Rosja jako zagrożenie, a Ukraina za otwartymi drzwiami. O czym zadecydował szczyt NATO w Madrycie?

Rosja jako zagrożenie, a Ukraina za otwartymi drzwiami. O czym zadecydował szczyt NATO w Madrycie?

30.06.2022 0 przez admin
  • Światosław Chomenko, Olga Iwszina
  • BBC, Madryt

Aplikacja BBC News Russian Service jest dostępna na iOS i Androida . Możesz także zasubskrybować nasz kanał Telegram .

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

Szczyt NATO, który już nazywa się historycznym, dobiega końca w Madrycie. BBC wyjaśnia, co dokładnie kryje się za słowami i decyzjami polityków i dyplomatów.

Niezwykle trudno dostrzec w decyzjach tego szczytu jakieś dobre wieści dla Rosji. Nic dziwnego, że pierwsze komentarze z Moskwy były dość ironiczne – jak słowa przewodniczącego Dumy Państwowej Wiaczesława Wołodyna, który powiedział, że po wejściu Finlandii i Szwecji do NATO będzie więcej NATO w pobliżu granic Rosji, ale więcej Rosji w pobliżu granice NATO.

A nieodzowną częścią dyskusji o wynikach szczytu w Madrycie w rosyjskich stacjach państwowych i w prorządowych mediach internetowych były dyskusje wokół „Rosyjskiej Sałatki Ziemniaczanej”, która trafiła do menu stołówki obsługującej szczyt. Po tym, jak w pierwszym dniu szczytu Reuters zwrócił uwagę na danie o niejednoznacznej nazwie, w menu zmieniono jego nazwę na „sałatka tradycyjna”. Cena pozostała bez zmian.

Nowy koncept

Głównym rezultatem madryckiego szczytu NATO było przyjęcie nowej koncepcji strategicznej sojuszu – jego pierwotnej konstytucji, która opisuje cele, zadania i ogólnie sens istnienia.

Poprzednia wersja koncepcji została przyjęta jeszcze w 2010 roku – w zupełnie innym świecie, w którym nie doszło jeszcze do aneksji Krymu i konfliktu w Donbasie, nie mówiąc już o toczącej się wojnie między Rosją a Ukrainą.

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg – ówczesny premier Norwegii – przypomniał, że prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew wziął również udział w szczycie sojuszu w Lizbonie, na którym koncepcja ta została zaakceptowana. W tej koncepcji Rosja została nazwana strategicznym partnerem NATO, z którym współpraca „optymalnie odpowiada” interesom sojuszu. Ta koncepcja nigdy nie wspomina o Chinach. Jednym słowem, jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie był beznadziejnie przestarzały.

Kto wie, być może niezgodność dokumentu założycielskiego NATO z rzeczywistą sytuacją „w terenie” była jednym z powodów, dla których prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił trzy lata temu sojusz „martwy mózg”.

Nowa wersja strategii przywraca NATO do rzeczywistości – Jens Stoltenberg nazwał ją „programem NATO na przyszłość – bardziej niebezpiecznym i bardziej konkurencyjnym światem”. A na tym świecie Rosja oczywiście nie może być uważana za strategicznego partnera sojuszu.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

Żołnierze jadą na wschód?

„Nasze stosunki z Rosją są obecnie najgorsze od zakończenia zimnej wojny i nie ma wątpliwości, że odpowiedzialność za to spoczywa na Rosji” – powiedział sekretarz generalny NATO na szczycie w Madrycie.

W nowej koncepcji strategicznej Rosja jest bez ogródek nazywana „największym i bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa sojuszników, a także dla pokoju i stabilności w regionie euroatlantyckim”.

Co kryje się za tymi słowami? Z jednej strony NATO nie szuka kłopotów, a stwierdzenie „koniec partnerstwa strategicznego” nie może być utożsamiane z początkiem nowej „zimnej wojny”.

„NATO nie dąży do konfrontacji i nie stanowi zagrożenia dla Federacji Rosyjskiej. Będziemy nadal konsekwentnie i odpowiedzialnie odpowiadać na rosyjskie groźby i wrogie działania… Niemniej jednak pozostajemy gotowi do utrzymania otwartych kanałów komunikacji z Moskwą” – Koncepcja szczytu w Madrycie.

W rzeczywistości źródła BBC w państwie NATO nie mają kontaktów z Moskwą po zamknięciu przez Rosję swojej reprezentacji w sojuszu w październiku ubiegłego roku.

„W przypadku komunikacji w sytuacjach kryzysowych zaproponowano nam skorzystanie z ambasadora Rosji w Brukseli, ale spotkania z nim nie były owocne” – mówi źródło BBC pracujące dla NATO.

W tej sytuacji odpowiedzią Sojuszu na nową rzeczywistość był znaczny wzrost liczebności sił szybkiego reagowania – jednostek będących w ciągłej gotowości do szybkiego rozmieszczenia na ewentualnym teatrze działań. Dziś wiadomo, że NATO uważa za taki teatr „wschodnią flankę” – Polskę i kraje bałtyckie, które mają granicę lądową z Rosją.

Z obecnych 40 tys. żołnierzy liczba tych jednostek zostanie zwiększona do 300 tys. w przyszłym roku. Ważne jest, aby zrozumieć, że wszystkie te 300 000 żołnierzy i oficerów nie będą stale przebywać na granicach Rosji. Tylko część kontyngentu pozostanie na granicy – na zasadzie rotacji. A pozostałe jednostki znajdują się w swoich krajach, ale są w ciągłej gotowości do rozmieszczenia.

Jednocześnie na terytorium państw „wschodniej flanki” NATO będą zlokalizowane magazyny paliwa i amunicji, sprzętu i broni, co pozwoli jak najskuteczniej chronić te państwa przed ewentualnym zagrożeniem.

Odrębnym, choć powiązanym procesem jest budowanie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Dodatkowe siły US Army pojawią się w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Rumunii i krajach bałtyckich. A rozmieszczenie stałej kwatery głównej 5. Korpusu Armii USA w Poznaniu zostało nazwane przez prezydenta tego kraju Andrzeja Dudę jedną z najważniejszych decyzji szczytu i sukcesem polskiej dyplomacji.

Oficjalna Moskwa zareagowała na tę wiadomość z powściągliwością – poza taką reakcją, zamieszczeniem na oficjalnym „Twitterze” „Roskosmosu” zdjęć satelitarnych madryckiego centrum wystawowego, na którym odbywał się szczyt NATO, i jego dokładnych współrzędnych.

„[Wzmocnienie NATO w Europie Wschodniej] doprowadzi do środków kompensacyjnych z naszej strony. Nie będziemy pozostawać w długach, jak mówią. Mamy zdolności i zasoby. Bezpieczeństwo [Rosji] będzie zagwarantowane w stu procentach” wiceminister spraw zagranicznych powiedział agencji informacyjnej TASS rosyjski Siergiej Riabkow.

Jednak obecnie najgorętszym punktem na granicy NATO-Rosja jest kryzys wokół tranzytu kaliningradzkiego. Sytuację tę nazywa się już de facto „wypowiedzeniem wojny” – jednak taka definicja należy do prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki.

Na marginesie szczytu NATO mówią, że istotą konfliktu są rozbieżności dotyczące realizacji sankcji nałożonych na Rosję przez Unię Europejską, czyli sam sojusz wydaje się nie mieć z tą sytuacją nic wspólnego.

„Ale oczywiście będziemy chronić każdego z naszych sojuszników przed jakąkolwiek formą ataku” – powiedział BBC źródło z kwatery głównej NATO (nie jest upoważniony do przedstawiania oficjalnych komentarzy mediom).

Na tym jednak nie skończyły się złe wieści z Madrytu dla Rosji.

plus dwa

Szczyt NATO nie rozpoczął jeszcze formalnie prac, gdy agencje informacyjne nadały pierwszą sensację z Madrytu: Turcja wycofała swoje weto w sprawie przystąpienia Szwecji i Finlandii do sojuszu.

Kilka dni temu Turcja była publicznie oburzona faktem, że kandydaci do członkostwa w NATO są zbyt lojalni wobec przedstawicieli organizacji, które oficjalnie Ankara uważa za terrorystyczne. A jeśli tak, kontynuowali Turcy, nie zgodziliby się na wejście do sojuszu tych dotychczas neutralnych państw.

Rosyjscy prorządowi politolodzy aktywnie wykorzystywali tę sprawę jako przykład narastającej niezgody w NATO, a zwłaszcza głosu Turcji, która ma duży wpływ na sojusz, która nie przystąpiła do międzynarodowych sankcji przeciwko Rosji.

Jednak w Madrycie, Helsinkach, Sztokholmie i Ankarze zawarły jednak porozumienie w sprawie bezpieczeństwa, co zapoczątkowało proces przystąpienia Finlandii i Szwecji do NATO. Wysoki rangą urzędnik amerykańskiej administracji w wywiadzie dla Associated Press zauważył, że Waszyngton odegrał kluczową rolę w organizacji tych negocjacji.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Delegacje Turcji, Szwecji i Finlandii podpisują protokół ustaleń

W efekcie, teraz kwestia formalnego wejścia Finlandii i Szwecji do NATO nabiera charakteru technicznego – niezbędne dokumenty muszą być zatwierdzone przez parlamenty 30 krajów, które są obecnymi członkami sojuszu.

„Przystąpienie Finlandii i Szwecji do Sojuszu sprawi, że będą one bezpieczniejsze, NATO silniejsze, a region euroatlantycki bezpieczniejszy” – powiedział Jens Stoltenberg na konferencji prasowej poświęconej podpisaniu traktatu trójstronnego.

Bardziej szczere oceny tego kroku podzielił na marginesie szczytu Prezydent RP Andrzej Duda. Przypomniał udaną „wojnę z Rosją” Finów ponad 80 lat temu i wyjaśnił: „Dla naszej części Europy jest to fundamentalna decyzja [przystąpienie do NATO] dwóch bardzo potężnych państw o wspaniałej historii jako bardzo poważny zasób wojskowy… oznacza przede wszystkim, że granica wschodniej flanki NATO z Rosją wydłuży się o ponad 1600 km… Jeśli dziś Rosja zdecydowała się zaatakować dowolne państwo na wschodniej flance NATO, reakcja na taki atak stałaby się niezmiernie silniejsza.

Sześć miesięcy temu Kreml zażądał od NATO przywrócenia architektury bezpieczeństwa w Europie do stanu z końca ubiegłego wieku, a zbliżenie Ukrainy z sojuszem nazwano zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego Rosji. Teraz wiadomość o zaproszeniu Finlandii i Szwecji do NATO w Moskwie zareagowała chłodno.

Rosja jest „tak potężną potęgą militarną i polityczną”, powiedział rosyjski senator Andriej Klimow w wywiadzie dla RIA Novosti, że dla niej decyzja Szwecji i Finlandii o przystąpieniu do NATO „nie ma znaczenia w globalnym sensie strategicznym”.

„Prędkość, z jaką [Finlandia i Szwecja] stają się celem, powinna ich niepokoić” – dodał Klimov.

NATO znów jest dobre

Ukraina była niewidzialnym uczestnikiem szczytu w Madrycie. Formalnie szczyt nie podjął żadnych przełomowych decyzji w sprawie Kijowa, ale cień toczącej się wojny kładł się na niemal wszystkich kwestiach omawianych w Madrycie. Przecież gdyby nie inwazja Rosji na Ukrainę na dużą skalę, nowa koncepcja strategiczna NATO najprawdopodobniej wyglądałaby zupełnie inaczej. Sojusz nie dyskutowałby o wysłaniu tysięcy żołnierzy na swoją wschodnią flankę, a Szwecja i Finlandia nawet nie myślałyby o porzuceniu neutralności.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski został zaproszony na szczyt w Madrycie – wziął w nim jednak udział za pośrednictwem łącza wideo.

Stosunek obecnych władz Ukrainy do NATO trudno nazwać jednoznacznym. W rzeczywistości, jako dziedzictwo poprzedniego prezydenta Petra Poroszenki, Zełenski odziedziczył zapisane w konstytucji pragnienie Kijowa wstąpienia do NATO. Ale właśnie w tym punkcie władze ukraińskie były gotowe poświęcić wkrótce po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji.

Ukraińskie propozycje zakończenia działań wojennych, znane również jako Komunikat Stambulski, opracowane pod koniec marca, obejmowały zobowiązanie Kijowa do wyrzeczenia się integracji z NATO w zamian za swego rodzaju „gwarancję bezpieczeństwa” ze strony najpotężniejszych państw świata.

Tuż po opublikowaniu tego komunikatu władze Ukrainy zaczęły aktywnie krytykować NATO w przestrzeni publicznej, mówiąc, że tak naprawdę go nie potrzebujemy. Już wtedy taka polityka napotykała na nieporozumienia ze strony środowiska eksperckiego. Jednak wkrótce – gdy stało się jasne, że realizacja planu określonego w Komunikacie Stambulskim jest nierealna – władze ukraińskie „zmieniły buty” i ponownie zaczęły twierdzić, że NATO jest najsilniejszym sojuszem na świecie, a Ukraina oczywiście , chce do niej dołączyć.

Na szczycie w Madrycie szef ukraińskiej delegacji, wiceszef gabinetu prezydenta Igor Żółkiew powiedział, że „nikt nie usuwa z porządku obrad integracji euroatlantyckiej Ukrainy”. I nie może odpowiadać za poprzednie wypowiedzi oficjalnego Kijowa, ponieważ nie brał udziału w przygotowaniu Komunikatu Stambulskiego.

Tak czy inaczej, w przeddzień szczytu przedstawiciele władz ukraińskich starali się wypracować jak najkorzystniejsze dla Kijowa sformułowanie w nowej edycji koncepcji strategicznej sojuszu. Minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow stwierdził, że Ukraina musi być w tym dokumencie wymieniona, ponadto w granicach uznanych międzynarodowo – czyli z Krymem i całym Donbasem. Bez takiej wzmianki, przekonywał Reznikow, sojusz sam by się osłabiał, gdyż zachęcałby kraj agresora do nowych aktów przemocy.

W rezultacie sformułowanie pożądane przez Reznikova nie pojawiło się w koncepcji. Pojawiła się jednak wzmianka o decyzji szczytu NATO w Bukareszcie w 2008 r. – wtedy sojusz ogłosił, że w nieokreślonej przyszłości Ukraina zostanie jego członkiem.

I choć ku rozczarowaniu ukraińskich obserwatorów w koncepcji strategicznej nie znalazło się wzmianki o tym, że kiedyś Kijów będzie mógł wstąpić do NATO w trybie przyspieszonym, bez realizacji planu działań członkowskich, jak to właśnie stało się z Finlandią i Szwecją. szef ukraińskiej delegacji Żółkiew zaznaczył, że jest ogólnie zadowolony z wyników szczytu w Madrycie.

Przecież oprócz – choć pod wieloma względami formalnie – otwartych drzwi dla Ukrainy, ten szczyt przyniósł Kijowowi jeszcze kilka, choć nie przełomowych, ale całkiem pozytywnych wyników.

Patrząc w stronę Wilna

Przywódcy państw członkowskich NATO zatwierdzili zwiększenie pomocy wojskowej, jakiej sojusz udziela Ukrainie. Specyfika sytuacji polega na tym, że sojusz jako organizacja pomaga Kijowowi wyłącznie sprzętem nieśmiercionośnym – systemami antydronowymi, apteczką czy paliwem – poszczególne państwa będące członkami NATO mają prawo zaopatrywać konkretnej broni na Ukrainę.

Rozmówca BBC z centrali NATO powiedział, że w tej chwili wielkość pomocy udzielonej Ukrainie przez sojusz wynosi 22 mln euro, zatwierdzono pomoc na kolejne 40 mln euro, a projekty o łącznej wartości ponad 300 mln euro są w trakcie koordynacji.

Jednocześnie każdy z krajów NATO może na platformie szczytu rozmawiać o własnym programie pomocy dla Ukrainy. Na przykład prezydent USA Joe Biden zrobił to i ogłosił nowy pakiet pomocy wojskowej dla Kijowa o wartości 800 milionów dolarów. Oczekuje się, że będą to systemy ciężkiej artylerii, radary kontrbateryjne oraz – o co Władimir Zełenski regularnie pyta swoich zachodnich kolegów – nowoczesne systemy obrony powietrznej.

Ponadto NATO omawia plan całkowitego przejścia Ukrainy na uzbrojenie według standardów NATO – nazywa się to nieuniknionym ze względu na fizyczne zużycie broni w stylu sowieckim i rosnące ilości dostaw broni z krajów sojuszu . Źródło BBC zasugerowało, że ta transformacja może zostać zasadniczo zakończona w ciągu najbliższych pięciu do sześciu lat.

Jednak źródło BBC zauważa, że Ukraina już teraz może uznać ten szczyt za historyczny dla siebie, biorąc pod uwagę jednogłośne poparcie, jakie otrzymała w Madrycie.

Jakby na potwierdzenie tej tezy, sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg obiecał, że sojusz będzie wspierał Kijów tak długo, jak będzie to konieczne do wygrania przez Ukrainę wojny z Rosją.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Prezydent Litwy Gitanas Nauseda przygotowuje się do organizacji szczytu NATO w przyszłym roku

Jak długo mówimy? Według Joe Bidena wojna może zakończyć się nawet jutro „jeśli Rosja zmieni swoje irracjonalne zachowanie”, ale na razie – potwierdził słowa Stoltenberga – USA i NATO poprą Ukrainę. A premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson powiedział, że podczas niespodziewanej wizyty w Kijowie Władimir Zełenski przedstawił mu realistyczny plan zmiany przebiegu wojny, który władze ukraińskie mogłyby zrealizować w najbliższych miesiącach.

Ale przede wszystkim na uboczu cytowali zdanie wygłoszone przez Władimira Zełenskiego za pośrednictwem łącza wideo z Kijowa. Obiecał przemawiać na szczycie NATO, który ma się odbyć w przyszłym roku w Wilnie, osobiście, a nie na dużym ekranie.

„[Moje osobiste przemówienie do was na następnym szczycie] będzie dowodem naszego wspólnego zwycięstwa. Ale w przyszłym roku sytuacja może być gorsza – prawdziwa porażka sojuszu – jeśli nie tylko Ukraina, ale także kilka innych państw, całkiem możliwe członków sojuszu” – powiedział.

Uczestnicy szczytu opuszczają Madryt, pewni, że podjęte przez nich decyzje uczyniły świat – a przynajmniej jego część pod ochroną NATO – bezpieczniejszym miejscem. Ale pewnie dopiero w Wilnie będzie można sprawdzić realizm tej tezy.