrum, Biełgorod, strajki 3 lipca były pierwszymi. 1 kwietnia doszło do trafienia w skład ropy w Biełgorodzie, wzniecając pożar, ale wtedy nie było ofiar.

„Biełgorod to miasto przygraniczne i miałam wrażenie, że prędzej czy później ktoś do nas przyjedzie i będzie latał częściej. Dlatego to wszystko nie ciągnie się na lepsze, nie ma dialogów ani negocjacji pokojowych. Nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczona, ale mam poczucie rozczarowania, że ludzie normalnie nie mogą się zgodzić i zakończyć tej wojny” – mówi Maria.

Inne konsekwencje

Czterech kolejnych mieszkańców Biełgorodu zostało rannych w wyniku ostrzału rakietowego, w tym 10-letni chłopiec.

Gubernator Biełgorod Wiaczesław Gładkow obiecał, że krewni zmarłego obywatela Rosji otrzymają 3 miliony rubli, a ranni – po 500 tysięcy rubli.

Według Gładkowa około 90 domów zostało całkowicie lub częściowo zniszczonych.

„W 26 budynkach mieszkalnych są uszkodzenia. Niezwłocznie przywrócimy okna, balkony, drzwi wewnętrzne, wykończymy ściany i sufity. W sumie jest to około 356 mieszkań” – napisał Gladkov na swojej stronie VKontakte.

Według niego pięć prywatnych domów jest całkowicie zniszczonych, kolejne 60 jest częściowo uszkodzonych.

Uderzenie rakiety

Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że strajki w nocy 3 lipca zostały celowo przeprowadzone przez stronę ukraińską „na osiedlach Biełgorod i Kursk, gdzie nie ma obiektów wojskowych”.

Według agencji na Biełgorod wystrzelono trzy pociski balistyczne Toczka-U, które zostały zestrzelone przez rosyjskie systemy obrony powietrznej.

W kierunku Kurska, według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, wystrzelono dwa drony z ładunkami wybuchowymi, które uległy zniszczeniu przy podejściu do miasta. W rezultacie nikt nie został ranny w obwodzie kurskim, powiedział szef regionu Roman Starovoit.

Biełgorodski gubernator Gladkov rankiem 3 lipca po raz pierwszy nazwał to, co wydarzyło się w mieście, „serią głośnych dźwięków”, a później doniósł o zabitych i rannych.

Ukraińskie władze nie skomentowały zarzutów rosyjskiego MON o udział w ostrzale rosyjskiego terytorium.

Strona rosyjska twierdzi, że ataki na Biełgorod zostały przeprowadzone przez ukraińskie rakiety. Jednak The Insider (rozpoznawany w Rosji jako „zagraniczny agent”), powołując się na eksperta wojskowego Olega Żdanowa i śledczych Zespołu ds. Wywiadu Konfliktu, zauważa, że przynajmniej nie ukraiński pocisk uderzył w wieżowiec w mieście, ale pierwszy etap rakiety rosyjskiego systemu rakietowego obrony przeciwlotniczej „Shell”. Do takiego wniosku doszła publikacja i przeprowadzający z nią wywiady eksperci na podstawie zdjęcia szczątków rakiety, które zostało opublikowane przez kanał telegramu Zhest Belgorod. Kompleksy Pantsir są przeznaczone przede wszystkim do ochrony przed atakami z powietrza.

Przedstawiciel odeskiej administracji wojskowej Siergiej Bratchuk, komentując ustalenia The Insidera, napisał, że w armii ukraińskiej nie ma żadnych kompleksów Pantsira.

Reakcja

O ostrzale Biełgorodu skomentował metropolita biełgorodski i starooskolky Jan. Jego apel pojawił się na stronie internetowej diecezji, w której wzywał do położenia kresu „rozlewaniu krwi na ziemi ukraińskiej”.

„Wzywamy do intensywnej modlitwy o odpoczynek zmarłych i o uzdrowienie rannych, o zakończenie rozlewu krwi, który ma miejsce na ziemi ukraińskiej, ale dziś dotarła również do naszych domów” – napisał.

Wieczorem 3 lipca na portalach społecznościowych pojawiło się nagranie wideo ze spotkania gubernatora Biełgorod Gładkowa z miejscowymi mieszkańcami. Jeden z nich zapytał szefa regionu o to, jak mieszkańcy Biełgorodu mogą teraz spać spokojnie.

„Nie ma mowy”, odpowiedział Gładkow. „Wszystko, co zależy ode mnie, od moich służb operacyjnych, zrobiliśmy, robimy i zrobimy. To, co się teraz wydarzyło, jest oczywiście niezwykle trudną sytuacją. Powiedzieć, że jest więcej niż to nigdy nie będzie, nie mogę ci pomóc.”

Jak mówi lokalny mieszkaniec Władimir, po ostrzale, mieszkańcy Biełgorodu zastanawiają się, dlaczego system obrony przeciwlotniczej nie działa normalnie w przygranicznym mieście: „Jeśli spojrzysz sucho, teraz są działania wojskowe między dwoma krajami na terytorium Ukrainy. miasto przygraniczne. A mimo to nie ma normalnie działającego systemu obrony przeciwlotniczej. Ludzie mają to pytanie. Dlaczego miasto nie jest chronione?

„I ludzie mają też pytanie w komentarzach: dlaczego nie było ostrzeżenia o nalocie? – kontynuuje. „Dla mnie to chyba najbardziej kluczowe pytanie. Dlaczego to nie działa, chociaż było testowane corocznie? I jest absolutnie żadnych informacji o schronach przeciwbombowych Niektórzy działacze pytali administrację miasta o adresy schronów, na co odpowiadała oficjalna odpowiedź – informacja jest utajniana przez Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych.

Aby otrzymywać wiadomości BBC, zasubskrybuj nasze kanały:

Pobierz naszą aplikację: