Prezydenci USA mają plany dotyczące wojny nuklearnej i innych katastrof. Ściśle tajne, ale coś wyszło

Prezydenci USA mają plany dotyczące wojny nuklearnej i innych katastrof. Ściśle tajne, ale coś wyszło

29.05.2022 0 przez admin

Aplikacja BBC News Russian Service jest dostępna na iOS i Androida . Możesz także zasubskrybować nasz kanał Telegram .

1957 amerykański test nuklearny

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

Administracje prezydenckie w Stanach Zjednoczonych od dziesięcioleci przygotowują i rewidują plany wojny nuklearnej i innych katastrof na dużą skalę. Te plany są tak tajne, że nawet Kongresowi nic o nich nie mówi się, ale niektóre z nich zostały niedawno ujawnione.

Plany zawierają interpretacje przepisów mające na celu przypisanie prezydentowi pewnego rodzaju uprawnień nadzwyczajnych, pisze New York Times , który jako pierwszy je przeczytał.

O tym, co zawierają dyrektywy prezydenckie opracowywane od lat 50. XX wieku, Kongres USA prawie nic nie wie – iw rezultacie nie może ich kontrolować. Do tej pory publiczne informacje na ten temat ograniczały się do odtajnionych dokumentów z początku zimnej wojny.

W tamtych czasach planowano takie środki, jak wprowadzenie stanu wojennego, przetrzymywanie nierzetelnych ludzi i cenzurowanie wiadomości z zagranicy.

Nie jest jednak jasne, co dokładnie zawierają nowoczesne dyrektywy – tzw. prezydenckie dokumenty dotyczące działań nadzwyczajnych. W ostatnich dziesięcioleciach, bez względu na to, która partia była u władzy, żadna z nich nie została upubliczniona ani przedstawiona Kongresowi.

Jednak ostatnio opublikowane dokumenty dotyczące działalności administracji George’a W. Busha od ataków z 11 września 2001 r. zawierają kilka wskazówek.

Kilka akt dostarczonych do New York Times przez Brennan Justice Center pokazuje, że administracja Busha próbowała interpretować prawodawstwo dotyczące uprawnień prezydenckich w czasie wojny, aby umożliwić prezydentowi kontrolowanie lub zamykanie sieci komunikacyjnych w czasie wojny. Można przypuszczać, że takie zainteresowanie było podyktowane gwałtownym rozwojem Internetu w latach 90. XX wieku.

W innym dokumencie z 2008 r. wspomniano, że prawnicy Departamentu Sprawiedliwości analizują projekt zarządzenia prezydenckiego w świetle niedawnego orzeczenia Sądu Najwyższego. W notatce tej nie wspomniano o konkretnej sprawie, ale w tym czasie Sąd Najwyższy wydał właśnie przełomowe decyzje w sprawach, które wyraźnie były interesujące dla rządu w sytuacji nadzwyczajnej: jedno dotyczące praw do posiadania broni w Stanach Zjednoczonych, a drugie dotyczące praw Guantanamo zatrzymanych na rozprawy sądowe.

„Dokumenty te nie pozostawiają wątpliwości, że dokumenty dotyczące akcji nadzwyczajnych po 11 września mają bezpośrednie i znaczące implikacje dla amerykańskich swobód obywatelskich” – powiedziała NYT Elizabeth Goytein z Brennan Justice Center na New York University, co jest niedopuszczalne.

Ogólnie rzecz biorąc, niewiele wiadomo opinii publicznej o tym, jak plany awaryjne ewoluowały w ciągu ich historii. Goytein uważa, że dyrektywy obejmują teraz inne scenariusze poza niszczycielskim atakiem nuklearnym. Z dokumentów wynika, że późniejsze wersje zostały rozbudowane – są teraz podzielone na siedem różnych kategorii, jednak ich treść pozostaje utajniona.

Niedawno opublikowane dokumenty pokazują, że do czasu dojścia administracji Busha do władzy przygotowano 48 dyrektyw; do 2008 r. liczba ta wzrosła do 56. W dokumentach nie było wzmianki o jakichkolwiek konsultacjach z Kongresem.

Dyrektywy zostały opracowane i zrewidowane przez biuro wiceprezydenta Dicka Cheneya. Według kilku urzędników administracji Busha wymienionych w dokumentach było to swego rodzaju biurokratyczne „wiosenne porządki”, które po wydarzeniach z 11 września wydawały się całkiem rozsądne: rząd ponownie skupił się na bezpieczeństwie wewnętrznym.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Od 11 września dyrektywy prezydenckie zostały zrewidowane – i prawdopodobnie rozszerzone

Centrum Sprawiedliwości w Brennan, które zgromadziło materiały dotyczące reakcji prezydenta na sytuacje kryzysowe, uzyskało około 500 stron dokumentów z Biblioteki Prezydenckiej Busha na podstawie ustawy o wolności informacji. Odmówiono mu dostępu do około 6000 stron więcej, ponieważ zawierały tajemnice państwowe.

Centrum zebrało informacje po tym, jak Izba Reprezentantów uchwaliła w grudniu zeszłego roku ustawę, która nałożyłaby znaczne ograniczenia na władzę wykonawczą post-Trumpa. Zawiera postanowienie wymagające ujawnienia Kongresowi dokumentów dotyczących akcji ratunkowych. Jednak ustawa, nazwana „Ustawą o obronie naszej demokracji”, nie ma uchwalić Senatu, ale zostanie zablokowana przez Republikanów.

Zwolennicy nowych limitów nadzwyczajnych uprawnień prezydenckich, przy pewnym poparciu obu partii, dyskutują o dodaniu ich do rocznego rachunku wydatków na obronę. Ten rachunek zwykle przechodzi bez trudności przez obie izby.

Nie jest jeszcze jasne, czy zapis dotyczący prezydenckich dyrektyw nadzwyczajnych znajdzie się w którymkolwiek z projektów ustaw. Jednak demokratyczny senator z Massachusetts Edward Markey, który w 2020 roku sporządził ten przepis jako samodzielną ustawę, uważa, że Kongres ma możliwość uczestniczenia w planowaniu sytuacji kryzysowych.

„Naszym obowiązkiem jako ustawodawców jest żądanie, aby władza wykonawcza przekazała nam dokumenty, aby Kongres, jako przedstawiciel narodu amerykańskiego, mógł ocenić konstytucyjność każdej próby przyszłego prezydenta wykorzystania stanu wyjątkowego w celu uzyskania uprawnień nadzwyczajnych, – powiedział w oświadczeniu opublikowanym w New York Times.

Markey zaproponował swoją ustawę po tym, jak prezydent Donald Trump stwierdził na początku pandemii Covid-19, że ma „absolutną” władzę (to twierdzenie, podobnie jak wiele innych, które powiedział, jest fałszywe – władza prezydenta Stanów Zjednoczonych jest ograniczona w wielu dziedzinach).

Znacznie więcej wiadomo o prezydenckich uprawnieniach nadzwyczajnych w latach 50. i 60. – niektóre z nich są wymienione w notatkach, które od tego czasu zostały odtajnione. W szczególności obejmowały dyrektywy dotyczące wprowadzenia różnych opcji stanu wojennego, cenzury informacji z zagranicy oraz zawieszenia rozpraw sądowych wobec zatrzymanych (co pozwalało na ich odbycie bezterminowo).

Inna nadzwyczajna dyrektywa z lat 50. nawoływała do tworzenia stref wojskowych zamkniętych dla pewnych kategorii osób – podobnie Japończykom i Amerykanom pochodzenia japońskiego podczas II wojny światowej zabroniono wjazdu na rozległy region wzdłuż wybrzeża Pacyfiku Stanów Zjednoczonych, co doprowadziło do ich internowania. Jak wynika z notatki odtajnionej w 2019 r., już w 1967 r. Departament Sprawiedliwości zalecił złomowanie planu.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Japońscy Amerykanie przesiadają się z pociągu do autobusu w Lone Pine w Kalifornii. 1942

„Szeroka krytyka japońskiego programu przesiedleń jest dobrze znana i uzasadniona” – napisano w memorandum z 1967 r. „Istnieją poważne obawy co do tego, czy jakikolwiek taki program powinien być autoryzowany, który pozwalałby na wydalenie lub zatrzymanie obywateli amerykańskich wyłącznie ze względu na ich rasę. , religię lub pochodzenie narodowe”.

Inne dokumenty z tamtych lat wzywały do wydania deklaracji o istnieniu stanu wojny, zarządzenia przeniesienia obrad Kongresu w bezpieczne miejsce oraz stworzenia agencji uprawnionej do sprawowania pełnej kontroli nad gospodarką. Taka agencja, odpowiedzialna przed prezydentem, miała m.in. uprawnienia do rekwizycji własności prywatnej i dystrybucji materiałów, narzucania kontroli płac, cen i czynszów, racjonowania dystrybucji towarów, rozwiązywania sporów pracowniczych.

Przez kilka lat pod przewodnictwem Baracka Obamy Departament Sprawiedliwości wspominał w dokumentach budżetowych przedłożonych Kongresowi, że w 2012 r. rozpoczął przegląd legalności 56 prezydenckich dokumentów dotyczących działań nadzwyczajnych. W 2017 roku Departament Sprawiedliwości Trumpa również wspomniał o tym we wniosku budżetowym, po czym nie pojawiał się już w dokumentach finansowych.