Marianna Wyszemirskaja: moje zdjęcie służyło do kłamstwa o wojnie

Marianna Wyszemirskaja: moje zdjęcie służyło do kłamstwa o wojnie

23.05.2022 0 przez admin
  • Marianna Wiosna
  • Jednostka ds. Ekspozycji Dezinformacji, BBC

Aplikacja BBC News Russian Service jest dostępna na iOS i Androida . Możesz także zasubskrybować nasz kanał Telegram .

podpis pod zdjęciem,

Zdjęcia Marianny Wyszemirskiej w zniszczonym szpitalu położniczym w Mariupolu rozeszły się po całym świecie

Zdjęcie ciężarnej uciekającej ze zbombardowanego szpitala położniczego stało się jednym z najbardziej symbolicznych obrazów wojny na Ukrainie. Jednak jej bohaterka, Marianna Wyszemirska, od razu znalazła się w centrum brutalnej kampanii dezinformacyjnej, której efektem była nienawiść ze strony internautów po obu stronach konfliktu.

Słynne zdjęcie z Marianne, zawinięte w koc i z zakrwawionym czołem, okrążyło świat na początku marca. Zdjęcie zrobili dziennikarze Associated Press, którzy dokumentowali następstwa rosyjskiego strajku na szpital w Mariupolu.

Zdjęcie rozeszło się po Internecie, trafiło na pierwsze strony światowych gazet, było nawet omawiane na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Ale dla Marianny procesy się nie skończyły: przeżywszy bombardowanie, wraz ze swoją malutką córeczką padła ofiarą dezinformacji i szykan.

Rosja, próbując odeprzeć oskarżenia o uderzenie w szpital położniczy, oskarżyła 29-letnią Mariannę o bycie aktorką, atrapą wyimaginowanej „ofiary”. Rosyjscy dyplomaci twierdzili nawet, że została wymyślona jako dwie różne kobiety.

Dużo rozmawiałem z przyjaciółmi i krewnymi Marianne, ale przez kilka tygodni nie udało się zorganizować z nią wywiadu. Ale potem w końcu pojawiła się na ekranie mojego komputera, gotowa do rozmowy wideo.

Marianne opowiada o koszmarze przeżytym w szpitalu i atakach internetowych, które nastąpiły po nim.

„Jest wiele gróźb” – mówi Marianna. „Że mnie znajdą, że mnie zabiją, że prawie rozetną moje dziecko na kawałki. To przerażające”.

To jej pierwszy wywiad dla jednego z głównych zachodnich mediów od czasu ewakuacji do swojego rodzinnego miasta, Doniecka, na terytorium kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów.

Marianne wydaje się spokojna i zrelaksowana. Zgodziła się rozmawiać bez żadnych warunków, ale obok niej siedzi prorosyjski bloger.

Pytam, jak to jest być w środku wojny informacyjnej w chwili, gdy znajdujesz się w strefie wojny i właśnie urodziłaś córkę, Veronicę.

„Wybrała trudny czas na pojawienie się” – zauważa Marianna. „Ale oczywiście jest to lepsze, niż gdyby w ogóle nie istniała. Dlatego nie narzekam”.

Wywiad z Marianne można usłyszeć w anglojęzycznym podcaście BBC Wojna z prawdą

„Wszystko wywróciło się do góry nogami”

Życie w Mariupolu przed wojną było zupełnie inne. Marianna reklamowała kosmetyki na swoim blogu, a jej mąż Jurij pracował w zakładzie metalurgicznym Azovstal.

„Mieliśmy spokojne, wyważone życie” — wspomina. „No cóż, wtedy oczywiście wszystko wywróciło się do góry nogami”.

Na swoim blogu na Instagramie Marianne podzieliła się radością z oczekiwania na macierzyństwo.

prawa autorskie do zdjęćInstagram

podpis pod zdjęciem,

Marianne opublikowała ten post na Instagramie pod koniec lutego

Ale zanim Marianne poszła do szpitala, Mariupol był już pod ciężkim ostrzałem.

9 marca rozmawiała ze swoimi współlokatorami, kiedy rozległ się wybuch – „nieco dalej”. Marianne narzuciła koc na głowę.

Potem nastąpiła kolejna eksplozja, głośna.

„I podniósł się zapach kurzu. Wszystko fruwało dookoła, fragmenty i tak dalej i dzwoniło w moich uszach. To dzwonienie tkwiło w moich uszach przez bardzo długi czas. A kiedy podniosłem koc i zacząłem badać wszystko dookoła, zobaczyłem że okna wyleciały wraz z ramami i szkłem, zawaliły się wszystkie ściany nienośne, pozostały tylko ściany nośne – mówi Marianne.

Następnie kobiety zostały ewakuowane do piwnicy, gdzie ukrywały się przez pewien czas wraz z innymi cywilami.

Czoło Marianny zostało pocięte odłamkami szkła, ale lekarz powiedział, że nie potrzebuje szwów.

Mówi, że kiedy wszyscy zaczęli wychodzić z piwnicy, chciała zabrać rzeczy dzieci ze zniszczonego oddziału na drugim piętrze i poprosiła policję o pomoc.

„Nowych rzeczy nie byłoby gdzie zabrać. Absolutnie wszystko, co było przygotowane dla dziecka zabrałam z domu” – wyjaśnia.

Gdy Marianne stała przed szpitalem, czekając na odbiór swoich rzeczy, została schwytana przez fotografa Associated Press. Po raz kolejny sfotografował ją w budynku, gdy schodziła po schodach.

Te zdjęcia – wraz ze zdjęciem innej ciężko rannej kobiety na noszach – stały się wirusowe w Internecie.

Podpis wideo,

Ostrzał szpitala położniczego i dziecięcego w Mariupolu. Wideo

Wkrótce prokremlowski kanał Telegram zaczął kłamać, że nagranie zostało wystawione. Tylko na podstawie tego, że Marianne była blogerką kosmetyczną, autorzy stwierdzili, że była aktorką przebraną za ofiarę.

To kłamstwo wielokrotnie powtarzali wysocy urzędnicy rosyjscy i państwowe media.

Stwierdzili nawet, że na zdjęciu z inną kobietą w ciąży, na noszach, była też Marianna, choć nawet gołym okiem widać, że to dwie zupełnie różne kobiety. Kobieta na noszach i jej nienarodzone dziecko zmarli następnie z powodu odniesionych obrażeń.

prawa autorskie do zdjęćTwitter

podpis pod zdjęciem,

Ten tweet z rosyjskiej ambasady w Londynie, że Marianne jest aktorką, został usunięty przez Twitter jako fałszywy.

Sama Marianne, która musiała dotrzeć w bezpieczne miejsce, przez kilka dni nie wiedziała o zdjęciach i tych wypowiedziach.

W tym czasie jej Instagram był zalany wiadomościami i komentarzami z oskarżeniami i groźbami. Była przerażona zarówno trollingiem, jak i podrobionymi opłatami.

„Nieprzyjemnie było słyszeć, ponieważ naprawdę to wszystko przeżyłam” — mówi Marianne. Ale powstrzymuje się od bezpośredniej krytyki rosyjskich urzędników, którzy rozpowszechniają na jej temat kłamstwa.

Zamiast tego krytykuje Associated Press.

„Byłem też obrażony z drugiej strony, że dziennikarze, którzy zamieścili moje zdjęcia w sieci, nie przeprowadzili wywiadów z innymi rodzącymi kobietami, które potwierdziłyby sytuację, że tak się naprawdę stało. Okazało się, że tylko moje komentarze, tylko moje zdjęcia „, – akcji Marianne.

Marianna uważa, że zeznania innych rodzących pomogłyby pozbyć się niesłusznych oskarżeń.

– Okazało się, że były tam tylko moje komentarze, a ludzie – może słusznie – mieli wrażenie, że to wszystko było wyreżyserowane – skarży się.

Ale według samej Marianne była jedną z ostatnich pacjentów ewakuowanych z piwnicy, a dziennikarze Associated Press dotarli na miejsce niedługo wcześniej. Dziennikarze przeprowadzili również wywiady z innymi osobami w pobliżu szpitala. I nie miały nic wspólnego z pozorami kłamstw, które następnie rozpowszechniali rosyjscy urzędnicy.

Skontaktowaliśmy się z Associated Press w celu uzyskania komentarza.

Znalezienie Marianny

Kilka dni po ostrzale szpitala położniczego Marianna urodziła w innym szpitalu córkę Veronicę.

Podobnie jak tysiące innych osób, Marianna i Jurij próbowali w jakikolwiek sposób wydostać się z Mariupola. Przez kilka tygodni nie można było się z nimi skontaktować. W rezultacie krewni Marianne powiedzieli mi, że parze udało się opuścić miasto, ale ich ślad zaginął. Potem, na początku kwietnia, okazało się, że są w Donbasie.

Marianna udzieliła wywiadu Denisowi Seleznewowi, blogerowi aktywnie wspierającemu prorosyjskich separatystów. Niektórzy wyrażali wątpliwości, jak szczerze mogła mówić Marianne.

„Musiałam opisać całą sytuację tak, jak się wydarzyła, bo widziałam to na własne oczy” – mówi mi Marianne.

Moja rozmowa z Marianną również była zorganizowana przez Denisa. Rozmawia ze mną z jego domu. Denis jest obecny podczas naszej rozmowy, ale nie przerywa. Krewni i przyjaciele Marianne zapewniali mnie, że jest teraz bezpieczna.

Podnoszenie prawdy kawałek po kawałku

Wiele z tego, co mi mówi w wywiadzie, obala fałszywe twierdzenia rosyjskich urzędników.

Kreml wielokrotnie powtarzał, że eksplozja miała miejsce w pobliżu szpitala położniczego nr 1, który de facto w tamtym czasie nie pracował z pacjentami.

Jednak według wydziału dezinformacji BBC Marianne przebywała w Szpitalu Położniczym nr 3.

Skontaktowaliśmy się z ambasadą rosyjską w Londynie z prośbą o komentarz.

Marianna potwierdza, że szpital, na terenie którego znajdował się szpital położniczy, działał, obserwowano tam pacjentki. Władze rosyjskie twierdziły, że nie funkcjonuje już jako placówka medyczna.

Rosja twierdzi również, że budynek został przejęty przez Pułk Azowski, który Moskwa nazywa organizacją „nazistowską”, czemu Ukraina zaprzecza.

Z wywiadu Marianny z Denisem rosyjscy urzędnicy wybrali także pojedyncze, wyrwane z kontekstu frazy, które stworzyły narrację, że żołnierze ukraińscy rzekomo używali Marianny i innych ciężarnych kobiet jako żywych tarcz.

Ale Marianna mówi mi, że w budynku, w którym była, nie było żołnierzy.

Według niej widziała ukraińskich żołnierzy na oddziale onkologicznym znajdującym się naprzeciwko budynku położniczego, nie wie jednak, czy mieli tam bazę.

A jednak sformułowania Marianne z wywiadu z Denisem Seleznevem zostały wykorzystane przez Kreml w celu wymyślenia nowych kłamstw.

Rosyjscy urzędnicy uchwycili się jej słów, że nie sądzi, aby bombardowania szpitali były spowodowane nalotem. Powiedzieli, że to był ostrzał ukraiński.

„Charakterystyczny dźwięk wydaje samolot podczas lotu, nie sposób go nie słyszeć” – mówi Marianna w naszym wywiadzie, dodając, że takiego dźwięku nie słyszała.

Ale Associated Press udokumentowała dowody na to, że doszło do nalotu, w tym na wideo z dźwiękiem samolotu. Ponadto na wideo na miejscu zdarzenia żołnierz i policjant rozmawiają o nalocie.

Ponadto na zdjęciach widać gigantyczny krater, który, jak potwierdzają eksperci od broni, mógł pozostać tylko po bombie lotniczej.

„Nie widziałam tego lejka osobiście, ale widziałam wideo” – mówi Marianne.

„Właściwie nie mogę nikogo winić, bo nie widziałam na własne oczy, gdzie, co dokładnie było” – dodaje.

Cel dla trolli

Ten kontrowersyjny moment spowodował kolejną falę żółci od trolli.

„Z jednej strony byłam aktorką, z drugiej strony kłamałam, że nie było nalotu” – wyjaśnia Marianna.

Nawet wśród ludzi, których uważała za przyjaciół, są tacy, którzy jej nie wierzą. Na przykład mieszkająca w Rosji blogerka piękności Jarosława uważa, że rosyjska telewizja twierdzi, że Marianne brała udział w produkcji.

„Myślę, że Marianne odegrała swoją rolę. Że Ukraina potrzebowała ukraińskiego wojska, aby wszystko obwiniało Rosję” – powiedziała mi Jarosława. Od tego czasu przestała obserwować swoją byłą dziewczynę na Instagramie i już z nią nie rozmawia.

„To oczywiście denerwujące, kiedy znajomi wierzą w coś, czego nie zrobiłam, do czego nie jestem zdolna, bo sumienie zawsze było dla mnie ponad wszystkim” – odpowiada Marianna.

Ale ona wyraźnie ożywia się za każdym razem, gdy rozmowa wraca do jej córki, Veroniki.

Marianne wróciła na swojego bloga i w niedawnym poście poprosiła swoich zwolenników, aby nie odchodzili, jeśli są zainteresowani czytaniem o kosmetykach, pieluchach i zwykłym życiu młodej matki.

Jej odpowiedzią dla tych, którzy życzą jej krzywdy, jest „idź w pokoju”.

Ale po tym, jak nieświadomie Marianna znalazła się w centrum wojny informacyjnej podczas prawdziwego konfliktu zbrojnego, jej życie zmieniło się na zawsze.

– Na razie nie buduję żadnych nadziei ani planów, bo nie wiadomo, co będzie jutro – mówi.

Aby otrzymywać wiadomości BBC, zasubskrybuj nasze kanały:

Pobierz naszą aplikację: