Protesty w Armenii: „zdrada” Paszyniana lub zemsta na byłym rządzie

Protesty w Armenii: „zdrada” Paszyniana lub zemsta na byłym rządzie

03.06.2022 0 przez admin
  • Nina Achmeteli
  • BBC

Aplikacja BBC News Russian Service jest dostępna na iOS i Androida . Możesz także zasubskrybować nasz kanał Telegram .

prawa autorskie do zdjęćKaren MINASYAN / AFP

podpis pod zdjęciem,

Protesty antyrządowe w Armenii trwają od ponad miesiąca

W piątek w centrum Erewania odbył się kolejny wiec opozycji, w wyniku którego doszło do starcia z policją. Kilkadziesiąt osób zostało rannych.

Głównym żądaniem protestujących jest rezygnacja premiera Nikola Paszyniana.

47-letni przywódca „aksamitnej rewolucji” w Armenii, który cztery lata temu doszedł do władzy na fali wielodniowych demonstracji ulicznych, teraz sam jest – nie po raz pierwszy – obiektem antyrządowych protestów.

Podczas piątkowego protestu doszło do starć między demonstrantami a organami ścigania, w których rannych zostało kilkadziesiąt osób.

Lokalne media doniosły o użyciu granatów błyskowych i pałek przez organy ścigania przeciwko demonstrantom.

Według wiceprzewodniczącego Zgromadzenia Narodowego, posła opozycji Ishchana Saghatelyana, do starć doszło po tym, jak policja zablokowała drogę protestującym, którzy chcieli udać się do budynku Zgromadzenia Narodowego.

„Funkcjonariusze policji używali specjalnego sprzętu, zachowywali się nieokiełznanie, bili ich , stosowali przemoc.

Tymczasem policja ormiańska twierdzi , że protestujący nie zastosowali się do ich żądań prawnych, rzucając w policję butelkami, kamieniami i metalowymi przedmiotami.

W sumie, według wydziału, rannych zostało 50 osób, w tym 34 policjantów.

Ministerstwo Zdrowia Armenii informuje, że jedna z ofiar jest w ciężkim stanie, potrzebowała operacji.

Karabach jako temat polityki wewnętrznej

Na wiecach i marszach, które nie ustały w Armenii od ponad miesiąca, Paszynian nazywany jest kapitulatorem i zdrajcą i jest oskarżany o zamiar „poddania” Górnego Karabachu Azerbejdżanowi.

Powodem kolejnej fali oskarżeń pod adresem władz i serii protestów ulicznych było wystąpienie Paszyniana w Zgromadzeniu Narodowym – parlamencie kraju – i jego słowa, że społeczność międzynarodowa wzywa Armenię do obniżenia poprzeczki żądań dotyczących statusu Górnego – Karabachu, a przy określaniu tego statusu wywodzić się z faktu, że jest to terytorium uznawane na arenie międzynarodowej jako część Azerbejdżanu.

prawa autorskie do zdjęćReuters

podpis pod zdjęciem,

Podczas potyczki na proteście rannych zostało 50 osób. Większość ofiar, według MSW, to policjanci.

Później tłumaczył , że w parlamencie nie powiedział nic nowego: takie apele społeczności międzynarodowej od lat 90. są zawarte w różnych dokumentach międzynarodowych.

Jednak w opozycji słowa premiera uznano za odpowiedni powód, by ponownie oskarżyć go o gotowość do ustępstw wobec Azerbejdżanu ze szkodą dla interesów państwa i wezwać ludność do protestów i dążenia do zmiany władzy w Armenii.

„Czerwone linie”

3 czerwca został nazwany przez liderów opozycji „przełomem” i dniem, który byłby „początkiem końca” obecnego rządu.

W tym dniu dwie opozycyjne frakcje parlamentarne zażądały zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Zgromadzenia Narodowego i przyjęcia przez parlament ich propozycji oświadczenia. Oświadczenie zawierało m.in. klauzulę o niedopuszczalności statusu Górnego Karabachu w Azerbejdżanie dla Armenii.

Opozycja nie zorganizowała posiedzenia parlamentu. Powodem był brak kworum, gdyż deputowani rządzącej frakcji „Umowa Obywatelska” odmówili udziału w spotkaniu. Oskarżyli opozycję o szantaż polityczny i spekulacje na bolesny dla społeczeństwa temat.

prawa autorskie do zdjęćKAREN MINASYAN

podpis pod zdjęciem,

Nikol Pashinyan doszedł do władzy w wyniku „aksamitnej rewolucji” w Armenii w 2018 roku

Wiceprzewodniczący Zgromadzenia Narodowego, poseł opozycji Ishkhan Saghatelyan nazwał ten krok odmową ustanowienia „czerwonych linii” w najważniejszych kwestiach dotyczących interesów państwowo-narodowych.

„To jest walka nerwów. Teraz po prostu musimy być silni i kontynuować proces znoszenia tej władzy” – napisał Saghatelyan w przeddzień nadzwyczajnego spotkania zaplanowanego przez opozycję, które nie odbyło się w parlamencie.

Zwycięstwa i porażki Paszyniana

Nie pierwszy raz temat Górskiego Karabachu stał się motywem przewodnim protestów antyrządowych i przyczyną wewnętrznego kryzysu politycznego w Armenii.

Jesienią 2020 roku w wyniku 44-dniowej wojny Azerbejdżan odzyskał kontrolę nad większością ziem wokół Górnego Karabachu, które od 1994 roku znajdowały się pod kontrolą sił ormiańskich.

Następnie, za pośrednictwem Rosji, osiągnięto porozumienie między Armenią a Azerbejdżanem w sprawie zaprzestania działań wojennych. Dwa tysiące rosyjskich sił pokojowych zostało wysłanych do regionu, aby przez pięć lat obserwować zawieszenie broni z możliwością przedłużenia tego okresu.

Klęska wojenna doprowadziła do kryzysu politycznego i wielu dni antyrządowych wieców w Armenii. Jednak w czerwcowych przedterminowych wyborach parlamentarnych partia Paszyniana zdobyła ponad 50% głosów. Został ponownie wybrany na stanowisko premiera Armenii.

Zemsta byłego rządu?

Jednym z powodów sukcesu Paszyniana i jego partii w wyborach, mimo przegranej wojny, analitycy uważają, że znaczna część społeczeństwa ormiańskiego nie chce powrotu poprzedniego rządu, którego przedstawiciele są teraz w opozycji.

Blok byłego prezydenta Armenii Roberta Koczariana „Armenia” zajął drugie miejsce w wyborach w 2021 r., otrzymując prawie 22% głosów, podczas gdy blok innego byłego prezydenta Serża Sarkisjana „Mam zaszczyt” zdobył 5,23% głosów. .

Obawy o powrót poprzedniego rządu, zdaniem ormiańskich politologów, wpływają również na liczbę obecnych wieców. Wiele osób w Armenii może podzielać oburzenie z powodu zapowiedzi Paszyniana o „obniżeniu poprzeczki” w Górskim Karabachu, ale nie przyłączają się do protestów z powodu udziału byłych prezydentów Koczariana i Sarkisjana oraz ich współpracowników.

„Wiele osób w Armenii pod jakimś sosem sprzeciwia się Górskiemu Karabachowi jako części Azerbejdżanu, ale nie chcą uczestniczyć w protestach, w których uczestniczą drugi i trzeci prezydent i występują jako przywódcy, ponieważ dość duża część populacji Armenia kontynuuje je, delikatnie mówiąc, dlatego nie można powiedzieć, że opcja rozwiązania konfliktu, gdy Górski Karabach stanie się częścią Azerbejdżanu, jest nie do zaakceptowania tylko dla 10-15 tys. protestujących teraz ludzi – mówi Beniamin Poghosyan. , kierownik Centrum Politycznych i Ekonomicznych Studiów Strategicznych w Erewaniu.

prawa autorskie do zdjęćCelestino Arce/NurPhoto

podpis pod zdjęciem,

Po 44-dniowej wojnie rosyjscy żołnierze sił pokojowych zostali wysłani do Karabachu

Obecne protesty gromadzą kilka tysięcy osób i nie przybierają na sile – mówi Mikayel Zolyan, analityk i były zastępca frakcji Nikola Paszyniana.

„Te protesty są interesujące, ponieważ biorą w nich udział bardzo bogaci ludzie. Od czasu do czasu zauważa się tam syna Koczariana, bratanka Serża Sarkisjana i innych zamożnych ludzi. Samochody protestujących są bardzo drogie, zwłaszcza jak na kraj taki jak Armenia. To odstrasza szersze kręgi masowych ludzi” – mówi.

„Ale oczywiście oprócz zwolenników byłego rządu są na protestach ludzie, którzy są zaniepokojeni tym, co dzieje się w Karabachu, którzy uważają, że Paszynian idzie na zbyt duże ustępstwa lub uważają go za zdrajcę” dodaje.

Wzrost liczby protestujących, zdaniem Zolyana, utrudnia brak konkretnego planu ze strony organizatorów. Opozycja, krytykując władze, nie proponuje konkretnego planu wyjścia z sytuacji w sprawie Górskiego Karabachu.

„Ich ostra retoryka na temat Karabachu nie odpowiada rzeczywistej sytuacji, dlatego nie jest jasne, jakie realne działania powinni podjąć. Będą musieli zrobić wszystko, co teraz robi Paszynian” – mówi analityk.

Według niego władze mogą nie mieć zasadniczej niezgody z punktami wypowiedzi proponowanej przez opozycję, ale podpisanie takiego dokumentu mogłoby stać się powodem, dla którego Baku zarzuciłby ormiańskiej stronie Erewania sabotowanie negocjacji i eskalację sytuacji w Górskim Karabachu i na granicy, mówi analityk.

Według niego, dzisiaj Paszynian szuka jakiegoś dialogu z Azerbejdżanem, aby uniknąć ryzyka nowej wojny i starć.

„Będzie dążył do zapewnienia wyższego statusu Karabachu i oczywiście jego niepodległość pozostaje celem dla strony ormiańskiej. Ale tutaj pytanie brzmi, na ile to jest realistyczne i jak Azerbejdżan jest gotowy dziś o tym mówić. Armenia stara się teraz nie podnosić tej kwestii bardzo mocno, bo w tym przypadku Azerbejdżan może generalnie powiedzieć, że nie ma o czym rozmawiać – mówi.

image copyrightAgencja Anadolu

podpis pod zdjęciem,

22 maja w Brukseli odbyło się kolejne spotkanie trójstronne

Zachód i Rosja

Protesty antyrządowe w Armenii toczą się na tle rozmów Armenii z Azerbejdżanem, w które coraz bardziej angażuje się Unia Europejska.

Baku z zadowoleniem przyjmuje bardziej aktywną rolę UE. Ilham Alijew stwierdził , że uważa Unię Europejską za sprawiedliwego mediatora w procesie normalizacji stosunków z Armenią.

W Armenii stosunek do mediacji europejskiej nie jest tak jednoznaczny. Niektórzy obawiają się spotkań w Brukseli. Politolog Stepan Danielyan mówi, że dziś istnieje pewna rywalizacja między Zachodem a Rosją i powinni dowiedzieć się, kto jest głównym moderatorem w negocjacjach Armenii z Azerbejdżanem.

„W zasadzie mają inny program i w pewnym sensie wszystko to może być związane z tym, co dzieje się na Ukrainie. Myślę, że dla Zachodu bardzo ważne jest, aby Armenia uznała Karabach za część Azerbejdżanu, a potem wojska rosyjskie będą miały nic do zrobienia w Karabachu i de facto w Armenii i na Kaukazie Południowym.Dla Rosji ważne jest zachowanie pretekstu do obecności swoich wojsk tutaj i kontrolowanie sytuacji.Tu na pierwszy plan wysuwają się kwestie komunikacyjne – zachód-wschód i północ-południe” – mówi politolog.

Uważa, że dziś premier Armenii stara się zyskać na czasie i czekać na ewentualne porozumienia między Zachodem a Rosją w sprawie Ukrainy.

„Myślę, że jeśli będą jakieś umowy między Zachodem a Rosją w związku z Ukrainą, to będą jakieś umowy dotyczące innych regionów. Myślę, że dla Paszyniana bardzo ważne jest, aby kupić czas” – mówi.

Jednak niektórzy analitycy ormiańscy uważają, że bardziej aktywna rola UE jest raczej pozytywna dla Armenii, zapewniając jej kolejną platformę negocjacyjną.

„Dla Armenii priorytetem jest próba nawiązania dialogu z Azerbejdżanem i Turcją. Nie jest konieczne, aby prowadziło to do jakiegoś ostatecznego rozwiązania konfliktu, bo po pierwsze jest to niemożliwe, a po drugie układ sił jest tak, że najprawdopodobniej nie będzie to bardzo korzystne dla Armenii, ale dla Armenii ważny jest pewien postęp w tym kierunku, aby sytuacja nie pogrążyła się ponownie w wojnie, eskalacji i incydentach zbrojnych. aktorzy zainteresowani tym regionem, tym lepiej” – mówi Zolyan.

Nowa rewolucja?

Liderzy opozycji twierdzą, że protesty w Armenii będą trwały, dopóki nie wypędzą Nikola Paszyniana. Jednak według ormiańskich analityków nie ma jeszcze przeczucia kolejnej rewolucji lub zmiany władzy w Armenii.

„Protesty nie ustępują, ale liczba protestujących nie wzrasta. Oznacza to, że utworzył się kręgosłup. Są to ludzie zmotywowani politycznie i ci, którzy nie chcą, aby Górny Karabach stał się częścią Azerbejdżanu. Ten kręgosłup może kontynuować protesty przez bardzo długi czas, te 10 czy 15 tysięcy osób wystarczy, by zdenerwować władze i stworzyć wrażenie, że republika jest niespokojna politycznie, ale to nie wystarczy, by zmusić premiera do dymisji – mówi Poghosyan.

prawa autorskie do zdjęćKAREN MINASYAN/AFP

podpis pod zdjęciem,

Analitycy wątpią, czy obecne protesty doprowadzą do zmiany władzy w Armenii”

Pomimo prorosyjskiej retoryki niektórych liderów opozycji, analitycy twierdzą, że jak dotąd nic nie wskazuje na to, by Moskwa ingerowała lub wspierała ormiański ruch protestacyjny. Najwyraźniej Paszynian i jego rząd są całkiem zadowoleni z dzisiejszych władz rosyjskich.

„Pashinyan jest teraz najwygodniejszą i najwygodniejszą postacią dla Rosji. W rzeczywistości robi wszystko, co mówi Rosja”, uważa Stepan Danielyan.

Moskwa stwierdziła wcześniej, że Rosja nie ingeruje w protesty w Armenii.

„To jest wewnętrzna sprawa Armenii – wszystko, co się tam dzieje i wszystko, co wymyśli najwyższe kierownictwo Armenii. Wiemy o tym i nie ingerujemy w te procesy” – powiedział wiceszef rosyjskiego MSZ Andriej Rudenko. komentując protesty w Armenii.