„Żałuję, że nie jestem sławny”. Jak Ukrainka z flagą sowiecką stała się kulturowym fenomenem w Rosji i co o tym myśli

„Żałuję, że nie jestem sławny”. Jak Ukrainka z flagą sowiecką stała się kulturowym fenomenem w Rosji i co o tym myśli

21.05.2022 0 przez admin
  • Światosław Chomenko, Elizaveta Foght, Anastasia Platonova
  • BBC

Aplikacja BBC News Russian Service jest dostępna na iOS i Androida . Możesz także zasubskrybować nasz kanał Telegram .

„Babcia z flagą radziecką” stała się w Rosji symbolem poparcia dla wojny na Ukrainie. Dzięki filmowi, w którym z czerwonym sztandarem idzie do ukraińskiego wojska, w Rosji stawiają jej pomniki i dedykują wiersze. Bohaterka teledysku, Anna Iwanowna, naprawdę istnieje – ale, jak zapewniło BBC, po rozmowie z nią, jej prawdziwa historia bardzo różni się od obrazu, który rosyjskie media malują już drugi miesiąc.

Przygarbiona starsza Ukrainka w olimpijczyku z czerwoną flagą w pogotowiu – to jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów w Rosji w 2022 roku. Kult tej kobiety narodził się na początku kwietnia – wtedy na portalach społecznościowych pojawiło się wideo, na którym pokazano, jak „babcia” wychodzi na spotkanie ukraińskiego wojska z czerwoną flagą w pogotowiu, a potem, gdy jeden z nich zaczynają deptać sztandar, odmawiają im jedzenia.

W ciągu ostatniego półtora miesiąca w miastach całej Rosji, a nawet na terytoriach okupowanych na Ukrainie, pojawiły się pomniki Anny Iwanowny – a tak właśnie nazywa się „babcia z flagą”. Urzędnicy i pracownicy rosyjskich kanałów państwowych uważają jej czyn za przykład „nieugiętego ducha” i ucieleśnienie idei, że wielu Ukraińców rzeczywiście pragnie powrotu do ZSRR i wsparcia rosyjskiej operacji wojskowej.

Korespondenci BBC odwiedzili dom Anny Iwanowej Iwanowej, rozmawiali z sąsiadami, tym samym wojskowym, który nadepnął na jej flagę, a także kulturoznawcami i opowiadają, jak „babcia z czerwonym sztandarem” stała się symbolem współczesnej Rosji i dlaczego wcale nie jest bohaterką portretowaną przez rosyjską propagandę.

„Modliłem się za Ciebie i za Putina”

„Byłoby lepiej dla mnie, gdybym nie był sławny … Gwiazda to oczywiście świetna rzecz, ale trzeba na to zasłużyć. Ale nie wiem, może nie zasłużyłem na taką gwiazdę ”, mówi Anna Iwanowna Iwanowa.

Jej rozmowa z BBC zaczyna się od pytania, w jakim języku prowadzić rozmowę. Językiem ojczystym Anny Iwanowny jest język ukraiński. Według niej, kiedy się martwi, przechodzi na język rosyjski – ale tak naprawdę na mieszankę rosyjskiego i ukraińskiego, co jest typowe dla tych miejsc.

Anna Iwanowna jest niska, wątła i bardzo energiczna. Latem skończy 70 lat – jest tylko trzy miesiące starsza od Władimira Putina. Wygląda znacznie młodziej niż starsza kobieta przedstawiona na większości plakatów, które pojawiły się w całej Rosji.

Rozmowa toczy się bezpośrednio na dziedzińcu domu Anny Iwanowny i jej męża Iwana (ciepło nazywa go Alekseich). Tydzień temu para była w szpitalu w Charkowie, ale teraz wrócili do Velikaya Danilovka.

Aleksiej nie bierze udziału w rozmowie. Trudno się z nim przywitać: bardzo słabo słyszy.

Formalnie Velyka Danilovka (w Rosji nazywa się Bolshaya Danilovka) to przedmieście Charkowa. W rzeczywistości jest to zwyczajna ukraińska wieś. O wycieczkach do centrum mówią tu „jedź do miasta”.

Życiorys małżonków szczegółowo opisała publikacja Spectrum. Anna Iwanowna miała czworo dzieci, ale wszystkie zginęły z różnych powodów. Aleksiej jest jej drugim mężem, pochodzi z Biełgorodu. Rodzice Anny Iwanownej mieszkali w Velika Danilovka, ona sama mieszkała przez długi czas w Dvurechnaya (również w regionie Charkowa) i pracowała przy windzie. A potem wróciła do domu rodziców.

Po rozpoczęciu wojny Anna Iwanowna nie widziała rosyjskich żołnierzy w swojej wiosce: nigdy nie weszli do Wielkiej Daniłówki, stali kilka kilometrów od niej, w wyzwolonej już wsi Cirkuny.

12 maja, kiedy BBC przybyło do Danilovki, walki tu nadal trwały: co jakiś czas słychać było nad wioską dudnienie pojedynków artyleryjskich. Anna Iwanowna nie zwracała już uwagi na te dźwięki – była do tego przyzwyczajona. Ale całkiem niedawno rosyjskie pociski spadły bezpośrednio na wioskę, zamieniając niektóre chaty w popiół.

Dom Anny Iwanowny również ucierpiał od ostrzału: w jej chacie pękło szkło, łupkowy dach został uszkodzony, a na trawniku wciąż leżą fragmenty muszli. Faktem jest, że jej dom znajduje się obok strategicznie ważnego według lokalnych standardów mostu nad strumieniem i był kilkakrotnie bombardowany.

podpis pod zdjęciem,

Domy Anny Iwanowny i Iwana Aleksiejewicza w Wielkiej Daniłowce, 12 maja

Anna Iwanowna traktuje destrukcję filozoficznie: mogło być gorzej. Jednak jeszcze przed wojną życie emerytów nie wyróżniało się luksusem.

Bieda jest wyraźnie odczuwalna w domu, chata jest zapchana zniszczonymi rzeczami – wokół koryta zardzewiałe rowery, bałałajki, na wpół opróżnione konserwy z niebieską pleśnią. W jednym z pokoi zagraconego domu znajduje się cały ikonostas: Anna Iwanowna i jej mąż są bardzo pobożni, podczas rozmowy kobieta jest nieustannie chrzczona i zwraca się do Boga i Matki Bożej.

Kobieta mówi, że ostatnio jej emerytura została podwyższona: teraz ma 3034 hrywny (około 6700 rubli), a jej dziadek ma ponad 4000 hrywien (8800 rubli). Ale oczywiście „ubóstwo to wielka rzecz”, wzdycha Anna Iwanowna: gdyby nie ona, dom byłby czystszy, a życie w ogóle potoczyłoby się inaczej – można by patrzeć na świat. I tak z wyjazdów pamięta tylko wyjazd do Moskwy, w którym pamięta przede wszystkim mauzoleum i świątynie.

Kiedy BBC interesuje się losem tej samej czerwonej flagi, Anna Iwanowna prowadzi dziennikarzy do stodoły. Skąd pochodził sztandar w jej domu, kobieta już nie pamięta: jest w rodzinie od dzieciństwa.

W stodole Anna Iwanowna spogląda na stos drewna opałowego i desek i mówi obraźliwie: „Czy coś ukradli? Zniszczyli?” W rezultacie sztandar zostaje odnaleziony przez dziennikarzy. Flaga jest brudna, nie zmyta przez lata, a nawet dziesięciolecia, a o zmierzchu stodoły nieco odbiega kolorem od drewna opałowego, na którym leży.

Wesoła Anna Iwanowna rozwija flagę i prowadzi BBC na trawnik przed jej odrapanymi bramami, na których widoczne są ślady fragmentów eksplodującego pocisku – dokładnie w to samo miejsce, w którym 4 marca rozegrała się scena, która zamieniła Annę Iwanowna w symbol inwazji Rosji na Ukrainę.

podpis pod zdjęciem,

Anna Iwanowna pokazuje BBC tę samą flagę: wbrew temu, co napisały rosyjskie media, nie została jej odebrana

To samo wideo zostało nakręcone przez ukraińskie wojsko. Na filmie trzech żołnierzy podchodzi do Anny Iwanowny i jej męża z torbą jedzenia. Babcia trzyma czerwoną flagę. „Oczywiście czekali na ciebie, modlili się za ciebie i za Putina, i za cały lud” – mówi dobrodusznie operatorowi.

Początkowo Anna Iwanowna odmawia przyjęcia jedzenia – mówi, że żołnierze potrzebują go bardziej. Ale jeden z żołnierzy z napisem „Chwała Ukrainie” nadal przekazuje jej paczkę, podnosi czerwoną flagę, rzuca ją na ziemię i staje na niej nogami.

Dalszy dialog jest prawie niesłyszalny przez wiatr, ale widać, że Anna Iwanowna jest oburzona. „Moi rodzice zginęli za tę flagę”, mówi wojsku i odmawia przyjęcia jedzenia.

Na początku kwietnia ten film pojawił się w Internecie, a rosyjscy użytkownicy zaczęli go udostępniać.

„Ukraińscy dranie doszli do punktu, w którym staruszek i staruszka pomylili ich z rosyjskimi żołnierzami i pozdrowili ich Czerwonym Sztandarem Zwycięstwa” – oburzył się Daniił Bezsonow, wiceminister informacji samozwańczej DRL. (zachowana pisownia i interpunkcja).

„Pan zaprowadził mnie do Ukraińca”

W rzeczywistości ta scena miała miejsce 4 marca – dwa tygodnie po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji. Północno-wschodnie przedmieścia Charkowa były aktywnie ostrzeliwane, ale wieś w tym czasie była „ziemią niczyją”, wspomina w rozmowie z BBC Wiktor Kostenko, starszy porucznik Sił Zbrojnych Ukrainy.

To Kostenko stał z nogami na fladze i to na jego telefonie nakręcono wideo, które uczyniło z Anny Iwanowny celebrytę.

Kiedy kompania Kostenki weszła do Wielkiej Daniłowki, wojsko zobaczyło, że większość tutejszych domów jest zniszczona i prawie nie ma ludzi. Wyjeżdżającym wojsko pomogło udać się w bezpieczniejsze rejony Charkowa. Babcia Ania poszła do wojska z flagą ZSRR dwa lub trzy dni po ich przybyciu do wsi.

„My, jak zawsze, zapytaliśmy, jak się mają, czy mają jedzenie. Babcia odpowiedziała, że nie ma dokąd iść i że na nas czeka i – nie będę cytować dokładnie jej słów – cały czas się modliła dla wojsk rosyjskich, bo była zmęczona wojną. I dodała, że ma na spotkanie z nami rosyjską flagę – wspomina Kostenko. Wojsko było zdziwione i poprosiło kobietę o pokazanie sztandaru.

„Nie wiem, co działo się w mojej głowie”, mówi teraz Anna Iwanowna.

W trakcie rozmowy sama wypowiada kilka wersji odpowiedzi na pytanie, dlaczego wyszła do trzech żołnierzy z niebieskimi i żółtymi szewronami z czerwonym „znakiem”, jak sama to nazywa.

Pierwsze wyjaśnienie brzmi tak – kobieta usłyszała rosyjską mowę od Ukraińców i dlatego pomyślała, że to Rosjanie: „A my, mówię, mamy rosyjski znak. A ona go wyjęła, pokazała. I tak się okazało. ”

„To jest tak: jak ludzie mówią do nas po ukraińsku, to z nimi rozmawiamy po ukraińsku. Jeśli po rosyjsku, to oczywiście po rosyjsku. Pewnie przez to, że mówimy po ukraińsku, zaczęli mówić po rosyjsku, pomylili nas z rosyjskimi żołnierzami Cóż, powiedziałem jej: wyjmij tę flagę, a ze względu na zainteresowanie wyjąłem telefon, dałem go mojemu sierżantowi, a on zaczął strzelać do tego zdjęcia. A potem zobaczyłeś – wyjaśnia Kostenko.

Według innej wypowiedzianej przez nią wersji, Anna Iwanowna udała się do rosyjskich żołnierzy, bo na pewno znaleźliby kontakty prezydenta Rosji. Kobieta mówi, że rzekomo chciała zadzwonić do Putina w imieniu żołnierzy i zapytać go, dlaczego rozpoczął wojnę z nieuzbrojonymi Ukraińcami – może uda im się go przekonać i powstrzymać rozlew krwi.

Wreszcie trzecie wyjaśnienie Anny Iwanowny jest takie: babcia nie włożyła w swój czyn żadnego politycznego podtekstu. Czerwony sztandar, jak mówi, nie jest flagą Związku Radzieckiego, nie Rosji, ale „sztandarem miłości i szczęścia w każdej rodzinie, w każdym mieście, w każdej republice”.

„Biały to czystość ciała i duszy. A czerwona flaga to miłość i zwycięstwo. Dałem więc żołnierzom znak miłości i zwycięstwa. Nie wziąłem go Rosjanom, Pan mnie zaprowadził do Ukraińców. wygrana!” – wyjaśnia Anna Iwanowna i zostaje ochrzczona.

A co robią sierp, młot i pięcioramienna gwiazda na sztandarze miłości, pyta BBC. „Co?”, ripostuje. „Sierp to chleb, żelazo kute młotkiem, na różne maszyny, piękne płoty, a gwiazda to ochrona z nieba”.

Na pytanie, dlaczego powiedziała żołnierzom, że modli się za Władimira Putina, Anna Iwanowna odpowiada: „Tak, modlę się za Putina i Zelentseva [prezydenta Ukrainy Władimira Zełenskiego]. Proszę Boga o zrozumienie dla nich. I za Łukaszowa [prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki] Modlę się. Modlę się za wszystkich – aby otrzymali oświecenie i nie walczyli ze sobą.”

„Anna Iwanowna jest trochę artystyczna i zmienia swoje świadectwo z wywiadu na wywiad” – mówi BBC Dmytro Galko z Centrum Komunikacji Strategicznej (CSC) przy Ministerstwie Kultury Ukrainy.

Jednym z głównych zadań tego Centrum jest „przeciwdziałanie atakom informacyjnym Federacji Rosyjskiej”. Galko jest pewien, że kobieta, wychodząc do wojska, „po prostu chciała wszystko rozwiązać pokojowo”.

podpis pod zdjęciem,

Anna Iwanowna i jej mąż Iwan Aleksiejewicz spędzili trochę czasu w szpitalu w Charkowie, ale teraz wrócili do domu w Velikaya Danilovka

Zakończenie wirusowego wideo zagrzmiało najbardziej w Rosji: Kostenko wchodzi nogami na flagę, Anna Iwanowna odmawia przyjęcia żołnierzom jedzenia. Jak teraz wspomina kobieta, wtedy się przestraszyła: myślała, że ją zastrzelą. Okazało się, że jest źle. „Widzisz, ona żyje” — mówi.

BBC pyta Kostenkę, dlaczego nadepnął na flagę swojej babci? „Byłem zły na tego, który nas zaatakował, który chce odtworzyć to imperium, ten Związek Radziecki, w którym moi ludzie umierali z głodu w latach 1932-33” – odpowiada.

Zdaniem starszego porucznika, choć wideo kończy się w dramatycznym momencie, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej prozaiczna. Po nagraniu wojsko nie kontynuowało sporu z małżonkami przez długi czas – ostrzał trwał nadal.

W wyniku krótkiej dyskusji żołnierze poszli dalej, Anna Iwanowna podniosła z ziemi flagę, a Aleksiej „spokojnie” wziął paczkę z jedzeniem, po czym starzy ludzie poszli do ich domu.

– A potem zaprzyjaźniliśmy się z tą babcią, dzień później przynieśli jej jedzenie, na Wielkanoc przynieśli z ukraińskiego Kościoła małą paska ( tzw. ciastko wielkanocne – BBC ) – śmieje się Kostenko.

„Babcia dla całej Rosji”

Jak ten film ze zdeptaną flagą trafił do internetu i kto go opublikował i dlaczego nadal nie jest znany.

Wideo, nagrane telefonem Kostenko, zostało wysłane do siebie przez ukraińskich żołnierzy w swoich grupach Telegram i WhatsApp, nikt nie planował, aby stał się wirusowy. Starszy porucznik zapewnia, że nie ma nic wspólnego z publikacją wideo w Internecie.

BBC nie mogła dowiedzieć się, gdzie i kiedy dokładnie wideo z Anną Iwanowną zostało po raz pierwszy opublikowane w domenie publicznej. Można przypuszczać, że po raz pierwszy pojawiła się w proukraińskiej opinii publicznej, co w ten sposób pokazało, że Siły Zbrojne Ukrainy udzielają pomocy wszystkim mieszkańcom kraju, niezależnie od ich poglądów politycznych.

Rosyjskie media szybko zwróciły uwagę na wideo i nadały mu nieco inne znaczenie.

prawa autorskie do zdjęćErik Romanenko/TASS

podpis pod zdjęciem,

Rzeźbiarz Aleksander Iwczenko podczas wykonywania rzeźby „Babcia z czerwoną flagą”, Woroneż, 23 kwietnia

Rankiem 7 kwietnia Channel One wyemitował wideo w swojej porannej audycji.

„Siły bezpieczeństwa przybyły do wioski, coś w rodzaju rozprowadzania pomocy humanitarnej, ale nie przegapiły okazji, by kpić z ludzi” – skomentował wideo w komunikacie.

W trzygodzinnej audycji tego samego dnia prezenter był już bardziej kategoryczny i oskarżył ukraińskie wojsko o zbezczeszczenie transparentu: „Radykałowie szczerze kpią ze starszej kobiety”.

Dwa dni później gospodarz „Pierwszego” Witalija Eliseeva, opowiadając o tej historii, uronił łzę w powietrzu. „Mówią, że starość… Nie wiem jak wy, ale właśnie zobaczyłem, co oznacza nieustępliwy duch. Ochrona takich ludzi to świętość” – powiedział drżącym głosem.

12 kwietnia zastępca stałego przedstawiciela Rosji Dmitrij Polański mówił na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie emeryta z Ukrainy. Polyansky nazwał emeryta symbolem „drugiej Ukrainy”, która dzięki operacji wojskowej dostała szansę na „prawdziwe dobrosąsiedztwo”.

W rezultacie w ciągu ostatniego półtora miesiąca „babcia z czerwoną flagą” – przez długi czas nikt nie znał jej nazwiska, ani nawet imienia – stała się w Rosji głównym symbolem poparcia dla wojny na Ukrainie , wraz z literą Z.

W Internecie kobieta wymyśliła pseudonimy – „Babcia Z” i „Babcia Zwycięstwa”, jej wizerunek był właściwie utożsamiany z „Ojczyzną”, pomnikiem, który wzniesiono w Wołgogradzie.

prawa autorskie do zdjęćKonstantin Zavrazhin/Getty Images

podpis pod zdjęciem,

Kartonowa figura „babci z czerwoną flagą” przy wejściu do centrum handlowego w Moskwie, 11 maja

W przeddzień Dnia Zwycięstwa na szewronie rosyjskiego wojska pojawiły się wizerunki Anny Iwanowny, poświęcono jej wiersze, plakaty z jej wizerunkami i liczne graffiti dzięki staraniom administracji okręgowych pojawiły się na domach w miastach w całej Rosji.

Osobnym gatunkiem stały się pomniki i rzeźby wznoszone ku czci kobiety. Nie obyło się bez ekscesów – na przykład pod koniec kwietnia mieszkaniec Moskwy Roman Sacharow rozbił tekturową figurę „babci z flagą” zainstalowaną w Kurkinie.

Sporządzono przeciwko niemu protokół pod artykułem o zdyskredytowaniu armii (20.3.3), a prezenter telewizyjny Władimir Sołowjow opublikował wideo z przeprosinami Moskwianina: „22 kwietnia popełniłem największy błąd w moim życiu. złamałem symbol dzisiejszej Rosji, chociaż nawet tego nie pamiętam, bo byłem bardzo pijany.”

W Biełgorodzie ledwo wzniesiony pomnik musiał zostać usunięty z powodu wandalizmu – burmistrz miasta skarżył się, że mieszkańcy próbowali nawet „wspiąć się” na moją babcię. Postanowili przenieść posąg w miejsce, w którym mieszczanie nie mieliby „możliwości kontaktu z nim”.

prawa autorskie do zdjęćPeter Kowaliow/TASS

podpis pod zdjęciem,

Pomnik Anny Iwanowny w okupowanym przez Rosję Mariupolu, 5 maja

Najsłynniejszy pomnik „babci z flagą” pojawił się 5 maja w zniszczonym przez wojska rosyjskie Mariupolu. Na otwarcie przybyli osobiście I zastępca szefa Administracji Prezydenta Rosji Siergiej Kirijenko i sekretarz Rady Generalnej Jednej Rosji Andriej Turczak.

„Niestety nie znamy jej pełnego imienia, patronimicznego. Ale na pewno się dowiemy. I jestem pewien, że będzie okazja, aby jej podziękować i pokłonić się nisko u jej stóp, ponieważ stała się żywą symbolem takiej ciągłości pokoleń, ciągłości walki z nazizmem i faszyzmem, taką babcią dla całego Donbasu i babcią dla całej Rosji” – powiedział Kirijenko.

Jednak teraz „babcia z flagą” nie jest już jedyną bohaterką rosyjskich mediów: w ostatnich dniach coraz mniej piszą o Annie Iwanownej, a coraz więcej o chłopcu Aloszy z obwodu biełgorodzkiego, który codziennie wita rosyjskie kolumny wojskowe i marzenia o zostaniu czołgistą.

Chociaż sieci społecznościowe już pojawiają się sztuki ze wspólnym wizerunkiem „babci z flagą” i Alyosha.

prawa autorskie do zdjęć, VK: Życie w DRL

„Fragment przedwczoraj”

A jednak, dlaczego właściwie zgarbiona babcia nagle stała się de facto symbolem współczesnej Rosji?

Z jednej strony przeobrażenie staruszki w mem i w pewien symbol legitymizujący rosyjską „operację specjalną” jest bardzo symptomatyczne – tłumaczy BBC Jewgienij Dobrenko, filolog, historyk kultury, badacz późnego stalinizmu.

Według Dobrenko „babcia z flagą” symbolizuje, jak rosyjski reżim chciałby szukać świata zewnętrznego i jak się widzi: „Wyzwoliciele z nazizmu znów przybyli ze wschodu, a ta babcia wychodzi jak fragment jakiejś nowej „młodej gwardii”, pozdrów swoich dobrodziejów”.

Historyk zwraca również uwagę na niekonsekwencję: z jednej strony popularność wizerunku „babci z flagą” jest przykładem odwołania się do sowieckiej przeszłości, w ramach której m.in. pomniki Lenina są odbudowywane w zajętych ukraińskich miastach.

Z drugiej strony Władimir Putin w przededniu wojny obiecał pokazać Ukrainie „prawdziwą dekomunizację”. Rosyjski przywódca wielokrotnie tłumaczył, że uważa stworzenie Ukrainy w jej nowoczesnych granicach za rodzaj historycznego błędu, którego „autorem i architektem” był osobiście Władimir Lenin.

prawa autorskie do zdjęćAnton Vergun/TASS

podpis pod zdjęciem,

Pomnik „babci z czerwoną flagą” w Biełgorodzie, 8 maja

Ale popularność Anny Iwanowny pokazuje, że Rosja niesie sowiecką przeszłość, wbrew jej deklarowanym celom, mówi Dobrenko.

„Wszyscy rozumieją, że retoryka Putina jest tylko przykrywką dla zwykłych imperialistycznych praktyk kolonialnych Rosji, która chce wyjaśnić niewytłumaczalne, usprawiedliwić nieuzasadnione” – uważa ekspert. praktykowane przez Rosję w XXI wieku.

„Babcia Ania” jest rzeczywiście bardzo pouczającym symbolem: nawet gdyby nie została użyta w sposób tak demaskujący, raz w mediach, i tak byłaby skazana na to, by stać się memem” – wyjaśnia BBC Yan Levchenko, kulturolog, redaktor Rus. Poczasy.

„To dobry symbol rosyjskiej inwazji, bardzo odkrywczy, bardzo ilustracyjny. Odsłania się” – mówi Lewczenko. Z jego punktu widzenia celem „operacji specjalnej” jest próba przywrócenia ZSRR w tych granicach i polach semantycznych, w jakich jest on dostępny dla współczesnego porządku rosyjskiego.

„I w tym sensie babcia Anya swoją czerwoną flagą toruje drogę do Związku Radzieckiego i nie mogli tego nie wykorzystać” – wyjaśnia kulturolog.

Zwraca uwagę, że sama osobowość Anny Iwanowny ma dla propagandy niewielkie znaczenie: „Ważne, żeby wróciła do ZSRR z czerwoną flagą, oświetlając i uświęcając drogę prezydenta”.

„Nie rób z niej martwego idola”

Podczas gdy rosyjskie media zastanawiały się nad losem „babki całej Rosji” – pisały, że została uratowana przez milicję DRL lub wywieziona do „krewnych w Barnauł” – Anna Iwanowna nadal mieszkała w swojej chacie na obrzeżach Charkowa , nieświadoma, że stała się gwiazdą portali społecznościowych, a pomniki otwierają jej wysocy rangą urzędnicy Kremla.

Chyba że ukraińscy żołnierze, którzy nadal regularnie przychodzili do swojej „dziewczyny” i przynosili jedzenie, żartowali: podobno babcia stała się sławna.

Po kolejnym ostrzale Danilovki w chacie Anny Iwanowny wyleciało szkło, dach został uszkodzony, a część ogrodzenia rozebrana. W tym momencie, jak mówi starszy porucznik Kostenko, ukraińskie wojsko zdecydowanie zaleciło starszym wyprowadzkę z domu: mówią, że nie masz piwnicy ani ziemianki.

podpis pod zdjęciem,

Okna w domu Anny Iwanowny i Iwana Aleksiejewicza zostały wybite po ostrzale

Anna Iwanowna i Aleksiej posłuchali rady, Kostenko zabrał ich do miejscowego kościoła. Spędzili tam jedną noc, ale problemy zdrowotne Aleksiejewicza pogorszyły się, a wolontariusze pomogli im dostać się do jednego z charkowskich szpitali.

Tam na początku maja Dmitrij Gałko z CSK spotkał się z małżonkami, którzy odnaleźli ich z pomocą parafian z kościoła w Daniłowce. To on nagrał sensacyjne wideo w Rosji, przed którego wydaniem prawie nic nie było wiadomo o losach Anny Iwanowny.

„To oczywiście kiepskie, że Rosja poszła z nami na wojnę. Bardzo kiepskie” – mówi Anna Iwanowna w tym filmie. Opowiada również, jak dom kobiety został zniszczony w wyniku rosyjskiego ostrzału.

Galko ostatecznie objął patronatem parę z Danilovki. Pilnujące ich wojsko opuściło wieś po wycofaniu wojsk rosyjskich z Charkowa po kontrofensywie Sił Zbrojnych Ukrainy.

Prorosyjskie media i opinia publiczna jednoznacznie oceniły sytuację.

Dowódca wojskowy Komsomolskiej Prawdy, Aleksander Kots, który otwarcie popiera operację wojskową, przesłał następującą wiadomość: „Kijów wziął zakładników babcia Anyi z obwodu charkowskiego. Pokazała, ale prawdopodobnie obwiniła Rosję”.

A 7 maja deputowana do Dumy Państwowej z Partii Komunistycznej Nina Ostanina zaproponowała „przeprowadzenie specjalnej operacji w celu uwolnienia babci Anny i jej męża z rąk nazistów w regionie Charkowa: zabierz ich do Rosji i zaproś do honorowego udziału w Parada na Placu Czerwonym”.

„Kto jest zakładnikiem? Ja? Nie”, Anna Iwanowna wzrusza ramionami w oszołomieniu, rozmawiając z BBC.

Kilka dni temu Anna Iwanowna i jej mąż wrócili do swojej rodzinnej chaty: wszyscy martwili się, jak czuły się tam psy, koty i króliki, które zostawili po ewakuacji po bombardowaniu.

Z żywymi stworzeniami wszystko jest w porządku, mówi babcia. Teraz musimy sadzić ziemniaki, zanim będzie za późno – z powodu rosyjskiej inwazji kalendarz zasiewów w jej gospodarstwie nieco się przesunął.

Zapytana, czy chciałaby skorzystać z zaproszenia Niny Ostaniny i pojechać na Paradę Zwycięstwa na Placu Czerwonym, Anna Iwanowna podekscytowana odpowiada: „Nie mogę tam iść – bo zbombardowali nas bez broni. To jest wieś. I nie było więcej ludzi „Ale oni wszyscy zbombardowali. Nie mogę teraz jechać do Rosji. To wciąż ból dla Ukrainy. Ukraina jest moją kochaną matką”.

prawa autorskie do zdjęćEPA /SERGEI ILNITSKY

podpis pod zdjęciem,

Graffiti z Anną Iwanowną w Berdiańsku (obwód zaporoski), zdobyte przez wojska rosyjskie, 30 kwietnia

Rosyjska propaganda sprawia, że wszystko jest jednowymiarowe, a prawdziwi ludzie się tym nie interesują – dba tylko o zagarnięcie ziem ukraińskich, komentuje rosyjskie publikacje o „babci z czerwoną flagą” Dmitrij Gałko z CSK.

„Więc Anna Iwanowna w Rosji została zamieniona w martwą idolkę, martwą ikonę. Nie interesowało ich, kim jest i skąd pochodzi, jak się nazywała, jaki był jej los i biografia. Gdyby mogli, kradliby ją, zmumifikuj ją i umieść w mauzoleum, a tam leżałaby martwa – mówi.

Galko podkreśla, że na Ukrainie nie próbowali i nie zamierzają zrobić babci z niebiesko-żółtą kokardką z babci z czerwoną flagą. Ale, jak wspomina, rodzice Anny Iwanowny są Ukraińcami, a ukraiński jest jej językiem ojczystym. „To nasza babcia! Nie rób z niej martwego idola!” mówi emocjonalnie.

„Szybkie działanie. Koszmar”

Na trawniku przed bramą – gdzie ponad dwa miesiące temu Anna Iwanowna po raz pierwszy spotkała ukraińskie wojsko – ogląda graffiti, malowidła ścienne i pomniki wydrukowane na kolorowej drukarce, której pierwowzorem sama się stała. Wcześniej moja babcia słyszała tylko o swojej sławie, a teraz z widocznym zainteresowaniem patrzy na zdjęcia.

Niektórzy z nich naprawdę jej nie lubią. „Czy jestem taki stary i jakaś obca?” pyta ze zdziwieniem. Na niektórych zdjęciach kobieta naprawdę wygląda, jakby miała co najmniej sto lat i równie dobrze mogła złapać I wojnę światową. Żywa i energiczna Anna Iwanowna naprawdę różni się od tej staruszki.

podpis pod zdjęciem,

Wśród obrazów, które BBC przywiozło Annie Iwanownej, najbardziej spodobało jej się zdjęcie pomnika w Mariupolu oraz zdjęcie, na którym została namalowana razem z Iwanem Aleksiejewiczem

Na jednym ze zdjęć babcia z czerwonym sztandarem przy gotowych depcze po niebiesko-żółtej fladze Ukrainy. Anna Iwanowna jest oburzona: „Nie daj Boże! Kocham nasz sztandar. To źle, że tak go namalowali! Deptać nasz sztandar, kto go wymyślił? Wręcz przeciwnie, kocham swój sztandar.

Babci podoba się plakat, na którym stoi obok Aleksieja – na tym zdjęciu wygląda jak emerytowany geolog, a za nimi rosyjscy żołnierze. Anna Iwanowna w ogóle nie interesuje się żołnierzami: pokazuje dziadkowi, jak pięknie go namalowali i prosi o zachowanie tego obrazu na pamiątkę.

Osobno BBC pokazuje babci zdjęcie pomnika otwartego przez Siergieja Kiriyenkę w Mariupolu. „Szybkie aktorstwo. Koszmar” – mówi. Ale widać po jej twarzy: raczej lubi pomnik i ogólnie sławę.

Co by powiedziała na otwarcie pomnika sobie, gdyby miała taką możliwość? myśli Anna Iwanowna. „Nie daj Boże, powiedziałbym, że ten pomnik był [pomnikiem] pokoju dla całej naszej planety. Pokój w każdym domu, w każdej rodzinie. Zrozumienie. Szczególnie chciałbym, żeby prezydenci mieli zrozumienie. już taka wojna” – mówi.

Anna Iwanowna jest szczególnie poruszona dziewczętami, które stoją na straży honorowej w pobliżu pomnika Mariupola. „Zostaw mi tę kartę z dziećmi” – prosi.

„Nie chciałem nikogo zdradzić”

Po publikacji filmu z babcią wychodzącą do ukraińskich żołnierzy z czerwonym sztandarem, ukraińskie portale społecznościowe zalała fala komentarzy, delikatnie mówiąc, niepochlebnych wobec Anny Iwanownej.

„Spotkałem najeźdźców z czerwoną flagą”. „Szalona stara kobieta” „Współpracownik”. „Niech jedzie do swojej Rosji”. Ton większości ocen jej czynu był uwłaczający.

Tak, a mieszkańcy wioski kobiety Ani również niejednoznacznie postrzegają jej sławę. Połowa wsi została zniszczona przez te „czerwone flagi i rosyjski świat”, a ten „waltan” ( szalony – BBC ) wyszedł im na spotkanie, mówi sąsiad BBC małżonków Władimir, były wojskowy.

podpis pod zdjęciem,

Sąsiedzi Anny Iwanownej w Wielkiej Daniłowce uważają, że po historii z czerwoną flagą będzie jej trudno żyć we wsi

Koledzy ze wsi pomagają starszym z jedzeniem, ale za ich plecami kilku mieszkańców Danilovki od razu mówi BBC: nie będą tu mieszkać. „Cóż, to znaczy, nikt ich oczywiście nie pokona, ale też się z nimi nie porozumieją. Ona będzie po prostu wyrzutkiem” – mówi Zhenya, mieszkaniec wioski, który teraz jest wolontariatem.

Anna Iwanowna odczuwa ten stosunek do siebie.

„Dziś ci, którzy zbierają śmieci z miasta … Nazywali mnie zdrajcą. Mówią, weź torbę i wynoś się stąd. Mówią, jak będziesz z tym żyć?” narzeka. „Ale ja nie chciałem nikogo zdradzić, chciałem pokoju: do Rosji, Ukrainy, Białorusi żyli jak dawniej, żeby nikt nikogo nie obraził, a walczył tylko z narkomanią, z alkoholem, z paleniem i za wiarę chrześcijańską!”

Ale starszy porucznik Kostenko, który w zasadzie rozsławił „babkę z flagą”, broni jej: „Nie musisz osądzać osoby za jego czyn, za przeszłość, w której żyje… Wszyscy ludzie mieszkają tam, gdzie minęła ich młodość, gdzie żyli, pracowali. Nie znają do końca historii. Lepiej na niepodległej Ukrainie poprawić swoje warunki życia w taki sposób, by pamiętali ten Związek Radziecki jako czarną przeszłość naszego państwa. potępić człowieka tylko dlatego, że mieszkał w Związku Radzieckim – to jest złe”.

Problemem babci, według Kostenko, jest głód informacyjny. Przez długi czas nie mogła uwierzyć, że Rosjanie strzelają do jej wsi: przez całe życie uważała naród rosyjski za braterski, a jej Aleksiej pochodził z Biełgorodu.

Kiedy babcia została zabrana ze szpitala w Charkowie i przewieziona do Danilovki, została zabrana po Charkowie i pokazała skalę zniszczenia miasta w wyniku masowych bombardowań przez wojska rosyjskie. Ona, wspomina Dmitrij Galko, tylko podniosła ręce: „Ach, ach, to jest prawdziwy rok 1941”.

Jednak nawet ostatnie wydarzenia nie zmusiły do stabilizacji poglądów politycznych Anny Iwanowny. Z jednej strony nie wydaje się być przeciwna współżyciu Ukrainy i Rosji, a jedynie „aby prezydent Ukrainy był na swoim miejscu, prezydent Rosji był na swoim miejscu i żeby się rozumieli”. Z drugiej strony modli się do Boga o zwycięstwo Ukrainy i ukraińskich żołnierzy, z którymi udało jej się zaprzyjaźnić.

podpis pod zdjęciem,

Anna Iwanowna mówi BBC, że gdyby mogła porozmawiać z Władimirem Zełenskim, poprosiłaby go o rozwiązanie problemów z pokojem i miłością. I powiem Władimirowi Putinowi, co zrobił źle, rozpoczynając wojnę z Ukrainą

Anna Iwanowna mówi, że po zwycięstwie Ukrainy żołnierze, którzy nakręcili wideo z jej udziałem, czekają na wizytę. Mówią, że w Daniłowce będzie prąd – będą mogli ugotować dla nich herbatę. Nawet do tego Vita, który „podeptał znak”.

Zapytana, czy Anna Iwanowna żałuje tego, co się stało i poszłaby ponownie na spotkanie z wojskiem z czerwoną flagą, odpowiada: „Prawdopodobnie wyszłaby. Przynajmniej Ukraińcy, przynajmniej Rosjanie. Wygraj flagą … A może Pan sam wysłał mnie, abym podarował tę flagę świata, żeby podbili, żeby zwrócili Rosję na jej miejsce? I tak może być. Może sam Pan mnie tak posłał. Nie dla celebrytów, ale dla świata” .

prawa autorskie do zdjęćAlamy

Abyś mógł nadal otrzymywać wiadomości BBC – zasubskrybuj nasze kanały:

Pobierz naszą aplikację: