„Wyszedłem po chleb – wylądowałem w pobliżu Mariupola”. Jak działa przymusowa mobilizacja w armii nieuznawanej DRL i ŁRL

„Wyszedłem po chleb – wylądowałem w pobliżu Mariupola”. Jak działa przymusowa mobilizacja w armii nieuznawanej DRL i ŁRL

22.05.2022 0 przez admin
  • Anastasia Lotareva, Olga Ivshina
  • BBC

Aplikacja BBC News Russian Service jest dostępna na iOS i Androida . Możesz także zasubskrybować nasz kanał Telegram .

prawa autorskie do zdjęćStanislav Krasilnikov/TASS

podpis pod zdjęciem,

Zmobilizowany w Ługańsku

Mieszkańcy nieuznawanych republik ukrywają się w swoich mieszkaniach przed totalną mobilizacją. Ich matki są zakłopotane: Rosja chciała wyzwolić Donbas, ale w końcu bombarduje Kijów i Odessę oraz zdobywa Chersoń. Zmobilizowani są wyrzucani w najgorętsze miejsca bez przeszkolenia, dobrej broni i wystarczających zapasów. Żołnierze głodują i ponoszą ciężkie straty. Władze samozwańczej ŁRL i DRL mówią: masową mobilizację zatrzymano pod koniec lutego. BBC opowiada, jak walczą mieszkańcy Donbasu.

* We wszystkich imiona bohaterów zostały zmienione na ich prośbę ze względów bezpieczeństwa i są znane redakcji .

„Hej człowieku, jak się tu dostałeś?”

6 maja Denis Pushilin, szef samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej, wraz z jednym z przywódców Jednej Rosji, Andriejem Turczakiem, spotkali się w okupowanym Chersoniu z nowo mianowanym przez prezydenta „szefem lokalnej administracji” Władimirem Saldo. władze wojskowe.

Na tym spotkaniu, w biurze pod portretem Władimira Putina, Pushilin chichocząc zauważył, że „słynne arbuzy chersońskie” czekają w Doniecku i Ługańsku. Turczak, ubrany w paramilitarną kurtkę z symbolem Z i kamizelką, po raz kolejny zapewniał, że „Rosja jest tu na zawsze”.

W dalszej części programu było zwiedzanie miasta i złożenie kwiatów pod Wiecznym Płomieniem.

prawa autorskie do zdjęćNikolai Trishin/TASS

podpis pod zdjęciem,

Szef samozwańczego DPR Denis Pushilin i sekretarz Rady Generalnej partii Jedna Rosja Andriej Turczak (od prawej do lewej)

Tego samego dnia Siergiej, 20-letni mieszkaniec Doniecka, siedział na ganku szpitala w Rostowie z plastikową torbą zawierającą wszystkie swoje rzeczy. Do tego szpitala został przywieziony z „pierwszej linii” pod Chersoniem – po pospiesznej mobilizacji zdołał walczyć przez tydzień.

Siergiej twierdzi, że nigdy nie strzelał, ale otrzymał poważną ranę odłamkiem. Tak naprawdę nie pamięta, jak został przewieziony przez Krym do szpitala w Rostowie i nikt nie powiedział mu, jak wrócić do domu po wypisaniu.

Lekarze z Rostowa powiedzieli: „Leżysz tutaj bez żadnych dokumentów, nie rozumiemy, jak cię wypisać”, ale nie miał żadnego związku ze swoim dowództwem.

Z jednym paszportem z nierozpoznanej Donieckiej Republiki Ludowej, telefonem z przyciskami i całkowitym brakiem pieniędzy próbował dodzwonić się do matki. Połączenie z ukraińską kartą SIM nie poszło, zaczęli działać słabo wraz z wybuchem wojny. Siergiej namówił przechodnia, aby podarował mu smartfona z aplikacją VKontakte – i napisał do matki, że należy go spotkać na przejściu granicznym od strony DRL.

„Poprosiłem o pieniądze na minibusa, jak ostatni włóczęga”, wspomina Siergiej, „podchodzę do ludzi, mój mundur jest zerwany, twarz nie zagoiła się do końca, boją się mnie”.

Na granicy z samozwańczą „republiką” rosyjscy pogranicznicy, jak mówi Siergiej, patrzyli na niego „jak duch”. „Pytają: hej, koleś, jak w ogóle się tu dostałeś? A ja mówię, pytasz swoich ludzi, w przeciwnym razie, jak mnie wyprowadzili, powiedzieli, żebym nie zadawał pytań”.

„Co robiłeś przez osiem lat?”

„Kiedy nasi chłopcy giną na linii frontu, Pushok ( przydomek Denis Pushilin – często używany w donieckich grupach na portalach społecznościowych BBC ) biega po Mariupolu, teraz w Chersoniu, ale ogólnie rzecz biorąc, Chersoń to nie Donbas ”- mówi Lilia, matka Siergieja.

Przez półtora miesiąca próbowała dowiedzieć się czegoś o losie swojego dziecka, z innymi matkami i żonami, i osobno pisała do wszystkich – od przywódców DRL po prezydenta Putina i blogera Jurija Podolakiego.

„Z naszej administracji zadzwonili do mnie do pracy – i kazali władzom jakoś mnie uciszyć, szef zadzwonił, powiedział: Lil, będę musiał cię zwolnić, jeśli będziesz kontynuował w tym duchu, ale nie mam ludzi w każdym razie na stronie prezydenta Rosji pojawiła się uprzejma odpowiedź – jesteś innym państwem, to twoja sprawa wewnętrzna. Nie rozumiem, czy Rosja jest z nami, czy nie, czy wyzwalamy Donbas, czy bombardujemy Kijów? ” mówi Lilia.

prawa autorskie do zdjęćAlexander Ryumin/TASS

podpis pod zdjęciem,

Donieck. Mężczyźni w punkcie mobilizacji wojskowego biura rejestracji i poboru”

Gdy ogłoszono mobilizację (w samozwańczej DRL i ŁRL nastąpiło to 19 lutego, jeszcze przed uznaniem przez Moskwę niepodległości „republik” i rozpoczęciem wojny), Siergiej nawet nie sądził, że walczyć.

Zarówno on, jak i Lilia wierzyli, że jest całkowicie zabezpieczony przed mobilizacją: student studiów stacjonarnych, jedyny syn matki, ze słabym zdrowiem – wrodzoną wadą serca zapisaną w dokumentach.

Instytut zebrał listę osób, które miały „zarezerwować” z mobilizacji, następnego dnia osoby z listy proszono o udanie się do wojskowego biura metrykalnego i poborowego „w celu podpisania dokumentów”. W wojskowym biurze rejestracji i rekrutacji, bez komisji lekarskiej, powiedzieli Siergiejowi, że jest w dobrej formie, zabrali mu telefon, zapisali go jako wolontariusza i wysłali na „trening”.

Według Siergieja wszyscy, którzy byli na liście „zbroi”, zostali zabrani bez wyjątku, w tym jego kolega z klasy z epilepsją.

Szkolenie odbyło się dokładnie trzy dni w na wpół opuszczonym budynku na terenie jednego z miast obwodu donieckiego. Spali, mówi Siergiej, z kolei w nocy, bo nie było dość pospiesznie zsuniętych prycz dla wszystkich.

W ich grupie nie było nikogo z doświadczeniem wojskowym, mówi: „Uczniowie, którzy zostali złapani na ulicy, mężczyźni byli jeszcze dorosłymi z przedsiębiorstw. nie mieć”.

prawa autorskie do zdjęćAlexander Ryumin/TASS

podpis pod zdjęciem,

Pożegnanie się z bliskimi przed wyjściem na front

Pierwszego dnia rekrutów uczono ustawiać się w szeregu. Drugi to demontaż i montaż maszyn. Siergiej mówi: „Nie jestem zbyt wojskowy, utknąłem, nic nie pamiętam – krzyczą na mnie, wszystko na ogół unosi się przed moimi oczami”.

Trzeciego dnia powiedziano im, że zostaną zabrani na strzelnicę, aby nauczyć się obsługi karabinu maszynowego. Rekrutów załadowano na zakryte ciężarówki wojskowe. Że nie idą na strzelnicę, stało się jasne pięć godzin później.

Na jednym z krótkich przystanków, aby „palić i wyzdrowieć”, dowódca wygłosił przemówienie o ochronie swojej ojczyzny przed „Khokhlovem i krajami NATO”. Powiedzieli, żeby nie pytać, dokąd są zabierani – też nie powiedzieli. Siergiej i inni zostali wywiezieni w regionie Chersoniu.

„Stali tam Rosjanie, mówią, no chłopcy, czy przyszli nam pomóc? Mówię tak, aby pomóc, ale nic nie wiem, jak zrobić. Co tam robiłeś przez osiem lat? Dlaczego do cholery cię potrzebujemy?”. Mówię, miałem 12 lat osiem lat temu!”

„Jesteś tu do końca”

Historie zmobilizowanych w samozwańczych „republikach” i bliskich im się pokrywają w każdym szczególe: szybka przymusowa mobilizacja, rekrutacja przez „ochotników”, zerwane więzi z krewnymi, bardzo krótkie szkolenie – i na front.

„Zostaliśmy wysadzeni pod Mariupola w marcu, pokazali nam budynek, rosyjski dowódca mówi – szturmuj go”, mówi jeden z nich, 25-letni Nikołaj, „A przedwczoraj widzieliśmy całą broń, ja nawet *** nie rozumiem, co to znaczy „szturmować budynek”, samo słowo jest jasne, ale jak to zrobić – nie”.

Nikołaj, na co dzień właściciel dwóch namiotów na rynku bez najmniejszego doświadczenia wojskowego, przeżył w Mariupolu, a następnie, w związku z tym, że zmobilizowany spędził noc na gołej ziemi w okopach, zachorował na zapalenie płuc. Uważa, że miał dużo szczęścia – z tego powodu został usunięty „z frontu”.

Zapytany, czy strzelał do ludzi, Nikołaj milczy, po czym mówi: „następne pytanie”.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Zbrojne formacje samozwańczej DRL na ulicach Mariupola

Żony i matki mówią, że zmobilizowani dosłownie głodują. „Moja trafiła na front w marcu, a jedzenie przywieziono im w połowie kwietnia” – mówi Elena, żona innego „ochotnika” zmobilizowanego przez patrol wojskowy w Doniecku w drodze z pracy do domu. jedli to, co znaleźli. Dzięki Bogu Krymowie stali z nami, dając im coś ze swoich suchych racji żywnościowych. Zbierali zgniłe orzechy. Jedli miesięczny chleb, robili ręcznie zawijaną herbatę z herbaty i palili, mój mąż schudł dziesięć kilogramów ”.

Niedawno mąż Eleny, który również jest w pobliżu Chersoniu, po raz pierwszy od tego czasu zobaczył swojego dowódcę i zapytał, czy planowana jest rotacja.

„Odpowiedzieli mu niegrzecznie z wulgaryzmami, że nie będzie demobilizacji, nie wyjdziesz stąd, jesteś tu do końca” – mówi Elena.

„Rozumiem, że skoro trwa wojna o Donbas, nasza prawdopodobnie powinna, ale nie z takim nastawieniem, nie w ten sposób” – argumentuje. „Dlaczego są wysyłani do Chersoniu, dlaczego pod Izyum, jeśli mówimy o wyzwolenie Donbasu. Nie wiem, jak mu pomóc. Wojsko powinno walczyć, a nie ludzie, którym tydzień temu dali karabin maszynowy i zapomnieli dać jedzenia.

„Nie widziałem ani grosza od trzech miesięcy”

Formalnie samozwańcze DRL i ŁRL nie mają armii – siły zbrojne nazywane są tam „milicją ludową”, choć są wśród nich także jednostki uzbrojone w pojazdy opancerzone i artylerię dużego kalibru.

W Doniecku do 2018 r. istniało „Ministerstwo Obrony DRL”, które kontrolowało jednostki wojskowe, a nawet miało szkołę wojskową, w której szkolono oficerów, ale potem wszystko to zostało zastąpione przez „policję ludową”.

Podpisane w 2015 roku porozumienia mińskie przewidywały wycofanie wszystkich obcych formacji zbrojnych i sprzętu wojskowego, a także „rozbrojenie wszystkich nielegalnych grup” w obwodach donieckim i ługańskim.

Według ukraińskiego wywiadu w 2017 r. łączna liczba jednostek wojskowych DRL i ŁRL wynosiła 50 000 osób. Kijów zaznaczył, że formacje te to zasadniczo korpusy armii podległe dowództwu Południowego Okręgu Wojskowego Sił Zbrojnych Rosji.

Od 2015 do 2022 roku na terenie DRL i ŁRL nie było poboru, żołnierze kontraktowi służyli w strukturach paramilitarnych. Ale po ukończeniu 18 lat wszyscy mężczyźni mieszkający na terytoriach samozwańczych „republik” muszą przejść badania lekarskie i zarejestrować się w wojsku. Możliwość mobilizacji i służby poborowej jest przewidziana w ustawach „republik”.

Ogłoszenia rekrutacyjne do jednostek wojskowych były stale publikowane w oficjalnych zasobach DRL i ŁRL oraz w grupach zwolenników nierozpoznanych „republik” na portalach społecznościowych. Wymagania do zawarcia umowy były minimalne – doświadczenie serwisowe nie było potrzebne, wystarczyło zebranie dokumentów, zdanie badania lekarskiego i testu psychologicznego.

Po 24 lutego mieszkańcy Doniecka byli bombardowani sms-ami z różnych wydziałów z wezwaniem do wstąpienia do służby. Szczególnie, zdaniem mieszkańców Doniecka, lokalna Federalna Służba Więzienna była gorliwa.

prawa autorskie do zdjęćAlexander Reka/TASS

podpis pod zdjęciem,

Zmobilizowany w Ługańsku. Luty 2022

Nie tylko okoliczni mieszkańcy udają się do służby w strukturach wojskowych Doniecka i Ługańska, Rosjanie zawsze byli tam aktywnie zapraszani. W grupach, w których publikowano wakaty jednostek paramilitarnych DRL i ŁRL, do komunikacji zawsze podawane były nie tylko lokalne, ale także rosyjskie numery telefonów.

BBC sprawdziło dwa takie numery – są one zarejestrowane u operatora telekomunikacyjnego w regionie moskiewskim. Sądząc po wiadomościach w grupach profilowych na portalach społecznościowych, ci, którzy nie mogą zostać żołnierzem kontraktowym w Rosji, często chcą dostać pracę w Doniecku i Ługańsku – na przykład z powodu kryminalnej przeszłości lub długu wobec komorników.

Według ukraińskiego wywiadu w „ludowej milicji DRL i ŁRL” pracuje 40% tych, którzy z własnej inicjatywy przyjeżdżają służyć z Rosji. Kolejne 25% „milicji ludowej” według Kijowa to rosyjski personel wojskowy, który de facto kieruje i szkoli jednostki samozwańczych „republik”.

Moskwa zawsze zaprzeczała bezpośredniemu zaangażowaniu w konflikt na wschodzie Ukrainy, ale przyznawała, że stacjonują tam rosyjscy doradcy wojskowi.

prawa autorskie do zdjęćGetty Images

podpis pod zdjęciem,

Wojskowe samozwańcze DPR na ulicy Mariupola

Na początku lutego 2022 r. Zwykłej „milicji ludowej DRL” zaproponowano pensję 24 000 rubli miesięcznie (biorąc pod uwagę opłaty bojowe, można było otrzymać do 37 000), sierżantów – od 28 000 rubli miesięcznie.

W kwietniu br. żony dwóch żołnierzy kontraktowych służących w oddziałach DPR napisały, że ich mężowie otrzymywali miesięcznie ponad 70 tys. rubli. Jednocześnie w grupie „Armia DNR. Porady dla wolontariuszy” pojawiło się wiele doniesień o zamieszaniu i problemach z wypłatą wynagrodzeń.

Jeśli obraz się nie załaduje, spróbuj otworzyć artykuł w innej przeglądarce.

„Jestem w szpitalu w Rostowie po operacji, złapałem kulę w wątrobę pod stalą azowską, operację wykonano w Doniecku i ewakuowałem się do Rostowa, jako Rosjanin, nie widziałem ani grosza od trzech miesięcy, ” napisał użytkownik Konstantin Danchenko. 7 maja na jego stronie ukazało się zdjęcie rannego mężczyzny w szpitalnej koszuli, a wcześniej kilka zdjęć z bronią i mundurem wojskowym.

Siergiej mówi, że nie otrzymał żadnych pieniędzy, bo został zapisany jako wolontariusz, a kiedy przyszedł do wojskowego biura rejestracji i rekrutacji „by dowiedzieć się, co się dzieje”, usłyszał tylko „ofertę, która nie była ofertą”. – do zawarcia umowy.”

„Mówią mi: jesteś teraz doświadczoną osobą, wszyscy się dla nas liczą, pokazuję zaświadczenie ze szpitala w Rostowie, mówię tak, jestem w szoku – a oni „aby bronić Ojczyzny – wszyscy jesteście skorupą- wstrząśnięty.”

Siergiejowi udało się odwieść od powtórnej natychmiastowej mobilizacji, zmienił kartę SIM i udał się do swojej babci we wsi. Stara się nie wychodzić z domu, Lilia utrzymuje kontakt ze światem zewnętrznym. Nie otwiera drzwi na telefony w swoim donieckim mieszkaniu i nie odbiera połączeń z nieznanych numerów.

Lilia mówi, że przypadki ponownej mobilizacji są w ich środowisku tak częste, że nie zamierza gdzieś wypuszczać syna „do końca wojny”.

Karabiny Mosina i sowieckie hełmy

Główne jednostki „milicji ludowej” DRL i ŁRL są rozmieszczone w taki sam sposób, jak jednostki wojskowe armii rosyjskiej: ta sama struktura, identyczne karty, prawie taki sam mundur (symbole i drobne szczegóły różnią się nieznacznie).

Jak powiedział BBC w 2014 roku bojownik jednej z sił specjalnych DRL, rosyjscy generałowie i pułkownicy „decydowali o wszystkim” podczas planowania i prowadzenia operacji wojskowych w nieuznawanych „republikach”.

„Milicja Ludowa” jest krytykowana nawet przez prorosyjskich blogerów i wojsko. „Kiedy organizowano korpus, okazało się, że nie kładziono nacisku na ich skuteczność bojową, ale przede wszystkim na przywrócenie ładu wojskowego i ustanowienie ścisłej dyscypliny. Jednocześnie beztrosko prowadzono przygotowania do prawdziwych operacji wojskowych” powiedział znany bloger Vladlen Tatarski, który sam walczył w „4 brygadzie rozpoznawczej LPR.

Zaznacza, że do służby przyjmowano „osoby o niskim poziomie moralnym i psychologicznym”, a na stanowiska oficerskie powoływano osoby bez doświadczenia bojowego.

Rozmówcy BBC z okupowanego regionu Chersoniu oraz miasta Izyum i okolic, gdzie obecnie toczą się walki, mówią, że zachowanie jednostek „milicji ludowej” różni się od zwykłych żołnierzy – za nimi szczególnie zauważono grabieże i brak dyscypliny .

„Rosyjscy dowódcy mogą czegoś zabronić, niektórzy nawet grzecznie mówią – a ci na posterunkach zachowują się jak rakieta, ściskają pieniądze, rzeczy i rozmawiają jak bydło” – mówi jeden z mieszkańców Izyum, który wyjechał do Rosji przez posterunki nieuznanego DRL i okupowanego przez Rosję Berdiańska.

prawa autorskie do zdjęćAlexander Reka/TASS

podpis pod zdjęciem,

Zmobilizowany w Ługańsku

„Stan wojsk, zwłaszcza jednostek piechoty, jest przygnębiający ze względu na niską gotowość bojową, niedobory kadrowe, z powodu złego stanu sprzętu wojskowego” – podsumował Tatarski w 2021 roku.

Wchodzący do służby ostrzegany jest, że część wyposażenia i umundurowania trzeba będzie kupić we własnym zakresie. „Nie wszystko jest rozdane. Na przykład berety nie będą podane, tylko kirzachy . Bielizna termiczna nie zostanie podana. w grupie „Armia DRL. Porady dla ochotników”.

Zdjęcia opublikowane przez byłego „ministra obrony DRL” Igora Striełkowa z podpisem „zmobilizowana piechota Donbasu” pokazują, że bojownicy są ubrani w mundury nie odpowiadające ich rozmiarom, a także w hełmy z 1968 r., każdy z sowiecka sakiewka z lat 70. na pasku.

Na zdjęciach i filmach ludzi zmobilizowanych po 19 lutego znajdują się karabiny Mosin modelu 1891/44 oraz rzadkie pistolety maszynowe Sudayev z 1944 roku.

Trudno zrozumieć, co tak naprawdę działo się przez te wszystkie lata z armiami nierozpoznanych „republik” – praca zagranicznych i niezależnych mediów zatrzymała się tu dawno, od 2015-2016. zaprzestał wydawania akredytacji. Od 2019 roku na trudności w pracy zaczęli narzekać nawet pracownicy rosyjskich telewizji państwowych.

Korespondentowi VGTRK Aleksandrowi Sladkovowi i innym dziennikarzom zakazano pracy na linii kontaktowej. Zamiast tego pozwolono im strzelać tylko do „żołnierza w czystym mundurze (a jako mundur można używać tylko ustawowego kamuflażu), w czarnych wypolerowanych beretach, tak że był ogolony na łyso i wypowiadał piękne wyuczone frazy w hełmie zapiętym na jego podbródek” – powiedział autor filmów dokumentalnych z Doniecka Sergey Belous.

Do początku wojny armie DRL i ŁRL nie były gotowe, więc akcję mobilizacyjną przeprowadzono za wszelką cenę.

Na ulicach pojawiły się patrole wojskowe, a na Telegramie pojawiły się liczne grupy, gdzie ludzie wymieniali się doświadczeniami, jak nie dać się złapać.

Zmobilizowali pracowników państwowych – nauczycieli, pracowników przedsiębiorstw państwowych. Zmobilizowali Filharmonię Ługańską – a moskiewski raper Husky nakręcił o tym patriotyczne wideo. Nie nakręcono już więcej klipów o Filharmonii Donieckiej – opowiadały one jedynie o przekazie Rzecznik Praw Obywatelskich Ludmiły Denisowej, że muzycy zostali zmobilizowani podstępem.

Wkrótce niedaleko Mariupola zmarł znany jazzman, zwycięzca międzynarodowych konkursów i pianista Filharmonii Donieckiej Nikołaj Zwiagincew.

zamknięty

Wielu mieszkańców Doniecka, usłyszawszy wystarczająco dużo opowieści o mobilizacji wszystkich w rzędzie, zaczęło się ukrywać przed wojskiem i władzami. „W pierwszych dniach po 24 lutego pojawiło się wiele informacji, w tym nie tylko plotki miejskie, ale także konkretne sytuacje z konkretnymi znajomymi, którzy zostali schwytani i zabrani na wojnę” – mówi Jewgienij.

Od dwóch miesięcy prawie bez przerwy przebywa w swoim mieszkaniu na obrzeżach Doniecka, obawiając się mobilizacji. „Zatrzymali minibusa i kazali wszystkim mężczyznom wysiąść, wsadzić ich do własnego autobusu, a gdy był pełny, zabrali ich. Chwycili ich na skrzyżowaniach, w sklepach, na targach i wszędzie tam, gdzie jest tłum ludzi lub efekt wąskiego gardła” – mówi.

Jewgienij opowiada o swoich znajomych: jeden z nich mieszkał tygodniami w marcowym mrozie na środku pola z innymi poborowymi, „spali na drewnianych paletach pod gołym niebem, niczego ich nie uczono, nie dano im broni, karmione bardzo słabo.”

Uważa, że ci poborowi wciąż mieli szczęście: „Znam ludzi, którzy szli do pracy, a potem kopali okopy pod Chersoniem, skacząc z min na nierównym terenie. Jeden z moich znajomych otrzymał pogrzeb syna w wieku studenckim. dowiedzieć się, jak się tam dostał i dlaczego trafił, nikt nie może na nic odpowiedzieć, poza tym, że dotarł tam z terytorium Federacji Rosyjskiej.

Po wysłuchaniu tych opowieści Eugene postanowił zostać w domu na stałe – i nie jest sam. „Donieck stał się miastem kobiet, w fabrykach, w samochodach, w przedsiębiorstwach. Po raz pierwszy w życiu widziałem kobietę szperającą w windzie” – mówi.

Jewgienij zmienił kartę SIM lokalnego operatora na wydaną innej osobie, zaopatrzył się w żywność, zgodził się z bliskimi, że przyniosą mu wodę, a czasem zabiorą go do mycia i prania – od początku wojny w jego osiedlu, zaledwie 10 kilometrów od linii styku nie było wody.

prawa autorskie do zdjęćMichaił Tereschenko/TASS

podpis pod zdjęciem,

Donieck. Kwiecień 2022

Jewgienij mówi, że wielu jego znajomych prowadzi ten sam tryb życia, przebywając w swoich mieszkaniach (lub u krewnych, aby nie znaleźli ich po rejestracji), a codzienne problemy rozwiązuje się na różne sposoby. Na przykład jeden z nich spotyka dziewczyny w aplikacjach randkowych i portalach społecznościowych i przekonuje je, by przyszły do jego domu – „teraz nie tylko dla zabawy, ale także po jedzenie”.

Inny znajomy Eugene’a zrobił w Photoshopie fałszywe wezwanie z bliską datą – i do patroli, żeby naprawdę nie zostali zabrani do wojska, pokazuje to, co tydzień starannie poprawiając datę na nowszą.

„Z biegiem czasu zrozumieliśmy, jak z większym prawdopodobieństwem wyjść na chleb, aby nie być blisko Mariupola” – mówi. Eugene wymienia sposoby:

„Po pierwsze, jest to rażące – jeśli jesteś funkcjonariuszem ochrony lub twój brat jest funkcjonariuszem ochrony, albo poruszasz się po mieście z funkcjonariuszem ochrony lub wojskowym, to masz niewielkie ryzyko. Wojsko jest teraz właścicielami Miasto.”

Rower czy samochód – policjanci drogowi nie wydają wezwań, a jedynie sprawdzają dokumenty. Samotni piesi są również mniej zagrożeni. „Kiedyś widziałem patrol biegnący za pieszym, ale po 100 metrach zmęczyłem się i zrezygnowałem z tego pomysłu” – mówi.

Według Eugene’a najniebezpieczniejszym sposobem jest podróż minibusem. „Jeśli wojsko zatrzymało minibusa i kazało wszystkim mężczyznom się wydostać, to nawet nie masz możliwości ucieczki, jesteś w pułapce”, mówi, zauważając, że łapią również ludzi, którzy czekają na przystankach raczej rzadki transport publiczny.

Eugene prawie nigdy nie wyjeżdża z domu – tylko samochodem z krewnymi, ale pewnego dnia nie mógł znieść monotonnej rutyny swojego życia. „Zdenerwowałem się i przeraziłem się z powodu tego samego jedzenia. Poszedłem do hipermarketu – to półtora kilometra. Okazało się, że był jakiś bardzo bojowy dzień, co trzydzieści sekund obok mnie przejeżdżały kolumny wojskowych pojazdów. : syreny, złodzieje na ściśniętych Kruzakach, ranni w karetkach, na bilbordach różni „bohaterowie zmarłych” jak Jogi i wołania do „obrony Ojczyzny”.

Mówi, że w wielkim hipermarkecie prawie nie było ludzi, głównie wojskowych, „jeden na protezie”. Postanowił nie podejmować ponownie takich podróży.

„Nie chodzi o to, że ja i inni ukrywający się boimy się śmierci” – mówi. „Walki w latach 2014-2015 pokazują, że ludzie się nie boją. Nawet gdy pękają okna w mieszkaniu, niewiele osób ucieka do piwnic. Wielu to robi. nie chcę umrzeć za DRL, przymusowo służąc pod bronią „milicji”. Wydaje mi się, że to najbardziej absurdalny wynik życia”.

Pięć tysięcy „śmiertelników”

Według samozwańczych władz Doniecka od 1 stycznia do 13 maja 2022 r. zginęło 1713 uzbrojonych zwolenników DRL. Spośród nich tylko cztery zginęły przed 24 lutego, dniem, w którym rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę.

W publikacjach władz samozwańczej LNR o pośmiertnym przyznaniu wojska BBC znalazło 30 nazwisk. „Ludowa Milicja LPR” nie informuje o stratach w swoich szeregach, choć do 23 lutego br. regularnie zgłaszała zgony wśród swoich żołnierzy.

prawa autorskie do zdjęć Gavriil Grigorov/TASS

podpis pod zdjęciem,

Pogrzeb szefa ruchu młodzieżowego „Ochotnik” w Ługańsku

Łączne straty personelu wojskowego „Milicji Ludowej DRL i ŁRL” wyraźnie przekraczają liczby ogłoszone w Doniecku. Jak dotąd BBC znalazła w sieciach społecznościowych posty o śmierci 1112 osób, które walczyły w szeregach „bojówek ludowych” od 24 lutego 2022 r. To tylko nieco mniej niż liczba ogłoszona przez władze samozwańczej DRL.

Ale oprócz tego BBC znalazło ponad 2100 wiadomości i postów ludzi, którzy szukają swoich męskich krewnych, którzy trafili w szeregi „milicji ludowej” i od dłuższego czasu nie mieli z nimi kontaktu. Kilka takich wiadomości pojawia się codziennie w grupach zwolenników separatystów na VKontakte i Telegram.

W marcu 2022 r. władze „republik” zatwierdziły wypłatę pięciu milionów rubli dla krewnych zmarłych żołnierzy „policji ludowej”, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych. Ale żeby go zdobyć, trzeba zebrać cały pakiet dokumentów, w tym petycję z pieczęcią i podpisem dowódcy jednostki lub zawiadomienie z wojskowego biura ewidencji i poboru.

Krewni niektórych zmarłych nie mogą teraz otrzymać tego artykułu. Wojskowe urzędy meldunkowe i rekrutacyjne odnoszą się do zamieszania wojennego i faktu, że wielu zmobilizowanych nie zostało jeszcze odpowiednio zarejestrowanych lub sformalizowanych. Nie wiadomo, dokąd nieuznawane republiki wezmą takie pieniądze. Najprawdopodobniej będą to pieniądze z rosyjskiego budżetu: w Rosji nazywają tę samą kwotę płatności

W rezultacie wolontariusze angażują się w pomoc wdowom po zmarłych, zbierając pieniądze w sieciach społecznościowych. Tak więc mieszkaniec Doniecka Jewgienij Skrypnik od kilku lat regularnie publikuje raporty na swoim VKontakte o tym, jak przekazuje 10 000 rubli jednej lub drugiej wdowie wojskowej w DRL i ŁRL.

Zdjęcia kobiet o smutnych twarzach trzymających banknoty wywołały ostatnio gorącą debatę w mediach społecznościowych. W swoich ostatnich postach Skripnik informował, że wdowy otrzymywały mniejszą kwotę – pięć tysięcy rubli.

prawa autorskie do zdjęćValentin Sprinchak/TASS

podpis pod zdjęciem,

Denis Pushilin zmienia nazwę ulicy w Doniecku

Eugene nadal siedzi w swoim mieszkaniu. Ma nadzieję, że „sankcje i wszelkie możliwe środki pozamilitarne będą w stanie zachwiać tronem dyktatora, a Federacja Rosyjska stanie się krajem liberalnym i wszystko się zmieni”.

Na razie nie ma stu tysięcy potrzebnych na łapówkę, by wyjechać do Rosji – jedyny sposób, w jaki mężczyźni poniżej 55 roku życia mogą teraz opuścić terytoria nieuznawanej DRL i ŁRL. Mówi, że nie ma gwarancji, że naprawdę zostaną wyjęte, a nie wręczone w pierwszym punkcie kontrolnym.

Siergiej mieszka we wsi ze swoją babcią, Lilia szuka tych samych stu tysięcy i odpowiednich ludzi do „zawiezienia dziecka do Rosji”. Nie mają tam krewnych i możliwości zdobycia pracy – wszyscy ich krewni są na Ukrainie.

Lilia mówi, że po wybuchu wojny przez tydzień nie wiedzieli, co sobie powiedzieć. Potem i tak wysiedli. Kuzyn Lilii pozostał w Czernihowie, który został poważnie uszkodzony podczas wojny.

„Nie wiedziałem, jak jej powiedzieć, że Seryozha został zabrany do walki, ale zadała sobie pytanie. Cieszyli się, że poszli w złym kierunku, ciągle pytała, jaki on jest, kim on jest.”

Siostrzeniec Lilii poszedł w obronę Ukrainy, choć cała rodzina zawsze miała raczej prorosyjskie poglądy.

Zapytana, jak Lilia ocenia działania Rosji, pisze: „Dwie na dziesięć. Nie rozumiem, dlaczego nie można było po prostu dołączyć do Rosji jako Krymu – jeśli chcą nas chronić, dlaczego Cherson? Skąd jest Czernigow? Dlaczego są studenci i emeryci siedzą w okopach? Dlaczego Donieck jest ostrzeliwany tak, jak nie był ostrzeliwany od pierwszej wojny, podczas gdy nasze kierownictwo otwiera pomniki i wymienia tablice na zniszczonej Wołnowej na nowe? Nic nie widzę dobre teraz lub w przyszłości”.

W dalszym ciągu gromadzimy dane o sytuacji w Doniecku i innych miastach. Jeśli chcesz podzielić się informacjami o zmarłych, skontaktuj się z nami pod adresem .

Aby otrzymywać wiadomości BBC, zasubskrybuj nasze kanały:

Pobierz naszą aplikację: