„Tak się sprawy potoczyły”. Droga rosyjskiego wojska Vadima Shishimarina – od granicy Ukrainy do dożywocia

„Tak się sprawy potoczyły”. Droga rosyjskiego wojska Vadima Shishimarina – od granicy Ukrainy do dożywocia

28.05.2022 0 przez admin
  • Światosław Chomenko, Nina Nazarowa
  • BBC

Aplikacja BBC News Russian Service jest dostępna na iOS i Androida . Możesz także zasubskrybować nasz kanał Telegram .

prawa autorskie do zdjęćSERGEI SUPINSKY/AFP

Sierżant armii rosyjskiej Vadim Shishimarin brał udział w walkach na Ukrainie przez pięć dni, po czym został pierwszym w historii konfliktu oskarżonym o zbrodnię wojenną, a następnie skazanym przez sąd w Kijowie na dożywocie za zabójstwo 62- letni kierowca ciągnika Alexander Shelipov. Towarzyski ogień, starszy porucznik w bagażniku, tragedia wdowy, nocleg na farmie świń – BBC opowiada o nieszczęściach Shishimarin podczas pierwszych pięciu dni rosyjskiej inwazji.

„Nieudany serwisant”

„Shishimarin można nazwać przegranym żołnierzem” – mówi prokurator ukraińskiej Prokuratury Generalnej Andriej Siniuk – „On naprawdę nie miał czasu na walkę”.

Po południu 26 lutego duża kolumna wojsk rosyjskich ustawiła się w kształcie litery „L” w pobliżu lasu w pobliżu wsi Kamyshi w regionie Sumy na Ukrainie.

Trzy dni wcześniej żołnierze stacjonujący w obwodzie białorodskim otrzymali rozkaz zebrania się. Zabrali od wojska pieniądze i telefony i dali im racje żywnościowe na trzy dni. Konwój przekroczył granicę Ukrainy około dziewiątej rano 24 lutego. Przez dwa dni staliśmy na środku drogi, żeby się przegrupować i zatankować sprzęt – a teraz znowu się zatrzymaliśmy.

Saperzy umieścili na obwodzie lekkoszumowe rozstępy i ostrzegli żołnierzy, że nie trzeba oddalać się dalej niż 30-35 metrów od obozu.

Niemniej jednak w nocy 28 lutego jeden z rosyjskich wojskowych – „najprawdopodobniej służba wojskowa”, schwytany szeregowiec Iwan Maltisow, przesłuchiwany podczas procesu, powiedział później – „wdeptał chip”. Koledzy, nie rozumiejąc, oddali w tym kierunku serię z karabinów maszynowych.

W rezultacie, mimo że w pierwszych pięciu dniach wojny jednostka stała dłużej niż w ruchu, teraz miała czterech rannych, w tym dowódcę plutonu.

Incydent został zgłoszony dowódcy pułku, kazał odwieźć rannych do Rosji do szpitala – w linii prostej do granicy było sto kilometrów. Utworzono kolumnę. 28 dnia rano łańcuch pięciu pojazdów – bojowy wóz piechoty, kamaz z rannymi, dwie ciężarówki z paliwem i jeden bojowy wóz piechoty – ruszył z powrotem w kierunku Rosji. Jedną z eskorty był 21-letni sierżant Vadim Shishimarin.

Podpis wideo,

Przypadek żołnierza. Jak zakończyła się wojna na Ukrainie dla Vadima Shishimarina

Shishimarin jest szczupła, niska, o niemal dziecięcej twarzy i przerażonych oczach. „Nie sprawia wrażenia zawodowego żołnierza, nie mówiąc już o elitarnej dywizji czołgów” – powiedział prasie jego prawnik Wiktor Owsiannikow.

prawa autorskie do zdjęćSERGEI SUPINSKY/AFP przez Getty Images

Shishimarin urodził się w mieście Ust-Ilimsk w obwodzie irkuckim. Najstarszy z pięciorga dzieci – ma dwóch braci i dwie siostry, najmłodszy ma cztery lata. Jego własny ojciec, Jewgienij Shishimarin, nie wychował syna. Mój ojczym został przypadkowo zastrzelony dwa lata temu – powiedziała matka Shishimarin w rozmowie z Meduzą (publikacja jest wpisana przez rosyjskie władze do rejestru agentów-zagranicznych mediów).

Shishimarin ukończył dziewięć klas szkoły, następnie szkołę zawodową i latem 2019 r. wyjechał do wojska. Oboje rodzice nie mogli wymienić dziennikarzy żadnego hobby ich syna. „Cały czas jest w wojsku, jakie są twoje hobby?” – odpowiedziała matka korespondentowi Meduzy. „On to lubił? Żył” – powiedział ojciec w rozmowie z BBC.

– Jest pracowitym pracownikiem. Pracował, mówi Evgeny Shishimarin dla BBC.

– Gdzie pracowałeś?

– Nie wiem. Gdzieś pracował.

Wiosną 2020 roku Vadim Shishimarin podpisał kontrakt na służbę wojskową. Na początku inwazji na Ukrainę doszedł do stopnia sierżanta i został dowódcą sekcji 4. Dywizji Pancernej Kantemirowskiej. Ze względu na to, że stacjonuje pod Moskwą, dywizja ta często pojawiała się w wiadomościach – to jej czołgi przejeżdżały ulicami Moskwy w sierpniu 1991 i październiku 1993 roku.

Główną motywacją do zostania „pracownikiem kontraktowym”, powiedział Shishimarin w sądzie w Kijowie, była chęć pomocy matce oraz młodszym braciom i siostrom: wojsko go karmiło, nie trzeba było się martwić o mieszkanie, pensja wynosiła około 40 tysiąc rubli (550 dolarów po ówczesnym kursie wymiany).

W tym samym czasie kanał telewizyjny Current Time (wpisany przez rosyjskie władze do rejestru agentów medialnych-zagranicznych) odkrył, że na stronie internetowej federalnej służby komorniczej Shishimarin jest zadłużony – ponad 200 tysięcy rubli.

Matka żołnierza twierdziła, że o wojnie dowiedziała się dopiero, gdy jej syn został schwytany: „W ogóle nie miałam pojęcia, że jest wojna, że coś się dzieje na Ukrainie… Nie łapię się w Internecie, ja nie oglądaj wiadomości. Nie interesują mnie, bo pokazują różne bzdury, nie chcę brać tego sobie do serca.”

„Nie sądzę, żeby ci goście poszli tam z chęcią zabijania, strzelania, posiadania czegoś, nie potrzebują tego dla nikogo” – argumentował ojciec Shishimarin. „Kiedyś strzelał do drewnianych celów, a to jest mężczyzna.”

Pasażerowie szarego Volkswagena

Kolumna z rannymi nie poszła daleko – po 20-25 kilometrach, ledwo omijając wieś Czupachiwka, przed dotarciem do wsi Grinchenkovo, została ostrzelana przez żołnierzy 93. brygady Sił Zbrojnych Ukrainy. Pierwszy pocisk z ppk trafił w idący przed siebie BMP. Drugi – w KamAZ z rannymi.

Ślady tej bitwy wciąż można znaleźć na tej wiejskiej drodze. Nawet po trzech miesiącach z zardzewiałej ramy BMP wydobywa się przyprawiający o mdłości zapach. Pod nim leży zwęglony hełm i zaschnięte na wpół zbutwiałe kawałki czegoś, w czym nie chce się odgadnąć fragmentów ludzkiego ciała.

W dawnym korpusie KamAZa widać wypalone metalowe kubki i takie same spalone aluminiowe pudełka z ledwo widocznymi napisami „Kiełbaski wołowe”, „Kasza wieprzowa z kaszą gryczaną”.

W rowie leży podarta kamizelka kuloodporna. Na poboczu drogi nie widać od razu krzyża zakopanego w ziemi z dwóch zardzewiałych podkładów. Przejeżdżający na motocyklu miejscowy mieszkaniec potwierdza przypuszczenia: tu rosyjscy żołnierze zostawiali swoich zmarłych, a wieśniacy zakopywali ich ciała – trudno powiedzieć, czy było ich dziewięciu, czy dziesięciu – właśnie tam, między drogą a polem.

Po zderzeniu ci, którym udało się przeżyć, wyskoczyło z samochodów piętnaście osób. Kilku rannych zostało pospiesznie załadowanych do BMP, który pozostał w ruchu. Natychmiast zawrócił i rzucił się w stronę Kamyshi, gdzie znajdowały się główne siły. Reszta poszła za nim pieszo.

podpis pod zdjęciem,

Krzyż z zardzewiałych podkładów na poboczu

Po około kilometrze żołnierze na piechotę zauważyli szarego volkswagena, który jechał w ich kierunku. Ci z przodu otworzyli ogień. Kierowca przestraszył się i ukrył się w rowie. Swoim ogniem wojsko przebiło przednie koło samochodu, ale sądząc, że nawet w ten sposób szybciej byłoby dostać się do siebie niż pieszo, wsiadło do niego pięciu rosyjskich żołnierzy.

Okazało się, że prowadził chorąży Makiejew, obok niego nieznany reszcie wojskowy w kamuflażu bez insygniów – zaledwie kilka godzin później, po jego śmierci, w jego kieszeniach znalazły się karty bankowe na nazwisko Iwana Kufakowa.

Shishimarin w sądzie nazwał tę osobę wyłącznie „nieznaną”. Śledztwo nie ustaliło ani jego rangi, ani rodzaju wojsk.

Shishimarin siedział na tylnym siedzeniu za kierowcą. Obok niego Iwan Maltisow, 20-letni szeregowiec ze wsi Parapino w Mordowii. Do 24 lutego służył w wojsku zaledwie trzy miesiące, podczas gdy udało mu się podpisać kontrakt.

podpis pod zdjęciem,

Szkielet spalonego rosyjskiego sprzętu wojskowego

Najwyższym stopniem w samochodzie był starszy porucznik Kalinin, nie mieścił się w kabinie i jechał w otwartym bagażniku.

Kilka minut później do wsi Chupahovka wjechał samochód pukający z powodu przebitej opony.

„Burki, spodnie, marynarka i czapka-kogucik”

Centralna ulica Chupakhovka to idealnie gładki asfalt, który został ułożony w zeszłym roku. „Przejechały nad nim setki czołgów i przynajmniej coś miał” – mówi od niechcenia korespondentowi BBC Katerina Shelipova.

Wraz z mężem Aleksandrem mieszkała w solidnym domu z białej cegły przy głównej ulicy wsi. Czerwony metalowy płot, niebieska brama, w pobliżu niska ławka. Tulipany na podwórku.

Katerina pochodzi z regionu homelskiego: lekko przepraszającym tonem wyjaśnia swój białoruski akcent, co jest nietypowe dla tych miejsc. Aleksandra poznałem na początku lat 80. na weselu wspólnych przyjaciół. Wkrótce Szelipow wstąpił do wojska, służył na Krymie w oddziałach granicznych, wrócił, a następnie, w 1982 r., pobrali się. Urodziło się dwoje dzieci: syn i córka, ale dziewczynka zmarła na raka w wieku ośmiu lat.

Katerina przez 30 lat pracowała jako niania w przedszkolu. Shelipov był kierowcą ciągnika pierwszej klasy: „Mógł pracować na dowolnym sprzęcie – na spychaczu, dźwigu, kombajnie”.

„Był bardzo miły. Jego sąsiedzi bardzo go kochali. Był bezproblemowy: ktokolwiek dzwonił, rzuciłby pracę i -” Poszedłem. W ogóle byłem chory. Nie piłem żadnych pigułek w moim życiu. Kiedyś bolał mnie ząb – mówię, przynajmniej wkładam analginkę. Nie, to wytrzyma! Mężczyzna nadal był zdrowy „- mówi kobieta.

podpis pod zdjęciem,

Katerina Szelipowa

Kilka lat temu Shelipovowie mieli dużą farmę – byki, dwie krowy, gęsi, kaczki. Całkiem niedawno został tylko ptaszek: myśleli, żeby w chacie zrobić remont – obniżyć stropy i pokryć kuchnię kaflami – i wreszcie żyć „dla siebie”.

Kiedy wybuchła wojna, centrum okręgu Achtyrka, bardzo blisko Czupakówki, zostało zbombardowane od pierwszego dnia. Przez wieś jechały kolumny rosyjskich pojazdów.

Mówi, że swatki oddaliły się od granicy, podczas gdy Szelipowowie postanowili zostać w domu. Chyba że Katerina poszła na noc do piwnicy – wraz z sąsiadami, którzy nie mieli własnego schronu podziemnego.

Aleksander, wspomina, „pilnował nas”: wdrapał się na drabinę opartą o tylną ścianę domu i liczył czołgi przejeżdżające drogą. Kiedyś zszedł na dół i powiedział, że w nocy przeszło aż 800 sztuk sprzętu.

Rankiem 28 lutego, piątego dnia wojny, Katerina wstała z piwnicy i przygotowała śniadanie. Aleksander zdrzemnął się po „nocnym dyżurze”, zjadł i powiedział: „Pójdę do lejka i popatrzę”.

Właśnie tej nocy, na drodze w pobliżu wsi, jak jechać do Grinchenkovo, wyjaśnia Shelipova, ukraińskie siły zbrojne zniszczyły rosyjski czołg. Jego szkielet jest nadal na miejscu, a resztki wozu bojowego wywołały furorę wśród mieszkańców.

„Jeszcze go nie wpuściłem, nie dałem mu kurtki. Mówię, dlaczego tam jedziesz. A on mówi: jadę tam i z powrotem, szybko. Wziąłem samochód rowerowy (rower – BBC ) i poszedł”, wspomina Katerina.

podpis pod zdjęciem,

Strona z albumu demobilizacyjnego Szelipowa

„Przełam płaszcze, spodnie, kurtkę i koguta. Cóż, kapelusz-kogucik” – wdowa po Szelikhovie opowiedziała proces Vadima Shishimarina o ubraniach, w których Aleksander opuścił dom. To było ważne: emerytowanego traktorzysty nie można było pomylić z żołnierzem Sił Zbrojnych Ukrainy.

Katerina Shelipova nigdy więcej nie widziała swojego męża żywego.

„strzelałem, żeby zostać w tyle”

Patrząc na lejek, Aleksander Szelipow pojechał do domu. Już bardzo blisko jego chaty zadzwonił do niego znajomy, także traktorzysta z Czupakowki. Zsiadł z konia i zaczął mówić. Jedną ręką trzymał swojego starego Samsunga z przyciskiem, drugą prowadził obok siebie rower.

Kierowca, chorąży Makeev i siedzący obok niego Ivan Kufakov, jako pierwsi zauważyli Shelipova idącego chodnikiem. Najwyraźniej obaj uważali, że cywil przekazuje informacje o nich do Sił Zbrojnych Ukrainy, które dosłownie rozbiły ich konwój na polnej drodze.

Iwan Maltisow, który siedział na tylnym siedzeniu obok Shishimarin tak opisał wydarzenia następnych sekund w sądzie: „Kiedy zobaczyli cywila, nie pamiętam dokładnie, czy wyciągnął telefon, czy już rozmawiał … to dlatego, że może nas przekazać wojsku. Vadim tego nie zrobił.

Następnie Maltisov powiedział, że „nieznany wojskowy” (jak on, podobnie jak Shishimarin, zwany Kufakovem) odwrócił się i „zaczął krzyczeć uporządkowanym tonem, że zastosuje się do tego rozkazu, bo jeśli tego nie zrobi, możemy zostać wydani do wojska, a wtedy nie dotrzemy do naszych, by wezwać pomoc.

Stało się to, wyjaśnia Maltisov, kiedy „już prawie dogonili cywila, a teraz, pod naciskiem tego żołnierza, Vadim zwolnił”.

„Nie chciałem go zabić. Strzeliłem, aby dostać się za mnie „, Vadim Shishimarin powie później na sądzie w Kijowie.

W tym samym momencie Katerina Shelipova z wiadrami w rękach zbliżyła się do studni na swoim podwórku. Słyszałem strzały tuż obok domu.

„Zaczęłam biegać pod numer telefonu mojego męża, a jednocześnie otworzyłam bramę i zobaczyłam samochód. Prowadziła, bełkocząc (klaszcząc zepsutym kołem – BBC )” – powiedziała Shelipova na rozprawie.

podpis pod zdjęciem,

Na prawo pod drzewami – miejsce, w którym zmarł Szelipow

Na tylnym siedzeniu, za kierowcą, zobaczyła „młodego mężczyznę” – później identyfikuje go jako Vadima Shishimarina. Za opuszczonym oknem samochodu widoczny był pysk karabinu maszynowego. Katerina przestraszyła się, zatrzasnęła bramę i przycisnęła się do metalowego słupka bramy.

„Stałam tak przez około pięć minut, a nawet dłużej. Kiedy wszystko ucichło, otworzyłam je z powrotem, wyjrzałam, wyszłam na chodnik. Zabita” – wspomina.

Z trzech lub czterech strzałów oddanych przez Shishimarin, jeden pocisk trafił Aleksandra Szelipowa w głowę. Zginął na miejscu.

„Zacząłem krzyczeć, dużo krzyczeć. Sąsiedzi biegali. Długo leżał na ulicy. Potem powiedziałem sąsiadowi: przykryjmy to rzędem (narzutą), bo ludzie chodzą, to jakoś nie jest dobre. My przykryliśmy go, potem przyszli sąsiedzi i postanowiliśmy wynieść go na podwórko. Postawiliśmy go na stole i tak jak kapał deszcz, przykryliśmy go szpalerem i ceratą. Tak było tego ranka, na 28. – powiedziała na rozprawie Katerina Shelipova.

Łowcy

Pasażerowie Volkswagena zobaczyli, że cywil z telefonem upadł i kontynuował poruszanie się główną ulicą Czupachówki bez zwalniania. Zaraz po strzałach, Shishimarin powiedział w sądzie, „nieznana osoba” zaczęła go uspokajać: „Nie martw się, nie myśl o tym, najważniejsze jest, aby nas uratować”.

Kilka minut później wojsko spotkało kolejny samochód – białą „dziewiątkę”. Grożąc karabinami maszynowymi, odebrali go właścicielowi – miejscowemu sanitariuszowi.

Kiedy wsiadali do samochodu z całymi kołami, świadek Maltisov powiedział sądowi, który wysiadł z bagażnika volkswagena, starszy porucznik Kalinin zapytał swoich towarzyszy: co się właśnie stało, dlaczego zdecydowali się zastrzelić cywila? Słysząc wyjaśnienia, polecił wszystkim włożyć bezpieczniki automatyczne.

– Czemu? – prokurator wyjaśnił z Maltisovem.

– Nie rób tego ponownie.

– Cóż, strzały do cywilów.

W „dziewiątce” chorąży przeniósł się do bagażnika do starszego porucznika. Kierowanie samochodem przypadło Kufakovowi. Żołnierze ruszyli dalej. Sanitariusz, nie mając samochodu, wezwał przyjaciela Aleksandra Iwachnienkę, myśliwego ze wsi Pereług, oddalonej o siedem kilometrów od szosy w kierunku, w którym wyjechało rosyjskie wojsko.

Natychmiast zadzwonił do dwóch sąsiadów, również z bronią. Mężczyźni mieszkali tuż nad stawem, na moście, przez który mieli przechodzić rosyjscy żołnierze. Tutaj myśliwi zastawili zasadzkę.

„Widzieliśmy ich z daleka. Wpuściliśmy ich bliżej, zobaczyliśmy, że w środku rzeczywiście byli ludzie w mundurach. Wycelował w kierowcę, oddał dwa strzały z odległości pięćdziesięciu metrów” – powiedział Ivakhnenko BBC.

podpis pod zdjęciem,

Most, na którym łowcy urządzili zasadzkę

Łowca uderzył kierowcę w głowę. Upadł na prawo, tam „dziewięć” wprowadzono do stawu. Pasażerowie wyskoczyli z niego w ruchu i odpalili zaczęli wycofywać się wzdłuż stawu na zachód.

„Krzyknąłem do nich: rzućcie broń i wyjdźcie na tor, ale oni uciekli” – mówi myśliwy. Postanowili nie ścigać uciekinierów: zasięg ich dział był mniejszy niż karabinów maszynowych.

Z samochodu wyciągnięto ciało zamordowanego Kufakowa. „Miał karty bankowe i kieszenie pełne prezerwatyw” – wspomina Iwachnenko. „Liberator, k**”.

Jeśli mapa nie jest widoczna, spróbuj otworzyć artykuł w innej przeglądarce

Miejscowi mieszkańcy w rozmowie z BBC mówią, że dla Iwachnienki jego czyn miał szczególne znaczenie: mówią, że pomścił swojego siostrzeńca, który zginął latem 2014 roku podczas wycofywania się wojsk ukraińskich z Iłowajska.

Mówi, że historia o jego siostrzeńcu jest prawdziwa, ale nie chodzi tu o zemstę: „Co jeszcze moglibyśmy zrobić, powiedz mi? Wpuścić uzbrojonych ludzi do wsi i co? Musieliśmy zatrzymać samochód.

Zwłoki Kufakowa zostały umieszczone pod krzakami. „Zabrali go następnego dnia, nie wiem gdzie. Kazano nam go pochować na naszym cmentarzu, ale powiedzieliśmy: po co nam do diabła? Nikt go tu nie zadzwonił” – mówi myśliwy w rozmowie z BBC.si.

Ferma Świń

Tymczasem czterej ocaleni z wojska szli dalej przez trzciny, bagna, łąki i wąwozy. Rozładunek z granatami i zapasowymi magazynkami do karabinów maszynowych został zrzucony gdzieś wzdłuż drogi.

W ostatni dzień zimy wcześnie zrobiło się ciemno. W pewnym momencie mokrzy i brudni żołnierze udali się do chlewni na obrzeżach wsi Olenowskie i postanowili tam przenocować, zwłaszcza że na końcu chlewu znajdował się mały pokój stróża z ławą kuchenną i piecem .

Zamknęli go na zasuwkę od wewnątrz, ale jak tylko zaczęli rozpalać w piecu – było około ósmej wieczorem na zegarze – słychać było z ulicy hałas. Zastąpił go stróż, 62-letni Nikołaj Jaryzko.

„Znalazłem patyk, otwieram zatrzask, wchodzę, jest ciemno i są na mnie z dwóch stron. Jeden mówi:” Tato, wejdź. „Widzę: dwa karabiny maszynowe. Wchodzę, co do zrobić” – powiedział Yaryzko dla BBC.

podpis pod zdjęciem,

Strażnik Nikołaj Jaryzko

Starszy porucznik Kalinin leżał już na swojej kanapie z zabandażowaną nogą – zranił go podczas przechodzenia przez bagna. Reszta wojskowych siedziała właśnie tam, jeden na czym.

„Jeden mówi:” Tato, bez jedzenia? Myślałem, że wystarczy na noc. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać – wspomina.

Yaryzko wspomina, że starszy porucznik ciągle gdzieś dzwonił: bracie, jak mówią, bracie, wyciągnij nas, zabierz nas.

„Brat” najpierw powiedział, że podjedzie czołg lub transporter opancerzony, potem – że następnego dnia zabierze ich konwój, potem – że konwój jest jeszcze na granicy. Wtedy „brat” zaczął narzekać, że jego kolumna została złamana, gdzie szefa sztabu, nie wiadomo, dowódcy pułku też nie ma.

Spędzali czas na rozmowie. „Pyta się: czy to prawda, że Zełenski rozprowadzał broń wśród ludności? – Mówię: rozdał dużo karabinów maszynowych. – Mówi nam: jebać ” – śmieje się Jaryzko.

„Porucznik mówi do mnie: jakie macie wsie, murowane domy, brukowane drogi, czy to wieś?

W pewnym momencie żołnierze poprosili „bati” o opinię, co zrobić: poddać się lub spróbować przebić się do swoich.

„Powiedziałem im: poddajcie się. A on pyta: czy są we wsi łowcy? Mówię: jak w każdej wsi, są. On: nie, to nie pójdziemy, zastrzelą nas” – wspomina stróż z śmiech.

Rosjanie poskarżyli się Jaryzkowi, że od dwóch dni nie jedli ani nie spali. Bliżej nocy postanowił po kolei dyżurować.

Kiedy kolej na czuwanie nadeszła do Shishimarin około drugiej nad ranem, według dozorcy, zasnął. Korzystając z tego, Yaryzko wziął telefon ze stołu, wziął latarkę i po cichu wymknął się przez drzwi stróżówki.

„Zadzwoniłem do 102 [policji], nikt nie odebrał telefonu… Zadzwoniłem do szefowej, potem zadzwoniła do chłopaków, już przyszli na światło – myśliwi i z obrony terytorialnej. Ale oni [Rosjanie] widocznie się obudziłem, ale mnie nie było. , pod lasem i poszedłem do Kamyshi – mówi.

Jedynie pozostawione przez nich ślady przypominały o krótkim pobycie rosyjskich żołnierzy na fermie świń. „Najwyraźniej bali się tak bardzo, że bali się nawet wyjść na zewnątrz do toalety. Robili wszystkie swoje sprawy bezpośrednio w przejściu między klatkami ze świniami” – mówi BBC pracownik rolny, krzywiąc się.

podpis pod zdjęciem,

Ferma trzody chlewnej, w której nocowała rosyjska armia

BBC pyta Yaryzko, co sądzi o karze dożywocia, na którą kijowski sąd skazał Vadima Shishimarina.

„Pierdolić go, żeby się nakarmił? Albo go zastrzelić, albo wymienić na nasze” – odpowiada. Jeden syn Yaryzko walczył w Donbasie w 2015 roku, drugi jest teraz na froncie. Jego kolegą z klasy jest Aleksander Szelipow, który zmarł w Czupachowce. „Po co im współczuć”, mówi Yaryzko do BBC i zaciąga się papierosem.

„Uznałem za stosowne się poddać”

Cała czwórka w kamuflażu przeszła przez pola przez resztę nocy. O świcie weszliśmy do lasu. Wkrótce dotarliśmy do wioski Kamyshi. W tym czasie rosyjscy żołnierze zdecydowali się już poddać.

„Nie chciałem walczyć. Kiedy udaliśmy się na miejsce naszych żołnierzy, nie widziałem powodu, aby tam iść. Uznałem za konieczne poddanie się i pozostanie przy życiu” – wyjaśnił tę decyzję Vadim Shishimarin na rozprawie.

podpis pod zdjęciem,

Wioska Kamyshi, przybliżone miejsce kapitulacji

Mieszkańcy Kamyshi zakładają, że na obrzeżach wsi żołnierze bali się wychodzić do ludzi, dlatego szli wzdłuż rzeki do jej środkowej części, gdzie byłoby więcej ludzi i mniej szans na zlinczowanie.

Rankiem 1 marca czterej żołnierze armii rosyjskiej wyszli na plac pośrodku Kamyszy, złożyli broń i oświadczyli, że poddają się. Przez jakiś czas rozmawiali ze zgromadzonymi widzami.

„Nikt ich nie dotknął. Chociaż, szczerze mówiąc, chciałem ponownie [mocnie uderzyć]. Mam trzech [krewnych] walczących z nimi” – mówi jeden z naocznych świadków kapitulacji.

„Mówię im: po co przyjechałeś do nas? – Na ćwiczenia. Mówią: jesteśmy kierowcami. Mówię: Ja też jestem kierowcą, jeździłem po Europie ciężarówkami. Nie widziałeś, że przekraczałeś granicę „Nie widziałeś liter na znakach? samochodów? – wspomina mieszkaniec Kamyshi. – Był tam chorąży, zapytał, co się z nimi stanie. Ja też mu odpowiedziałem: szczęście, że przeżyjesz.”

Wkrótce po Rosjan przybyło wojsko 93 brygady Sił Zbrojnych Ukrainy.

„Myślałem, że zwykle będziemy grzebać – to wszystko”

Pojmanych żołnierzy rosyjskich przewieziono do aresztu śledczego w Kijowie. Podczas pierwszych przesłuchań wszyscy czterej twierdzili, że nie byli zamieszani w zbrodnie przeciwko ludności cywilnej, prokurator Andrei Sinyuk powiedział BBC: „Oczekiwali, że zostaną szybko wymienieni, a przestępstwo, które popełnili, nie zostanie ustalone”.

Ale już w Kijowie (według prokuratury jest to powszechna procedura) więźniom zaproponowano przesłuchanie na wykrywaczu kłamstw. Podczas przesłuchania Shishimarina wariograf pokazał, że jego słowa o nieuczestniczeniu w poważnych przestępstwach mogą być nieprawdziwe.

Grupa śledczych ze zdjęciami Shishimarin udała się do regionu Sumy i rozpoczęła objazd od domu do domu po miejscach, w których cała czwórka się poddała. W pewnym momencie zakręt dotarł do chaty Kateriny Shelipovej.

„Wcale nie sądziłam, że ktoś powinien być odpowiedzialny za tę <śmierć jej męża>” – wspomina.

25 kwietnia przed Kateriną umieszczono cztery zdjęcia, w tym Shishimarin. Rozpoznała go natychmiast.

– Co czułeś w tym momencie?

Nie mam do niego takiej nienawiści. Spojrzałem na niego – to dziecko. Oto dziecko, – Katerina zatrzymuje się na chwilę. „Ale te dzieci nas zabijają i gwałcą, a co one robią…”

30 kwietnia Vadim Shishimarin został przewieziony do Chupakhovka na eksperyment śledczy, a Katerina Shelipova zidentyfikowała go po raz drugi. Potem nastąpiła ekshumacja ciała Aleksandra Szelipowa, ale wdowa nie wzięła w niej udziału.

„Dopiero gdy Shishimarin zobaczył, że istnieją dowody – relacje naocznych świadków, znalazł samochód, jego broń pasowała do tej, z której strzelali – wtedy przyznał się do winy i zaczął w pełni współpracować [przy śledztwie] i pokazał, jak to wszystko się stało” prokurator nalega Sinyuka.

„Lepiej odbierz telefon”

Miesiąc później do Sądu Rejonowego w Kijowie trafiła sprawa Vadima Shishimarina. Został pierwszym od początku konfliktu – iw historii Ukrainy – oskarżonym o zbrodnię wojenną, na podstawie artykułu „Naruszenie praw i zwyczajów wojennych”.

Sierżanta armii rosyjskiej bronił kijowski prawnik Wiktor Owsiannikow. Kilka lat temu, podobnie jak teraz – bezpłatnie, z urzędu – reprezentował interesy zbiegłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza na jednym z procesów przeciwko niemu.

Dlatego teraz, w odpowiedzi na pytania dziennikarzy o to, jak czuje się broniąc Shishimarin, Ovsyannikov wzrusza ramionami: „Miałem klientów, którzy byli jeszcze bardziej negatywnie postrzegani przez społeczeństwo … Dlatego nie, nie jest to dla mnie trudne … Ja nie bronię przestępstwa, bronię osoby.”

prawa autorskie do zdjęćYASUYOSHI CHIBA/AFP przez Getty Images

podpis pod zdjęciem,

Prawnik Wiktor Owsiannikow

W sądzie prawnik argumentował, że Shishimarin odbierał żądanie chorążego, by strzelać, jako rozkaz od starszego rangą. Zgodnie z Kartą Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej był zobowiązany do wykonania rozkazu.

Jednak sam Shishimarin powiedział na rozprawie, że chorąży Makeev nie był jego bezpośrednim dowódcą, ale należał do innej jednostki. Ponadto zarówno Shishimarin, jak i świadek Maltisov powiedzieli, że sierżant strzelał nie od razu po żądaniu chorążego, ale dopiero po okrzykach Kufakowa, którego rangi, a nawet nazwiska nie znali, i jedynie za pomocą znaków pośrednich, takich jak wiek (25 -30 lat) i pewne siebie zachowanie może zakładać, że może być oficerem.

– Kto był starszym stopniem w samochodzie? – prokurator próbował przywrócić hierarchię w Volkswagenie.

– Starszy porucznik Kalinin, który był w bagażniku – odpowiedział Maltisov.

– Czy chorąży koordynował rozkaz strzelania ze starszym porucznikiem?

– Nie, był w bagażniku.

Prawnik próbował wezwać do sądu innych pasażerów Volkswagena – chorążego Makiejewa i starszego porucznika Kalinina. Jednak już w trakcie tego procesu okazało się, że Ukrainie udało się wymienić oba na Rosję.

Innym argumentem adwokata było to, że w tych warunkach – w trzęsącym się samochodzie z przebitą oponą, na ciasnym tylnym siedzeniu, w stresującym środowisku operacji wojskowych i presji wywieranej przez Kufakowa, Shishimarin po prostu nie mógł strzelić Shelipovowi celnie w głowę. Strzelił losowo, nalegał obrońca, a trafienie było przypadkowe.

Prokuratura upierała się, że strzały były wymierzone – z zamiarem zabicia Szelipowa: „Shishimarin wiedział o rozkazie zabicia mężczyzny i wykonał go, strzelając trzy lub cztery razy z karabinu maszynowego. ale strzelać do pojedynczych? Albo wysiąść z samochodu i odebrać telefon Shelipov? Celowo zabił cywila.

prawa autorskie do zdjęćSERGEI SUPINSKY/AFP przez Getty Images

podpis pod zdjęciem,

Świadek Ivan Maltisov

– Jaka jest różnica między nakazem karnym a nakazem nie do zdobycia? – Świadek Maltisov był przesłuchiwany w sądzie jako rosyjski żołnierz.

– Cóż, nie wiem dokładnie, jak to zdefiniować, ale wyrządzanie szkód, zabijanie cywilów, plądrowanie – jak to jest uważane za przestępstwo. Jeśli takie rozkazy pójdą, nie można ich wykonać.

– A jeśli cywil zagraża twojemu życiu?

– Jeśli wyjdzie, to jakoś to zneutralizuj, ale nie zabijaj zgodnie z kartą. Zranić, na przykład unieruchomić. Cóż, jeśli istnieje bezpośrednie realne zagrożenie, to zgodnie z sytuacją.

– Z twojego punktu widzenia: filmuje cię cywil. Jak się odpowiednio zabezpieczyć: wyjść i odebrać telefon lub zastrzelić tę osobę?

– Myślę, że lepiej odebrać telefon. Po co zabijać cywila? Właściwie rozmawia z rodziną.

W ostatnim słowie Shishimarin powiedział: „Szczerze żałuję tego, co zrobiłem. W tym momencie byłem zdenerwowany, były działania wojenne, nie chciałem zabijać. Ale tak się stało”.

Sąd skazał Shishimarin na dożywocie. W decyzji czytamy: Shishimarin rozumiał, że wydany mu rozkaz był wyraźnie kryminalny i mógł odpowiedzieć Kufakovowi odmową, „co nie pociągałoby za sobą żadnych negatywnych konsekwencji dla niego”.

„Oskarżony nie mógł postrzegać nieznanego [Kufakowa] jako oficera, a tym bardziej jako bezpośredniego dowódcę, gdyż nie znał ani nazwiska, ani stopnia wojskowego, a uporządkowany ton rozmowy nie jest kryterium podporządkowania się wojskowych”, mówi również decyzja.

Prawnicy mają 30 dni na wniesienie odwołania. Wiktor Owsiannikow powiedział już prasie, że działania jego klienta zostały zakwalifikowane nieprawidłowo i że było to zabójstwo, i obiecał zakwestionować werdykt.

prawa autorskie do zdjęćSERGEI SUPINSKY/AFP przez Getty Images

podpis pod zdjęciem,

Katerina Shelipova w sądzie

Oficjalna Moskwa nie skomentowała jeszcze tego werdyktu. Na kilka godzin przed jej ogłoszeniem sekretarz prasowy Władimira Putina Dmitrij Pieskow powiedział, że Kreml jest „podekscytowany” sytuacją z obywatelem Rosji, ale nie ma możliwości natychmiastowej ochrony jego interesów. „Nie oznacza to, że nie będziemy rozważać możliwości kontynuowania prób innymi kanałami” – dodał Pieskow.

Rosyjski ekspert prawa międzynarodowego Gleb Bogusz powiedział BBC, że kara dożywotniego pozbawienia wolności dla Shishimarin rodzi pytania wśród prawników o stopniowanie winy: jeśli ten wojskowy został skazany na dożywocie, to jak ci, którzy rozpoczęli wojnę, mogą być surowiej ukarani i dać Zamówienia?

Ojciec Shishimarin, Jewgienij, który obserwował proces na żywo na Youtube, powiedział BBC po werdykcie, że nie wierzy, że jego syn naprawdę uderzył Szelipowa i go zabił.

„Oczywiście, chcę nie tylko wymiany – odeślij go do domu, do niczego nie jest winny. Czego jest winny? Zastrzelony, czy co? Stało się. Tak potoczyła się sytuacja.”

– Co czułeś, kiedy zabiłeś mojego męża?

Najbardziej emocjonalnym momentem procesu było kilka minut, kiedy ofiara, wdowa po zamordowanym Aleksandrze Szelipowie, miała okazję zadać Shishimarinowi pytania.

– Powiedz mi proszę, co czułeś, kiedy zabiłeś mojego męża? – Katerina zwróciła się do Shishimarin.

„Strach” – odpowiedział ledwo słyszalnym głosem rosyjski wojskowy.

– Powiedz mi, proszę, czy żałujesz za zbrodnię, którą popełniłeś? ona kontynuowała.

– TAk. Rozumiem, że nie będziesz w stanie mi wybaczyć, ale przepraszam – odpowiedział Shishimarin.

– Jeszcze jedno pytanie. Powiedz mi proszę, dlaczego przyszedłeś do nas? Czy jesteś tu, by nas chronić? Od kogo? Chroniłeś mnie przed moim mężem, którego zabiłeś – już prawie płakała, powiedziała Shelipova.

– Z naszego dowództwa dostałem polecenie, aby ruszyć w kolumnie. A co będzie dalej – nie wiedziałem – powiedział cicho Shishimarin w odpowiedzi.

prawa autorskie do zdjęćMaxym Marusenko / NurPhoto przez Getty Images

podpis pod zdjęciem,

Vadim Shishimarin zostaje zabrany z sądu po werdykcie

W przerwie sesji Katerina Shelipova opuściła halę i nie wróciła już do sądu. W rozmowie z BBC dzień po odczytaniu wyroku przyznała, że podróż do Kijowa była dla niej bardzo trudna i nie pójdzie już na apelację.

Okna jej pokoju w domu są przykryte kocami. Przez pierwsze kilka tygodni po zamordowaniu męża Katerina nie spała w domu, poszła do sąsiadów: „To było przerażające, przerażające”.

Teraz wróciła do domu, ale nadal nie może spać w ciemności, nie gasi światła, dlatego wiesza okna: w Czupachiwce w nocy obowiązuje zaciemnienie.

„Cóż, nic. Przeżyję. Ludzie są jeszcze gorsi. Wszystko było zdumiewające. Ilu ludzi zginęło. Zapewniam się tylko, że nie jestem jedyna. Przynajmniej nasza wioska pozostaje nietknięta” – mówi Katerina.

Przyznaje, że bardzo tęskni za mężem.

„Nazywał mnie babcią, potem Katiukha. Babcia – ponieważ moja wnuczka tak mnie nazywała, a on poszedł za nią” Katerina uśmiecha się smutno. Zostałem ranny i spadłem ze schodów. Mówię mojemu dziadkowi-dziadkowi, wszystko zaczęło się po tobie […] Kiedy rozmawiam z nim w myślach, mówię żartobliwie: opuściłeś to życie, a ja tylko przegrywam”.

– Shishimarin powiedział, że żałuje swojego czynu, że przeprasza… Wierzysz mu?

– Nie, nie wierzę mu.

Na rozprawie Shelipova została zapytana, jakiej kary chce dla Shishimarin. Odpowiedziała: życie, ale nie miałaby nic przeciwko, gdyby został wymieniony na obrońców Mariupola z zakładu Azowstal, którzy poddali się armii rosyjskiej.

„Cóż, usiądzie… Albo go tam zabiją, albo usiądzie. Musimy go nakarmić… Rozmawiałem z synem. Mówi: nie możemy zwrócić naszego ojca. I tak… co najmniej jedno życie zostanie uratowane” – mówi Katerina.

podpis pod zdjęciem,

Fotografia ślubna Shelipovów

Aby otrzymywać wiadomości BBC, zasubskrybuj nasze kanały:

Pobierz naszą aplikację: